Zostań bohaterem swojego domu!

Drzwi na taras zepsuły się pod koniec lata. Aby je zamknąć trzeba było ręcznie przesuwać szynę i wcelowywać w „okno” drzwi. Całą jesienio-zimo-wiosnę, gdy chciałam wywalić na suszenie chodniczki na dwór, albo wypuścić dzieciaki do ogrodu pochylałam się i naprowadzałam drzwi manualnie. Nawet już do tego przywykłam. I oto… Diabli naprawił je! 🙂 Poszliśmy do sąsiada, zobaczyliśmy jak on ma, okazało się, że trzeba przesunąć oraz przykręcić hamulec i zadziałało.

Pamiętacie ten cykl reklam Leroy Merlin o bohaterach we własnym domu? Tak więc Pan Łukasz został naszym bohaterem! I ma szansę uczynić to jeszcze kilka razy tego lata! 😉

Warto odnotować, że Miecho, który jest w nieznośnym okresie patroszenia (będę się upierać, że wiek od roku do dwóch jest najgorszy jeśli chodzi o domową organizację) pomagał tacie. Stukał śrubokrętem i próbował robić dokładnie to samo. Diabli uznał, że syna ma niesamowitego… No ba… A jak pięknie potrafi rozbebeszyć szufladę z papierami i foliami do pieczenia…

Za parę godzin rusza wielki majówkowy exodus. Jak Polska długa i szeroka będziemy się przemieszczać. Szczęśliwcy, którym udało się upolować noclegi jadą w góry i nad morze, a cała reszta będzie się wpraszać do dziadków, wujostwa, albo upychać w towarzyskich domkach letniskowych. My jedziemy na Kurpie. Tam gdzie rok temu. Zabawimy w gościnie do wtorku (oczekujcie wtedy na wyjazdowe memo 🙂 Pogoda ma dopisać – Pogodynka twierdzi nawet, że w dzień będziemy mieć po 25 stopni, zabieram więc TYLKO rzeczy letnie!

odpowiedzialność

Mieliśmy wczoraj taką sytuację, że gość dziewczyn zrobił Miechowi krzywdę. Spoko, spoko, nic mu się nie stało, tym niemniej jednak wykroczenie uznałam na tyle poważne, że delikwent w trybie natychmiastowym powędrował do domu. Ja wiem, że w świecie dzieci emocje są silne a maluch rzeczywiście czasem trochę przeszkadza w zabawie.

Wieczorem, kiedy już w piżamach zasiadaliśmy do drugiego sezonu Prison Breaka (pewnie wiele osób kojarzy serial z telewizji, ale my odkryliśmy go dopiero teraz i całkiem nam się podoba; zdarzały nam się nawet takie ciągi jak przy Lost-ach, że oglądaliśmy parę odcinków pod rząd do bardzo późnych godzin nocnych) rozległo się głośne pukanie do drzwi.

Przepraszająca mama. Powiedziałam oczywiście, że nic się nie stało i że to na pewno przypadek był. Diabli twierdzi, że musiałam wtedy nakrzyczeć. Nie pamiętam. Ja raczej nie krzyczę, ale nie mogę wykluczyć, że to zrobiłam. Przypomniało mi się natomiast, że w modelu amerykańskim dziecko samo odpowiada za swoje czyny. Tam nie ma sytuacji, że rodzice wiją się i korzą na dywaniku u dyrektora, bo dziecko ma samo odpokutować przewinienie. Siedzeniem w kozie, jakimiś pracami społecznymi i oczywiście przyznaniem się do winy. Podoba mi się ten system. Nie bardzo wiem jak go przekładać na nasz grunt, ale rezultaty wydają mi się być dużo szybsze.

Dwie niezbyt urocze, acz ilustrujące kilka rzeczy fotki.

