W posiadaniu dzieci zawsze najgorsza wydawała mi się ich obsługa. Przecież wogóle nie ma czasu dla siebie! Ubrać, nakarmić to, przewinać, wykąpać, przeczytać, odpowiedzieć… Czy one wogóle coś same robią??? I kiedy ja będę mieć wakacje? Kiedy MI ktoś zrobi herbatę, albo napuści wodę???
Tym bardziej odkrywczą metodą jest w tym wszystkim BLW. Miecho nie jada karmiony. Je sam, do tego stopnia, że zupy wypija, a jajka sadzone zjada widelcem i palcami. Z tego tytułu ja mam naprawdę duży luz. Widziałam ostatnio 4-latkę ganianą przez swoją mamą z miską i łyżką. Zjedz kochanie, jeszcze łyżeczkę! Ileż to czasu zajmuje takie karmienie dziecka! Mam jedna znajoma, która posiada synka w tym samym wieku co Mieszko i też już zaczęła dawać mu trochę luzu, ale cały czas to jest jako dodatek – by również nauczył się jeść sztućcami. Sztućce no fajnie, że opanowuje, ale primo zaleta to ta umiejętność samoobsługi! Stawiasz przed nim michę i on sobie w niej dłubie. A Ty możesz nawet opiłować sobie paznokcie 😉
<><><>
O Łucji będzie. Miała wczoraj „przygodę”. Poszła na rower – ona tak robi kółka po osiedlu i wróciła przygnębiona.
- Co się stało królewno?
- Dwóch chłopaków powiedziało coś do mnie.
- Ale co?
- Nie wiem. Jakieś brzydkie słowo.
- Którzy to byli?
- Na hulajnogach. Nie z naszego osiedla.
- Gdzie oni są?! Chodź mi ich pokażesz!
- Nie.
- Ja im coś powiem!
- Co?
- Jeszcze nie wiem. Coś wymyślę!
- Nie.
Prasuję więc dalej (V sezon Gotowych na Wszystko jest słaby) , ale widzę, że ona dalej to przeżywa. Jeździ na tym rowerze taka perfekcyjna i wyprostowana, empatyczna i sprawiedliwa, a tu dwóch takich głąbów się nawinęło! To taki wrażliwiec nasz. Lilka jest inna- ona nauczyła się robić taki pancerz i się w nim zamyka jak nie chce czegoś przeżywać. A ta to gąbka. Odstawiłam więc żelazko i mówię:
- Łucja idziemy.
- Gdzie?
- Do tych chłopaków!
- Nie.
- No chodź. Pokażemy im jak ja Cię kocham. I weźmiemy Lilę i Mieszka, żeby widzieli jaką masz dużą rodzinę!
- Dobrze. Oni chyba pojechali na plac zabaw.
- Albo wiesz co? Chodź też weźmiemy truskawki. I będziemy je jeść, tak żeby oni widzieli i nam zazdrościli!
- Tak! I jak zapytają się czy im damy to powiemy NIE!
🙂 Prawda, jaka sprytna? Chłopaków już oczywiście nie było, więc zjadłyśmy same na ławce. Ale humor powrócił!
