Hejnał

  • Kiedy Wy będziecie pić to piwo? W taki upał? – zapytałam Diabla i jego brata ciotecznego widząc jak radośnie niosą w siateczce ze sklepu roztańczone dwie butelki Łomży… Usłyszałam więc:
  • Na hejnał.
  • Jaki hejnał?
  • Hey Now! 🙂

Jak było? Bardzo rekreacyjnie i bardzo bezstresowo. Zgodnie z duchem wielkiego rozgrzanego lenia najczęściej okupowaliśmy dwa hamaki... Ja chociaż obiecywałam sobie nie karmić Miecha już w dzień, pękłam i jakoś tak znowu nam się w dzień zachciewało. Diablemu wytłumaczyłam się, że gdy owijajaliśmy się tą zieloną tkaniną oboje mieliśmy tą samą fantazję…

 

Plus posiadania takiej potrójnej gromadki dzieci jak nasza, sprawia że są ekipą samą w sobie. Gdzie by się więc nie pojawiali robi się od razu dobra zabawa.

Tak więc: Miecho nauczył się zjeżdżać na zjeżdżalni (często na dole łapała go któraś z sióstr),

Łucja nauczyła się łazić po drzewach! 🙂

A Lilka jak to to Lilka odkrywała zabawy indywidualne (jak zbieranie szyszek) oraz została autorką najlepszego wyjazdowego tekstu:

  • Mamo, boli mnie brzuch. Chyba zaraz będę rodzić dziecko. Zawieźcie mnie do szpitala… Albo chce mi się qpę. :))

Chwilę później siedząc refleksyjnie na nośniku dodała:

  • Miałam rację. To była qpa.