Łucja niczym kot z Alicji w Krainie Czarów. Na szafie gdzie nie sięgnie do niej nikt. Można się ulokować tak, że nikt nie będzie Ci przeszkadzał. Ona tam zresztą tworzy jakąś kolejną rękodzielniczą tajemnicę. Coś z folii bąbelkowej, kartonika po mleku dla Miecha, farbek i taśmy klejącej…

Zabawa… Dziewczyny wręczyły Miechowi szczebelek z łóżeczka by je ganiał. Leśniczy!!! Aaaa!!! Leśniczy!!!!– wykrzykiwały. On bardzo był zadowolony i chociaż zabawa jak widzicie do najmądrzejszych nie należała, jakimś cudem nikt nie został ranny. Może dlatego, że największe działo było w rękach najbardziej bezbronnego?

Zwróćcie jeszcze uwagę na tę galerię/stos moich ubrań… To Before 😉 Jak w końcu zrobimy tam szafę to Wam wkleję After 😉

Ten kto w milczeniu robi dobre uczynki, zbierze plon życia wiecznego

– Gotowe na Wszystko, V sezon

Jeździmy z Miechem jego jeździkiem. On gna, a ja za nim. W końcu zwolnił przy naszym płocie. Sąsiadka zagaduje:

  • Muszę coś w końcu z ogródkiem zrobić…
  • No ja też. Pogoda była słaba w weekend i nic nie porobiliśmy.
  • Fajny masz ten kolor na włosach.
  • A dzięki. Sama farbuję. Teraz nawet trochę ciemniejsze niż zwykle robiłam i jest lepiej.
  • A jakie Ty masz naturalne?
  • Takie jak Ty.
  • Czyli też taka polska blondynka jesteś.
  • Nie da się ukryć. Łukasz to mówi, że po czymś innym poznaje jaka to ze mnie blondynka.
  • Nie wierz w to. TAKICH blondynek nie ma.

Miecho pognał do domu, więc my gadając idziemy za nim. W domu szumi pralka i bąbelkuje zupa.

  • Co dziś Łukaszek ma na obiad?
  • Dziś nic, bo późno wraca. Kolację dostanie. Ekskluzywną 😉
  • Czyli musisz tylko wcześnie położyć dzieci spać i wskoczyć w przezroczystą koszulkę.
  • Mniej więcej 🙂
  • Ty to niezła jesteś 🙂

Ogarniam. Nie wiem gdzie nastąpiła zmiana, ale ogarniam. Zaczęłam się ze wszystkim wyrabiać i nawet dodatkowe atrakcje, jak pieczenie ciasta, czy rewolucja w ogródku mieszczą się w grafiku. Niby nic się nie zmieniło… Miecho jest w tym rozkosznym momencie, że uwielbia kuchenne szafki i potrafi w ciągu ułamku sekund zrobić z zamkniętej torebki cukru cukrową piaskownicę i przebierać go trzeba (bo wynajduje gdzieś wodę) parę razy dziennie. Łucja cały czas, niezależnie od tego ile by jej Diabli nie tłumaczył, że pewne rzeczy mogą być naturalnie mokre, zużywa rolkę papieru dziennie (i to ja ciągle donoszę nowe) a Lilce niezmiennie zdarza się raz na jakiś czas zesikać (ona jest ponad fizjologię i rządzącymi nią ograniczeniami). Chce mi się i dom chociaż nie błyszczy, chaosem nie odstrasza. Może to takie turbo-wiosenne doładowanie? Przydatne!

Nie bać się Barbie!

Czytałam kiedyś niezłą rzecz, o tym, że nie należy walczyć z żadnym z dziecięcych bohaterów. Czy to brudny pirat, czy przesłodzona Barbie – zawsze można ich potraktować jako sprzymierzeńców w procesie wychowawczym. Lubisz pirata? Musisz dobrze znać mapę, żeby nie zaginąć na oceanie. Barbie? Zobacz jakie ona ma maniery? Księżniczka? Ale ona piękny i czysty zamek! Stawiamy mityczne stworzenie za wzór i dziecko bez walki chce naśladować. Trafiłam na to w dobrym momencie gdy zastanawiałam się jak walczyć z różem i księżniczkami. NIE WALCZYĆ! Jak to ładnie kiedyś Ms.Behave napisała, to kolor w którym dziewczynki kwitną. 

