
Pochwalę się Wam obrazkiem Lili. Jest świetny 🙂 Widzicie jakie równe koła to ciało księżniczki? Bardzo jestem z tych plastycznych umiejętności dziewczyn dumna. Lubię myśleć, że jakaś w tym moja zasługa, bo blokuję korzystanie z kompa…
Jak byłam z Lilą w szpitalu, to na sąsiednim łóżku była dziewczynka w wieku Łucji, która pozazdrościła nam kredek. Dałyśmy jej je, żeby coś namalowała. I wiecie, że ona nie potrafiła namalować postaci? Jej mama (taka fajna twarda babka, która uczyła się robić na drutach getry, a w młodości pewnie śmigała na motorze) winą za to obarczała dwójkę starszego rodzeństwa, które funkcjonowało w oparciu o Internet i gry na komórkach. Zresztą tamta dziewczynka w poruszaniu się po obu tych rzeczach radziła sobie świetnie.
A wracając do obrazki Lilki. Wieczorem opowiedział mi bajkę do tego obrazka:
Dawno, dawno temu żyła sobie księżniczka. Miała na imię Róża. I miała długiego różowego kota. I ten kot kochał babeczki. Z różową polewą... :))
><<>><
I jeszcze z cyklu: Miłosne rozterki pięciolatki:
- Mikołaj powiedział mi dziś, że szkoda, że nie siedzimy przy jednym stoliku 🙂
