Pożeramy pierwsze wiosenne truskawki? A jeśli na dodatek są to PIERWSZE W ŻYCIU truskawki??

<><>
Nie da się robić zakupów z trójką dzieci. Być może zresztą się da, ale my sobie z tym nie dajemy rady.
- Przypadek I – gdy wózek staje, znak to, że czas wyjść i ruszyć. Przed siebie! Choć fascynujące okazały się ostatnio schody ruchome (nieważne którym kierunku jadące – przecież pod prąd też można na nie wbiegać!). Im dalej odbiegnie tym większy ma fun.
- Przypadek II – biega. Po operacji uszu, odetkaniu i dotlenieniu, ten przypadek jest nie do zatrzymania. Zaskoczene możliwościami własnego organizmu praktycznie nie staje. Na naszych oczach niemalże widać, jak na chudych nóżkach pojawiają się mięśnie. Wczoraj po raz kolejny zginęło w sklepie- odnalazła, zaryczane, pani z ekipy sprzątającej.
- Przypadek III – teoretycznie najdojrzalszy, a nawet z zapędami psa pasterskiego do zaganiania stada. Ale tutaj nieprzewidywalne jest poczucie wiedzy i dorosłości. Patrz piknik średniowieczny pod koniec ubiegłego lata, gdy postanowiło same znaleźć watę cukrową i udowodnić nam, że na pewno gdzieś takie coś jest. Zginęło na upiornie długie 15 minut. Gdy nas w końcu znalazło popłakało się.
W takich okolicznościach przyrody próbowaliśmy wczoraj kupić Diablemu nowy, reprezentacyjny na wymagające tego stanowisko, gajer. Pokłóciliśmy się strasznie i półtorej godziny w galerii handlowej minęło praktycznie wyłącznie na liczeniu. Pierwsze jest, drugie jest. Gdzie trzecie? Czy macie pojęcie ile razy można liczyć 1-2-3??? :))
Dziś deszcz przyblokował planowane prace ogródkowe, więc spróbujemy raz jeszcze. Ale tym razem dzieci wpierw podrzucimy do dziadków!
