Rodzina na obrazku

W jednym z odcinków „Gotowych na Wszystko” rodzice zaproszeni są do szkoły. Cel: obrazki dzieci ilustrujące WŁASNE rodziny. Jedna pani ze zdumieniem odkrywa, że odkurza w biustonoszu, inni rodzice widzą, że cały czas na siebie krzyczą, a Mike dowiaduje się, że umięśniony koleś koło mamy, to nie on, a gość malujący im kuchnię.

Zrobiłam to ćwiczenie dziewczynom w domu. Kartki oczywiście zaginęły, ale jak się domyślacie wszyscy byliśmy w KORONACH 🙂 Na każdym obrazku koło mnie był Mieszko, co myślę dobrze ilustruje, to że jesteśmy nierozłączni.

Ale co ważne, dziewczyny miały psychologa w przedszkolu i zlecono im takie samo zadanie. To była taka 3-osobowa grupa oceniająca dzieci przez cały dzień. Ważny dla nas jest obrazek Łucji. Stoją na nim z Lilą obok siebie, ubrane identycznie… Zdiagnozowano to, że są dla siebie bardzo ważne. No pewno, że są! I bardzo mnie to cieszy! :))

<><>

Na balecie pani pyta kim chcą zostać. Łucja, wiadomo gwiazdą…

  • Lila, a Ty?
  • Ja chcę zostać księżniczką.
  • To musisz wyjść za mąż za księcia!

Dziś Międzynarodowy Dzień bez Stanika

Ja nie świętuję :), ale notka na dziś będzie biuściasta!

Miałam jako nastolatka książeczkę „O dziewczętach, dla dziewcząt”, która choć mocno nieaktualna, była niemalże moją Biblią. Był rozdział o tym, żeby samemu sobie robić przepierki bielizny (zapierać zachlapanej bluzki do dziś nie potrafię), był chapter o szanowaniu siebie i dużo o zdrowym stylu życia. Było na przykład napisane, żeby myć biust zimną wodą. Codziennie. I robiłam to. Bardzo długo, za co DO DZIŚ się podziwiam.

A ponieważ fora około fitnesowe, roją się od porad ja dbać o biust, trafiłam na tę poradę znowu. No i myję. Rano, zimnym prysznicem. Pochylona nad wanną… Od dwóch dni, zabijając wzrokiem gumową kaczuszkę, która nie ma zielonego pojęcia, jakie to trudne takie zamrażanie 🙂 Nie jest to stare doświaczenie. Pamiętam, że z Łucją i z Lilą byłam przygotowana na nawał pokarmu po porodzie. Miałam więc w zamrażarce rozbite trzonkiem noża liście kapusty i przykładałam je sobie do biustu. I pomagało, aczkolwiek łatwe to nie było…

Poza tym dzwoniłam do Diabla, dziewczyny u niego w pracy nie świętują, więc uspokojona zabieram się za robienie zupy. Może dziś szczawiową?

Z morskiej piany…

Jak byliśmy mali Krzycho czytał nam mity greckie. Po latach zresztą dopiero obczaiłam, że czarna książeczka którą trzymał to była mitologia. Chyba nam się podobało, bo na ogół czytał właśnie ją. Słuchaliśmy o nieznośnych Bogach, którzy mają wady gorsze niż ludzie, o trzygłowych psach, cyklopach, tytanach i potworach z wężami na głowie.

Jak odkupywałam audiobooka do biblioteki, to wzięłam też kilka innych dla nas. W tym Najpiękniejsze Mity Greckie czytane przez Fronczewskiego. Są super (tu jak klikniecie pod obrazkiem posłuchacie jednego!) . Zdystansowały wszystkie inne słuchanki, i co ważne, nie nużą też mnie. Dziewczyny zadają mnóstwo pytań, ale te intrygi, ludzkość i waśnie bogiń o to np. która najpiękniejsza, im się podobają.

Przy okazji wyszło, że najpiękniejsza z bogiń – Afrodyta, urodziła się z morskiej piany,  a jako, że Lilka ma ksywę Morska Pianka to pyszni się i triumfuje :))) Kiedyś o tym przecież wiedziałam! Jak patrzyłam na obraz Boticcellego: Narodziny Wenus (czyli rzymskiej Afrodyty), to jakby nie było wyłaniała się ona z wielkiej muszli spienionego morza!

