Cztery prania i parę godzin prasowania później zajrzałam znowu na pogodynkę. Upały się skończyły, ale bezdeszczowa aura utrzyma się jeszcze parę dni. Przynajmniej na południu. I dobrze! Bo II-gą turę majowego weekendu spędzamy właśnie tam.
Od dłuższego czasu Lutka brzęczała o Górach Stołowych i w tym ich napiętym zawodowo grafiku wykombinowali, że jak wyjdą z pracy w środę to chętnie tam pojadą. Ale z wnukami. Bo na Sylwestra byli w Krynicy i zazdrościli tym co zabrali ze sobą całe rodziny. Więc piorę, prasuję i ładujemy się wszyscy do auta. Wyjazd jutro o 4 rano :0
Miecho mi tu rozbebesza góry prania, Lilka biega po ogródkach krzycząc: Dzień Mleczy!, a Łucja zrobiła rowerowy przejazd po osiedlu i odkryła, że rzeczywiście wszyscy powyjeżdżali. W głowie układam menu obiadowe z resztek w zamrażarce, a Diabli marudzi co musimy jeszcze zrobić.
Powrót w niedzielę! 😀
