Stałam ostatnio w tej przychodni czekając aż znajdzie się karta Lili. Na kontuarze leżała dekoracja Wielkanocna na którą nie mogłam się napatrzeć. Na styropianowych jajkach były ponawijane zrolowane paski papieru. Gdy w końcu recepcjonistka się pojawiła zapytałam:
- Skąd Państwo mają takie niesamowite jajka? W życiu takich nie widziałam! Czy gdzieś można je kupić???
- Niestety nie. To rękodzieło męża doktor Paszczyńskiej.
Paszczyńska, zresztą bardzo sympatyczna babka, jest z medycyny pracy i zajrzałam do niej, bo ma gabinet naprzeciwko okulisty. Jajka okazały się bezcenne, ale dowiedziałam się, że wykonanie jednej zajmuje cztery godziny. Wróciłam z dzieciakami do domu i zaczęłam poszukiwania. NIE MA TAKICH JAJ. W inter-spejsie znalazłam trzy sztuki i wszystkie zamówiłam z błyskawiczną dostawą do Lutki. Sądząc po imieniu (Honorata) artystka jest góralką i ma sporo czasu 😉 Tym niemniej jednak o technice z tymi papierkami sporo poczytałam i mam nadzieję, że za jakieś dwa lata zdołamy coś z dziewczynami w tym stylu zrobić. Podoba mi się baaardzo! Nazywa się to quilling, kupuje się specjalne papierki, które mogą być postrzępione lub falbaniaste i zwija (często przy użyciu takich dłutek). Na tym blogu możecie zobaczyć kartki zdobione tym stylem. Moim typem są bożonarodzeniowe i walentynkowe. Niesamowita jest też noworoczna, która jest najlepszą noworoczną kartką scrapkową jaką widziałam.
Kupione jaja poniżej. A my zaraz siadamy z dziewczynami do tradycyjnego malowania pisanek. Dziadek kupił jakieś woskowe długopisy do zdobienia, więc craft będzie grany 😉

