Drzwi na taras zepsuły się pod koniec lata. Aby je zamknąć trzeba było ręcznie przesuwać szynę i wcelowywać w „okno” drzwi. Całą jesienio-zimo-wiosnę, gdy chciałam wywalić na suszenie chodniczki na dwór, albo wypuścić dzieciaki do ogrodu pochylałam się i naprowadzałam drzwi manualnie. Nawet już do tego przywykłam. I oto… Diabli naprawił je! 🙂 Poszliśmy do sąsiada, zobaczyliśmy jak on ma, okazało się, że trzeba przesunąć oraz przykręcić hamulec i zadziałało.
Pamiętacie ten cykl reklam Leroy Merlin o bohaterach we własnym domu? Tak więc Pan Łukasz został naszym bohaterem! I ma szansę uczynić to jeszcze kilka razy tego lata! 😉
Warto odnotować, że Miecho, który jest w nieznośnym okresie patroszenia (będę się upierać, że wiek od roku do dwóch jest najgorszy jeśli chodzi o domową organizację) pomagał tacie. Stukał śrubokrętem i próbował robić dokładnie to samo. Diabli uznał, że syna ma niesamowitego… No ba… A jak pięknie potrafi rozbebeszyć szufladę z papierami i foliami do pieczenia…

Za parę godzin rusza wielki majówkowy exodus. Jak Polska długa i szeroka będziemy się przemieszczać. Szczęśliwcy, którym udało się upolować noclegi jadą w góry i nad morze, a cała reszta będzie się wpraszać do dziadków, wujostwa, albo upychać w towarzyskich domkach letniskowych. My jedziemy na Kurpie. Tam gdzie rok temu. Zabawimy w gościnie do wtorku (oczekujcie wtedy na wyjazdowe memo 🙂 Pogoda ma dopisać – Pogodynka twierdzi nawet, że w dzień będziemy mieć po 25 stopni, zabieram więc TYLKO rzeczy letnie!










