Stoliczku, nakryj się!

Był sobie pewnego razu kuchenny stół. Zwykły, zwyczajny stół. Długi, drewniany, z blatem pod spodem na którym ustawiano koszyki.  Stał na środku kuchni oświetlany przez dwie lampy. Ale gospodyni chciała go podrasować i pomalowała go lakierem. Różowym. I pasował jak pięść do oka w pobliżu kawowo-kremowych szafek. I tak przestał lat 8, aż nadszedł czas zmiany…

<>

Gdy ostatnim razem malowałam meble kupiłam farbę do przecierek. Pokrywa się mebel grubą warstwą, a potem ściera papierem ściernym. Zmieniłam lampę w sypialni i tak w słoneczny czwartek przyszło mi do głowy, że CZAS COŚ ZMALOWAĆ…

Wywaliłam więc kuchenny stół na dwór i papierem ściernym oczyściłam. Głównie chciałam te duże płaszczyzny przygotować. Blaty i tak pobieżnie nogi. Tak, tak – wzrok Was nie myli! Ktoś z boku z wózkiem to Mieszko. Btw. Na ogół wozi bułki :/

Potem pokryłam całość farbą do przecierek w kolorze brazylijski orzech. Gruby pędzel i zamaszyste maznięcia. Zgodnie z instrukcją, po dwóch godzinach powinnam zaczynać ścierać. Ale ja zabrałam się za robienie młodej kapusty i rolady z ciasta francuskiego (w końcu przywiozłam sobie niezłą bryłkę). UWAGA: nigdy tego nie róbcie! 🙂 Bo pochłonięta kucharzeniem przegapiłam czas ścierania.

I co tu dalej zrobić? Rano skoro świt podjechałam do budowlanego (wczoraj stół przeniosłam, nakryłam i zamierzałam ukryć przed Diablim, co mi się nie udało) i kupiłam różne papiery ścierne i farbę do malowania. Chciałam jasny beż, podobny do szafek, ale tak się bałam, że wpadnę w róż, że koniec końców kupiłam za jasny…

Sąsiadka, która kibicowała przez płot, powiedziałam, że dobrą przecierkę teraz mogę zrobić. Tylko muszę kupić specjalną oliwkę, którą po przetarciu to pokryję. Coś i tak muszę kupić, bo nie chcę mieć w kuchni matowego stołu. On ma być śliski i lekko błyszczący. Ciąg więc dalszy kiedyś nastąpi! Chociaż wariant obecny nie jest zły. Tak sobie gdybię czy to bardzo naganne, że łatwiej mi przemalować stół niż umyć podłogę? :/