Czas już jakiś temu wyszedł na sierpniówkach topik o atopowcach. Lila jest atopowcem. Ma nieustanne uczulenia, szorstką skórę i suche włosy. Smaruję ją każdorazowo po kąpieli, ale jak przychodzi kolejny wieczór i ściągam z niej ubranka to znowu jest tak wysuszona, że wszystko ją swędzi. Leki przeciwhistaminowe używane są przynajmniej raz na 2 tygodnie. Testy alergiczne niewiele wykazały – podobnie jak mama sobotniej jubilatki – doszłam do wniosku, że najgorsza jest chemia. Jakieś słodycze przekolorowane, czekoladopodne wynalazki, słodziki używane do chrupek i niektóre napoje.
Można więc tylko nawilżać i natłuszczać tę skórę…Pytanie tylko czym ją smarować. Całkiem niezłe okazały się gęste masła do ciała, ale one są zapachowe, więc nie wiedziałam, czy nie powinny być bardziej neutralne. No i właśnie na forum podlinkowano sklep z surowcami do wyrobu kosmetyków. Czekałam, aż wykończymy to co mamy i zamówiłam próbny set. Wzięłam masło shea, masło żurawionowe, olej monoi, skwalan z oliwek i olejek myjący z oleju słonecznika. Stosujemy to od 4 dni (na mnie i na Lilę) i pierwsze rezultaty są bardzo dobre. Narazie lecimy masłem shea (na ciało), które jest strasznie twarde i olejkiem monoi. Ten drugi używa zresztą też Łucja (a jakże by inaczej:). Olejek to wyciąg z różnych polinezyjskich kwiatów, w tym z gardenii (Królestwo Gardenii to mityczna kraina w jednej z bajek o Barbie ;). Tak więc królową kwiatów wcieramy we włosy :))
