Moje zawodowe przygody mieszczą się na dwóch cefaukach. Jedna jest dla jednej grupy potencjalnych pracodawców, druga dla drugich. Ale jak wszyscy, którzy widzieli takie życiorysy, wiecie pewnie, że chodzi o to, że robiłam masę rzeczy nie powiązanych ze sobą. Ba, wiele projektów które zaczynałam (i pracowałam nad nimi nawet rok), kończyło się wielkim fiaskiem. Tym niemniej były na tyle ciekawe, że o nich w moich osiągnięciach wspominam. Jakby nie była ta różnorodna zawodowa przygoda nauczyła mnie jednej mądrości:
KAŻDY czasem popełnia błąd (człowiek nie jest nieomylny). Robimy jakiegoś kiksa i walimy głową w ścianę, że tak nawaliliśmy. Czasem nawet ktoś po nas jedzie na tę okoliczność, ale prawda jest tak, że świat zapomina o naszych potknięciach dużo szybciej niż my sami. W nas to siedzi, obwiniamy pewien regres za tamto wykroczenie, lecz prawda jest taka, że najlepiej o tym zapomnieć i pchać do przodu jakby nigdy nic.
Diabli wyznaje inną zasadę: Wszystko jest po znajomości. Człowiek znikąd, pozostanie człowiekiem znikąd. Czy to awans, czy podwyżka samo się nie załatwi i trzeba temu pomóc. I jego zawodowa kariera, jakby na to feministki nie jechały, jest świetnym przykładem polityki kolesi (mówię z to z szacunkiem i podziwem do jego zdolności adaptacyjnych). Chcesz coś załatwić umów się piwo, albo kawę. Pogadaj o niczym i wyprzesz konkurencje.
Za jego też namową rozpoczęłam dziś cykl spotkań z osobami, które kiedyś przysyłały mi zlecenia. Są/Były to znajomości czysto meilowe. Spotkanie pierwsze odfajkowane – przede mną jeszcze kilka… Sympatycznie, choć nic odkrywczego się nie wydarzyło. Ot, chyba to, że tak mi się wydawało, że ktoś kto ma na imię Agata, musi być rudy 😉
