Czytałam kiedyś niezłą rzecz, o tym, że nie należy walczyć z żadnym z dziecięcych bohaterów. Czy to brudny pirat, czy przesłodzona Barbie – zawsze można ich potraktować jako sprzymierzeńców w procesie wychowawczym. Lubisz pirata? Musisz dobrze znać mapę, żeby nie zaginąć na oceanie. Barbie? Zobacz jakie ona ma maniery? Księżniczka? Ale ona piękny i czysty zamek! Stawiamy mityczne stworzenie za wzór i dziecko bez walki chce naśladować. Trafiłam na to w dobrym momencie gdy zastanawiałam się jak walczyć z różem i księżniczkami. NIE WALCZYĆ! Jak to ładnie kiedyś Ms.Behave napisała, to kolor w którym dziewczynki kwitną.
Dlaczego mi się to przypomniało? Mają panny koleżankę wychowywaną bez różu. Bez lalek, bo mama mówi, że one są brzydkie (mama ma rację) i bez kwiatków. To taki ładny łobuziak, który na początku otwarcie głosił, że buty z cekinami są nie fajne. Mija któraś to kolejne spotkanie i ja widzę, jak pojawia się potrzeba dziewczęcej tandety. Z pudełka z błyszczącymi kamyczkami Lili są odklejane „błyszczałki” i przyklejane na bluzkę. Pojawiają się rozmowy o syrenach i pałacach. I zdumienie, że jeansy mogą być w kolorze… różowym czy nawet w kwiatki!

