- Łuka, mam do Ciebie ważne pytanie, gdzie bardzo ważna jest Twoja odpowiedź.
- Dawaj.
- Czy mogę Ci dać sernik do pracy?
- Oczywiście! Chętnie wezmę!
Fajne są te ciasta sister Anastazji, ale proporcje to ona ma jak na pluton. Upps, zakon. Do każdego ciacha 12 jaj, mąka, cukier, jak ser to kilogram i wychodzi coś przeogromnego! Aczkolwiek dobre :)))
<><>
Droga do przedszkola. Łucja:
- Mamoooo…
- No?
- Czy ja mogę mieć jakoś inaczej na imię? Tylko dziś.
- A jak?
- Może Małgosia?
- Nie. Jakoś inaczej wymyśl. Może Patrycja?
- Nie… A są jakieś kwiaty na literę M, oprócz malwy?
- Może być magnolia.
- Mamy w ogródku?
- Tak. To to, które ma takie duże różowe kwiaty.
- Zanim pojawią się liście?
- Dokładnie.
- A czy jest takie imię? Magnolia?
- W języku polskim wydaje mi się, że nie. Ale na świecie na pewno jest.
- A czy ja mogę nazywać się dziś Magnolia?
W przedszkolu. Panny już w kapciach, z czystymi ręczniczkami w ręce. Łucja NIE idzie do sali. Zawiesiła się, więc pytam:
- O co chodzi Łuczku?
- Czy możesz mnie odprowadzić do sali i powiedzieć dzieciom, że przyszła Magnolia?
- Nie, nie, nie. Kotku, to nie jest fajne.
- Ale ja chcę.
- Bo co? Bo w piątek tata Natalki ją wprowadził do sali i powiedział, że przyprowadziłem Zosię?
- Tak.
- Nie żabciu…
Ale widzę, że ona stoi załamana. A ja chcę walić głową w ścianę, że nie zgodziłam się na tę Małgosię… Na szczęście przyszła Amelka i chce iść do sali z Łucją z rękę. Pcham ją więc do przodu i wykrztuszam:
- No idź już Magnolio!
Ależ była szczęśliwa :)) I nie jest łatwo być rodzicem. Dzień w dzień trzeba się w sobie przełamywać :))