….I przyszło mi do głowy, że jadąc do Florencji trzeba zabrać nie przewodnik, a właśnie mity greckie. Wtedy łatwiej zrozumiemy dlaczego posąg Dafne zamienia się w drzewo laurowe, z kim kumplował się uskrzydlony butami Hermes, i o co chodziło z tą córką Demeter…

Pizza boy

Krążąc miesiąc temu po czeskim Albercie zniosło mnie do działu z odzieżą. To samo, co u nas, to samo, to też to samo… I doszłam do bielizny i podkoszulków. Białe, męskie, klasyczne. W zawrotnej cenie, na nasze 3 zeta! Wzięłam rozmiar na Mieszka. Z perspektywy czasu, żałuję, że tylko jeden, ale dobre i to.

Koszulka już ozdobiona flamastrami do tkanin przez siostry. Serce w gwieździe – wzór niemalże biblijny to robota Łucji. A ten czerwony pasek serc i truskawek po lewej to dzieło Lilki 🙂

Jakby nie było Miecho z tymi gołymi ramionkami i z rękami uwalanymi kredą, wygląda niczym klasyczny pracownik pizzerii :)))

Jestem jak Gabi Solis.

Pewnego razu Gabi Solis poszła na przyjęcie nieumalowana. Chciała udowodnić swojej córce Juanicie, że  „zewnętrzna powłoka” nie ma znaczenia. Efekt był taki, że tłumaczyła się wszystkim począwszy od kelnerów, aż po gospodarzy, że nie jest chora, ale próbuje wychowywać córkę. I nikt nie mógł zrozumieć o co jej chodzi, bo przecież wyglądała normalnie. Jestem jak Gabi. Wszystkim wokół tłumaczę że noszę pajączka, bo nie chcę się garbić 🙂 Nikt, go nie widzi, te piski co wydaje słyszę tylko ja, ale i tak tłumaczę się każdemu…Tyle, że mi wszyscy coś na ten temat opowiadają 😉

Wczoraj gadałam z ciocią Diabla. To taki rzadki przypadek człowieka, który zbliżając się do 70-tki jest absolutnie zadowolony z siebie. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Stałyśmy sobie we dwie w kuchni i jej tak mówię, że nie mogę na siebie taką pokurczoną patrzeć i ona mi na to odpowiedziała: Kochana! To wszystko jest w głowie. 14 lat temu ja chodziłam z nosem w ziemi. To zasługa Krzysia. Musisz w siebie uwierzyć. Ja patrzę tylko prosto. Ja wierzę, że jestem najlepsza. Ty wiesz, jak ja się wstydziłam, że jestem nikim? Że jak się mnie pytali, jakie studia skończyłam, to ja się garbiłam jeszcze bardziej? Bo co im miałam powiedzieć? Że siedzę w domu całe życie? I wiesz co im mówię: Że zarządzam zasobami domowymi. Że wychowałam dwóch synów. Garbienie się to postawa życiowa! Tu (zastukała się w pierś). TU! Tu jest garbienie się!

Może i tak… Jakby nie było tego pajączka powinnam zakładać na naście minut po parę razy dziennie, ale na razie noszę go na stałe. Największy szok przeżyłam pierwszego dnia pod wieczór. Czy macie pojęcie, o ile lepiej oddycha się, nie będąc zgarbionym? Że pod koniec dnia jest się MNIEJ zmęczonym? Naprawdę szok! PROSTUJEMY SIĘ, moi drodzy! :)))

Mamusiu kochana… Weź mnie na kolana!

  • Wiesz mamo, najbardziej na świecie chciałabym być idealną mamą.
  • A jaka to idealna mama, Łuczku?
  • To taka, która kupuje dzieciom to co chce i zatrzymuje się z nimi na lody!
  • Chodzi o to, że przejechaliśmy obok lodziarni i się nie zatrzymałam?
  • Tak.
  • Lilka, a jaka jest idealna mama dla Ciebie?
  • Idealna to taka, która gotuje dzieciom to co lubią.

