- Nie będziesz chyba jeździła autem?
- No nie wiem… Przełóż mi foteliki. Może do tego Bałtowa podjedziemy.
- Musisz w ten weekend? Nie możemy w przyszły się razem wybrać?
- Kiedy ma być ładna pogoda. Zresztą, wiesz, że nie lubię weekendów w domu bez Ciebie!
Diabli pojechał wczoraj rano na wyrąb lasu. Ta „męska przyjemność” wydała mi się tak abstrakcyjna, że nawet miałam plan podjechać i sprawdzić czy naprawdę RĄBIĄ, ale gdy o 14 zaczął dzwonić, żebym pojechała budowlanego dokupić jeszcze jedną maczetę, bo tylko ona jest skuteczna, stwierdziłam, że niech bawi się dobrze i wyłączyłam telefon… (no dobra, nie wyłączyłam, ale przestałam odbierać 🙂
Wczoraj gmina urządziła nam majówkę. Bezpłatne dmuchane zamki, pop-corn i wata cukrowa i dzień zleciał. A dziś… rano skoro świt ruszyliśmy do Bałtowa! Bałam się tłoków (przed dniem dziecka zaczyna się robić tłoczno) więc byliśmy tam na 10-tą, na samo otwarcie. Z drugiej strony dojechały dziadki, żeby pomóc w ogarnianiu stonki. Ostatni raz byliśmy tam trzy lata temu, gdy Lila była dwa miesiące młodsza od dzisiejszego Mieszka.


Doszło całkiem sporo nowych figur i kilka atrakcji. Jest np. oceanarium, gdzie w 3D można obejrzeć jak wyglądały pływające dinozaury. Btw. Lilka wyszła z dziadkiem OD RAZU bo się bała 🙂


Zwiedziliśmy też Muzeum Paleontologiczne i odwiedziliśmy obóz Paleontologa, gdzie dziewczyny oglądały różne skamieliny.

Ach, i byliśmy też w Starym Młynie gdzie jest Galeria Twórców Ludowych. Przed młynem stał drewniany dinozaur, w którego nosie panny dłubały



A tu Lila głaska jakieś zebropodobne, a niżej panny zajmują się „dziećmi” 🙂


Łucja sprawdzająca uzębienie i Lilka koło mega-nogi 😉


Był jeszcze dino-plac zabaw i zraszacz niezastąpiony w dzisiejsze popołudnie.


I to już powrót. Konwalie kupowałyśmy przy drodze, ale chwilę później zatrzymałyśmy się w lesie na „siku” i Lila je wyjęła z auta.

Wczoraj wieczorem jak wróciliśmy z tej majówki i panny razem z Miechem zajęły się mazaniem kredą po asfalcie, zaczęłam się zastanawiać czy ma sens gnać gdzieś po przygodę. Czy dino-park będzie atrakcyjniejszy od ogródka, placu zabaw i wyprawy do sklepu po lody? Ale był! Rano poczułam taki dreszczyk nadchodzącej wycieczki. I dla mnie był to fajny dzień i dla nich. Dla dziadków mam nadzieję zresztą też :)
