– Gotowe na Wszystko, V sezon
Jeździmy z Miechem jego jeździkiem. On gna, a ja za nim. W końcu zwolnił przy naszym płocie. Sąsiadka zagaduje:
- Muszę coś w końcu z ogródkiem zrobić…
- No ja też. Pogoda była słaba w weekend i nic nie porobiliśmy.
- Fajny masz ten kolor na włosach.
- A dzięki. Sama farbuję. Teraz nawet trochę ciemniejsze niż zwykle robiłam i jest lepiej.
- A jakie Ty masz naturalne?
- Takie jak Ty.
- Czyli też taka polska blondynka jesteś.
- Nie da się ukryć. Łukasz to mówi, że po czymś innym poznaje jaka to ze mnie blondynka.
- Nie wierz w to. TAKICH blondynek nie ma.
Miecho pognał do domu, więc my gadając idziemy za nim. W domu szumi pralka i bąbelkuje zupa.
- Co dziś Łukaszek ma na obiad?
- Dziś nic, bo późno wraca. Kolację dostanie. Ekskluzywną 😉
- Czyli musisz tylko wcześnie położyć dzieci spać i wskoczyć w przezroczystą koszulkę.
- Mniej więcej 🙂
- Ty to niezła jesteś 🙂
Ogarniam. Nie wiem gdzie nastąpiła zmiana, ale ogarniam. Zaczęłam się ze wszystkim wyrabiać i nawet dodatkowe atrakcje, jak pieczenie ciasta, czy rewolucja w ogródku mieszczą się w grafiku. Niby nic się nie zmieniło… Miecho jest w tym rozkosznym momencie, że uwielbia kuchenne szafki i potrafi w ciągu ułamku sekund zrobić z zamkniętej torebki cukru cukrową piaskownicę i przebierać go trzeba (bo wynajduje gdzieś wodę) parę razy dziennie. Łucja cały czas, niezależnie od tego ile by jej Diabli nie tłumaczył, że pewne rzeczy mogą być naturalnie mokre, zużywa rolkę papieru dziennie (i to ja ciągle donoszę nowe) a Lilce niezmiennie zdarza się raz na jakiś czas zesikać (ona jest ponad fizjologię i rządzącymi nią ograniczeniami). Chce mi się i dom chociaż nie błyszczy, chaosem nie odstrasza. Może to takie turbo-wiosenne doładowanie? Przydatne!
