Majówka

Miałam na pierwszym roku studiów kontrowersyjnego znajomego. Podwójne F (filolog i filozof) to mieszanka zabójcza. Głosił te swoje mądrości, które mój jałowy 20-letni umysł wchłaniał jak gąbka. Lampka ostrzegawcza i pierwsze veto pojawiła mi się gdy wygłosił frazę, że dzieci nic nie są winni rodzicom. Dług miłości i przywiązania oddają własnemu potomstwu. Doszłam wtedy do wniosku, że teraz, to teraz, ale jak dojdę do etapu dzieci w moim życiu, tego człowieka NIE MOŻE być obok.

Tym niemniej jak jak tłumaczę dziewczynom zależność między nimi podkreślam, że owszem są (cała trójka) moim największym skarbem, ale dla nich największą cennością są ONI SAMI. Mają dziewczyny nową koleżankę. Ona wprowadza między nie taką toksyczność. Wybiera Łucję, a z Lili się śmieje. To logiczne, że rówieśnik dąży do kontaktu z rówieśnikiem, ale chciałabym, żeby pamiętały że one dwie są poza wszelkimi podziałami. Że są równe. Że mają się bronić, ustępować i opiekować się sobą. Walnęłam Łucji pogadankę o równości braterskiej i by wzmóc przekaz dołożyłam fragment o karmie i równowadze zła i dobra. Że zło powoduje zło, a dobroć sprawia, że rzeczy pozytywne do nas wrócą. 

I chyba pomogło 🙂