Myślałby kto, że takie jadki, bo tylko o jedzeniu marzą 🙂 

 

O tym,  że bycie mamą jest fajne piszę właściwie codziennie. To coś mnie trzyma (dzień w dzień!) do kupy i jest największą nagrodą i największym bonusem mojego życia. To również najtrudniejszy sprawdzian i najbardziej pouczająca lekcja. O ile my kobiety mamy nieznośny nawyk żałowania miliona rzeczy (koloru kupionej szminki, wyboru okolicy w której zamieszkaliśmy czy ostrej wymiany zdań w pracy), nigdy nie żałujemy macierzyństwa… Nie przychodzą mi dziś do głowy jakieś większe myśli. Cieszę się z kwiatka z opakowania z pasty do zębów (w centrum foto niżej) i laurek, które właśnie dla mnie powstają. I z tego, że zaraz włożę to marudzące, po licznych atrakcjach, towarzystwo do wanny i będę mieć zasłużone parę godzin wieczornej laby! :))

Jak słuchać audiobooków?

Z wiekiem tracimy umiejętność słuchania. Mężczyźni jak wiemy tracą szybciej i trwalej 😉 Oczywiście można z tym żyć, aczkolwiek gdy pojawi się w nas pragnienie korzystania z audiobooków, możemy mieć problem.

Przesłuchawszy ich już całkiem sporo, wiem co zrobić, by nie uciekały nam całe rozdziały, gdy się zamyślimy! Człowiek jednak jest wzrokowcem i tam gdzie oko zawisło w głowie zostaje więcej. A TU co zrobisz? Przewiniesz do tyłu? I potem spowrotem do przodu jak Ci się przypomni co tam było, te „parę stron wcześniej”? A może słuchać ich parę razy? Btw. Tak też robiłam.

Jedyna zasada przy słuchaniu jest prosta: książka musi nas zainteresować. Nie przepadam za XIX – wczesno XX wiecznymi kryminałami, więc Agatha Christie czy Sherlock Holmes mnie zmęczyły. Rzeczy nieaktualne i lituratura z górnej półki też mi nie podeszły (chociaż może do nich dojdę). Najlepsze chyba są „czytadła”. Lekkie, łatwe i przyjemne. Chociaż zaczęłam ostatnio „Samotność w sieci” i nie da się tego słuchać. Reklamowana jako fikcja oparta na internetowych realiach zestarzała się niemożebnie. No bo jak mi ktoś przez 10 minut wyjaśnia jak korzystać z komunikatorów, to jakbym słyszała głos z innej epoki. Komunikatory? Z gadu-gadu nie korzystam od 7 lat! Fejsbuk i twittowanie sie zestarzały, a co dopiero komunikatory.

Ale taka „Gorzka Czekolada” Lesley Lokko jest super. Co mi przypomina, że muszę ją sobie włączyć za chwilę… do mycia naczyń 😉

<><<>><>

Bajka opowiedziana przez Lilę:

Mam dwóch przyjaciół… Chłopca i dziewczynkę. Chłopiec mieszka w lustrze i ma imię Kuba. Dziewczynka jest malutka i mieszka w stole. Ma na imię Gwiazdunia. Jest malutka, ale rządzi nocą. Ma różową sukienkę, szklane pantofelki i niebieskie majteczki. W jej pałacu w stole jest sala balowa, gdzie ciągle tańczy. I ma kotka, który się nazywa Różowy Kwiatek. W pokoju, w którym maluje ma mnóstwo kredek ułożonych w wielkim pudełku. Jest osiem kredem w kolorze jasno-różowym. Jak Gwiadunia maluje przeszkadza jej Różowy Kwiatek. I ona wtedy na niego krzyczy: Różowy Kwiatku! Znowu zniszczyłeś mi rysunek!

Drugi dzień „Waderowej” szóstki

Nie ma co się łudzić, że będę chodziła na siłownię. Kiedy kończy się moja zmiana (shift) opieki nad dziećmi i Diabli wraca do domu, nie mam już siły na nic. Ani na saunę z siłownią, ani na aerobic w domu kultury, ani nawet na bieganie. Schudnąć nie muszę, aerobowe ćwiczenia kondycyjne też uważam za zbędne, bo w dzień się nabiegam wystarczająco, a jedyne co mi naprawdę przeszkadza to to ten worek na miejscu brzucha. Były czasy (przeddzieciowe) gdy miałam w tym miejscu kaloryfer… Nie jest mi specjalnie potrzebny, ale miło było by nie tylko założyć wąską koszulkę, ale też móc spojrzeć na siebie na późniejszych zdjęciach. Ambitny plan mam zresztą taki, żeby Wam wkleić before&after za 14 dni!