Dlaczego mi się to przypomniało? Mają panny koleżankę wychowywaną bez różu. Bez lalek, bo mama mówi, że one są brzydkie (mama ma rację) i bez kwiatków. To taki ładny łobuziak, który na początku otwarcie głosił, że buty z cekinami są nie fajne. Mija któraś to kolejne spotkanie i ja widzę, jak pojawia się potrzeba dziewczęcej tandety. Z pudełka z błyszczącymi kamyczkami Lili są odklejane „błyszczałki” i przyklejane na bluzkę. Pojawiają się rozmowy o syrenach i pałacach. I zdumienie, że jeansy mogą być w kolorze… różowym czy nawet w kwiatki!

Święto Łukaszów

I

Plac zabaw. Ja z dzieciakami. Dziewczynka mówi do Łucji:

  • Ale Ty masz wspaniałą rodzinę!

Łucja odpowiada:

  • Jest jeszcze tata! 🙂

II

Pod domem. Diabli uczy Lilkę jeździć samochodem.Łucja na tylnim siedzeniu. Jadą wolno i Lilka dużym łukiem skręca. Dwie dziewczynki na hulajnogach komentują to:

  • Ale one mają fajnego tatę!

III

Po kąpieli. Diali wyciąga Mieszka z wanny i mówi do niego:

  • Jesteś jedynym mężczyzną, do którego nagiego lubię się przytulać… 😀

Wpadnijcie do nas… po zupie

Gmina zrobiła nam betonową pustynię. Jesienią zryli ulicę i zaczęli przerabiać. Parę tygodni temu skończyli robotę i przenieśli się na równoległą. Od początku do końca, od krawężnika do płotów mamy teraz czystą i równiutką kostkę. Szeroką ulicę i oddzielony chodnik. Jest starannie i sterylnie.

Jak idziemy na spacery odbijamy więc w pierwszą gliniastą. Tam gdzie można przeglądać się w wielkich kałużach, drewniane płoty pokrywa mech, a na wertepach wózek przestaje skrzypieć i błyskawicznie (co niektórych) usypia. A jak pójdziemy dalej dochodzimy do stepów z krwawnikami i szumiącego po deszczu cieku. Trzeba korzystać zanim wszystko zacznie pylić i przyroda skaże mnie jak co roku na siedzenie w domu!

Z cyklu: moje dzieciństwo w błocie 😉 Widać z jaką fantazją Miecho porzuca kalosze…

I piaskowy raj

Łucja była dziś zaproszona do koleżanki z przedszkola. Na PO ZUPIE. Wiecie jaki miałam dylemat, na którą to może być godzinę?????

Od czego zależy czystość prania?

Nie wierzcie tym, którzy głoszą, że czystość prania zależy od proszku! Nigdy nie stosowałam żadnego systemu przy jego kupowaniu. Brałam raz ten co w promocji z płynem do płukania, raz ten co najlepszy, a raz ten co na pewno też pierze. Raz na jakiś czas wzbogacałam pranie wybielaczem. Efekt zawsze był ten sam. Dlaczego? Bo czystość prania zależy, moi drodzy, od PRALKI! Moja nowa pralka dopiera wszystko. Mało, że dopiera, każde kolejne pranie jest coraz czystsze. Te rzeczy dziecinne, które były już tylko stosowane jako warstwy POD, są nagle białe i bez plam. Powiem Wam więcej, przyszło mi nawet do głowy, że powinnam uprać CAŁĄ naszą garderobę 😉

<><>

Lilka przegląda książkę kucharską. Zapowiedziałam, że jadę do sklepu i ma wybrać jakie ciasto pieczemy w ten weekend. Mała kartkuje a ja czekam w gotowości, żeby wypisać jakie SKŁADNIKI kupić. Coś wynalazła, więc szykuję się, że zaraz usłyszę: mąka, jajka… Ale książka się sama zamyka. Lilka przytrzymuje strony i woła:

  • Matko Polska! Zamyka mi się! Potrzebuję telefon. Albo pilota!

