Idąc na sobotni piknik zauważyłam za płotem dwóch chłopców. 10-11 letnich. Dom był ładny, podjazd bogaty, a na nim rozsypane setki małych przedmiotów. Krzesełek, pudełeczek?? Wszystkie w takich samych rozmiarach, w kolorach żółtym i zielonym. Szłam potem i myślałam: co to mogło być? Puzzle przestrzenne? Klocki? Przedmioty były małe, długością 2-3 centymetrów i chłopcy byli nimi pochłonięci całkowicie. A jako, że zbliża się dzień dziecka i szukam pomysłu na prezent dla dzieciaków, gdy wracaliśmy zatrzymałam się. Jak spojrzałam z bliska chyba już wiedziałam co to jest:
- Co to takie fajne?
- Żaby.
- To origami, tak?
- Tak.
- Strasznie dużo tych żab! Skąd Wy je macie?
- Zrobiliśmy.
Drugi dorzucił:
- Robiliśmy je przez kilka miesięcy.
- Niesamowite! Wy coś z nimi robicie?
- Tak. Walczymy nimi. Która wskoczy na inną to wygrywa. Każdy z nas ma swoją armię.
- Fantastyczne!
- Każda ma też inne imię.
- Wymyślacie sami te imiona?
- Tak. Pokazać Pani jak się robi taką żabę?
- Oczywiście! A możesz jedną dla nas zrobić?
- Tak.
- Wycinacie karteczki czy robicie z bloczków?
- Robimy z bloczków. Jak ma się nazywać?
- A jak się nazywa żaba, która ostatnia wygrała?
- Nie pamiętam… Ale wiem jak ją nazwę! Tak miała na imię żaba, która wygrała dziś wiele razy.
- Deri… Ale ładne imię!
- Naprawdę wysoko skakała!
- Dzięki!
Uwielbiam takie akcje. To przeczy wszystkim sceptykom, którzy twierdzą, że współczesne dzieci są skoncentrowane wokół play-station i gier na ajfony. Zuch chłopaki!