Ostatni raz jak robiłam czterdziestkę ćwiczeń na brzuch, byłam półtora roku po Lili. Zrobiłam jakieś 14 dni i efekt uznałam za zadowalający. Dziś rano jak wstałam bolało mnie każde mięśniowe włókno na brzuchu. Diabli twierdzi, że to dobrze. Boli znaczy mięśnie pękają. Dwie serie zrobiłam na RATY. Muszę znaleźć jeszcze pajączka na plecy – garbata i z brzuchem brzmi słabo.  Może tym razem ta irytująca piszczałka na plecach mnie naprostuje!

<><><>

  • A wiesz mamo, że ja już wiem kto będzie moim mężem?
  • Kto Łuczku?
  • Bartek.
  • A dlaczego?
  • Bo go kocham!
  • Lila!!! A Ty wiesz, kto będzie Twoim mężęm??
  • Miłosz.
  • A dlaczego Miłosz?
  • Bo ma piękne imię! To prawie jak miłość… 🙂

Jak będziesz mieć dziecko, będziesz marzyć o samotności, ale NIGDY nie będziesz sama!

– Lynette w ciąży z drugimi bliźniakami, „Gotowe na wszystko”, sezon 6

Dziś mam w domu komplet. Rano byłyśmy u lekarza z Łucją, więc przedszkole wypadło samo przez się. Boli ją brzuch po wypiciu mleka. Już od dawna. No i tak najpierw myślałam, że wymyśla, a potem doszliśmy do wniosku, że wizyta u lekarza dobrze jej zrobi. I nawet jeśli się okaże, że nic jej nie jest, to doceni że się przejęliśmy problemem.

Dok powiedziała, że może to być nietolerancja laktozy, która pojawia się z wiekiem. Że brzuch rzeczywiście jest spuchnięty. Jogurty, naleśniki, serki może jeść, ale czyste mleko na miesiąc odstawić. Odstawiamy więc.

<><>

  • Mamuś, łyżeczka od cukru tak mi się rozwarstwiła. Coś tak jakby taka srebrna powłoka odkleiła się…
  • Wywal.
  • Ale to rodowa! To od Was dostałam.
  • Wywal. To pewnie jeszcze radziecka.

Zniszczyła mi łyżeczka do cukru. Lutka kazała wywalić, co też zrobiłam i pozostałam bez… Żeby nie być rozrzutnym wpisałam sobie ją na listę dogadzania w sferze domowych przedmiotów na maj. Ale wszystkim wokół trąbiłam, że muszę sobie kupić łyżeczkę do cukru. I oto, czujna teściowa mnie wyprzedziła 🙂 Dziękujemy! 🙂

Letnie jedzenie

Nie chce się gotować w upały, nie? Pomijając posiłki dla dzieci, dla których człowiek musi raz dziennie przy garach stanąć (by zrobić te kotleciki, albo leniwe), dla nas energii mi już brak. Idealne jedzenie na lato, to takie które stoi w lodówce, albo na kuchence i co ktoś jest głodny to podchodzi i sobie robi. Królują więc sałatki, których mistrzem jest Diabli. Zawsze są dwie. Klasyczna z dzikim ryżem i tuńczykiem i jakimiś kiszonkami oraz niespodzianka, jak ta ostatnia z łososiem i jajkami. Sam twórca mówi o nich, że mają tylko jedną wadę: jest ich za mało. Trudno się nie zgodzić 🙂

Sprawdzają się też tortille. Jest wielka patelnia na której można podgrzać placek, jest gar z pikantnym mięsem w sosie, jest torebka z mixem sałat i kukurydza. I tak krążąc wokół jedzenia myślę powoli o nadchodzących grillach, których chcemy w tym roku zrobić kilka!

<><<>><>

Nie znoszę wegetarian. W sferze przyjęć. Są jak trzecia córka w baśniach. Przywieź mi tato z podróży gałąź, która strąci Ci kapelusz. Albo: Przywieź mi kwiat, który spotkasz wracając do domu. Pod hasłem bezproblemowości powstaje największy problem. Ci mają to samo: Mną się nie przejmuj. Ja zjem sałatkę. Grill znaczy mięso! W zestawie towarzyskim na najbliższy mamy sąsiadów. I w tym parę vegańsko-wegetariańską. Pewno, że mogę olać i zrobić szaszłyki z pieczarek i cukinii oraz położyć je na osobnych tackach, ale czy to wypełni moją potrzebę imprezowego rozmachu???