Dwie zabawne rzeczy. Primo, ta Matka Polska. Podejrzewam, że któraś z pań w przedszkolu mówi: Matko Boska. Ale Lilce to do niczego nie pasowało. Więc przerobiła na Matko Polska 🙂 A z tym zamykaniem to czasem ja przygniatam kartki, żeby mi się nie zamykało i używam tego co pod ręką. Moździerza, butelki z keczupem czy właśnie telefonu 🙂

Takie same, a jednak różne

Patrzę na dziewuchy i widzę różnice między nimi. Są podobne w porównaniu do innych dzieci, ale między sobą się różnią. Weźmy dziś pod lupę dwie kategorie…

Życie towarzyskie

  • Łucja to typ cheerleaderki. Jej koleżanki to czołówka dziewczynek z grupy. Same gwiazdy. Rozmowy i relacje to niekończąca się rywalizacja i intrygi. Jest ich pięć i intensywaność poszczególnych relacji jest zmienna. Wszyscy chcą się z nią przyjaźnić i to ona narzuca trendy 😉
  • Lila ma jedną koleżankę. Olę. Jest też Natalka, ale to Ola jest naj. Z Olą nieustannie prawią sobie komplementy. Ola codziennie mówi Lili, że ma ładną spódniczkę/opaskę/skarpetki i Lila rewanżuje się tym samym. Ola mówi, że Lili ładnie pachną włosy, a jak wyobrażam sobie małe dziewczynki które nawzajem wąchają sobie włosy, uśmiech sam wychodzi mi na usta 🙂

Talenta

  • Łucja tworzy. Rozpędzona zachwytami nad jedną torebką, znosi do domu coraz to kolejne. Skleja długie (wycięte lub pogniecione) paski papieru tworząc rączkę, którą można owinąć na szyi niczym długi dwumetrowy szalik. Maluje i łączy techniki. 
  • Lila tonie w słowach. Słucha, przetwarza, przegląda i pamięta. Diabli zaczął sprawdzać ich angielski i okazało się, że Lila jest gąbka. Do tego stopnia, że Łucja pyta się Lili jak będzie dane słowo. (A jak będzie biały, Lila? – White, Łucja).

 

A Miecho? Narazie gna. Zaczął chodzić później niż siostry, ale w przeciwieństwie do nich nie chodzi już na czworaka. Panny pamiętam długo miały tak, że jak chciały szybko gdzieś dojść to padały i zasuwały na kolanach. On gna na wyprostowanych nogach, co kończy się zawszę bęckiem. Ale stoi. I biegnie. I zęby mu kolejne idą. Kły tym razem 😉

Człowiek jest tak chory, jak jego tajemnice

– Gotowe na Wszystko, sezon IV

Nie mam najlepszego kontaktu z moim chrzestnym. To taki człowiek, który całe życie pracował na to by nikt go nie polubił. Ale muszę obiektywnie przyznać, że do mnie, i do moich dzieci żywi dużą sympatię i życzy nam naprawdę dobrze. Natomiast rzeczą, która sprawia mu największą radość jest jedzenie. Jak siada do stołu to uśmiecha się do talerza 🙂 I Mieszko, będąc z nim jakby nie było spokrewniony, posiada tę samą cechę. Sadzam go do fotelika i ten promienieje 🙂 Zastanawialiśmy się nawet kiedy pozbędziemy się z kuchni tego klamota, ale na razie nie ma to absolutnie sensu. Młodzian posadzony przed michą, rozsmarowuje to sobie po tacce, je, miesza widelcem i ręką i na pół godziny mam go każdorazowo z głowy :))

<><>

Panny bawią się piny-ponami. Lila „mówi” lalką chłopcem z długimi niebieskimi włosami. Łucja odpowiada.

  • Ja mam włosy jak dziewczyna.
  • I tak jesteś mężczyzną, a ja Cię kocham.

????? Nie mam pojęcia, gdzie one to usłyszały! 🙂