Śmingusowy powrót do domu

Leżałam sobie tak wczoraj u dziadków wieczorem i słuchałam. Jest cała masa dźwięków, które były tam zawsze. To Lutka która mówi do kota, Krzycho, który się głośno śmieje przed jakimś filmem (zawsze tak robi, żeby ktoś do niego przyszedł), buczenie zmywarki, głosy z telewizora i szum lecącej wody.Taka kompilacja działa na mnie uspokajająca i nieodzownie kojarzy mi się z domem rodziców. Tą ciszę zakłócały czasem dzwonek telefonu, albo kocia awantura w ogrodzie. Ciekawa jestem jakie dźwięki będzie miał nasz dom. Na pewno jakieś będą i pewnie już zresztą są, ale ja sama nie umiem ich wyodrębnić, bo zakładam, że ja jakoś je tworzę.

O mijających świętach warto jeszcze powiedzieć, że Miecho w końcu zaczął chodzić. Lubi chodzić, często się wywala, ale chodzi. A Łucji babcia zrobiła pierwsze kucyki. Poziom ekscytacji był niewyobrażalny (Mamo, jestem zupełnie inna dziewczyna!). I podobnie jak jej nowa idolka (Pipi) Łucja jak ma kucyki zaczyna łobuzować 🙂 Ona też dziś wszystkich oblała 🙂