Mamo, Twoje nogi kłują!

Nie uważam się za osobę zaniedbaną i pewnie same wiecie, że jak łydki kłują tzn. że niedawno robiłam z nimi porządek… Tym niemniej jednak, skoro córka (Ł) mi wygarnęła… zabiorę się dziś za porządki ze sobą 🙂 Łucza miała wczoraj wielki dzień bo Bartek, któremu dała Walentynkę (ale go nie było bo był na nartach z rodzicami) podszedł do niej, jak stała przy swojej szafce, i powiedział: Ta Walentynka od Ciebie… Była niezła. :))) Więc ONA cały dzień promieniała i udzielała innym porad :))

Ale to wieczorem. Bo teraz idę do kuchni walczyć z kolejnym przepisem. Odkryłam na ostatniej imprezie, że jednak dużo łatwiej przygotować coś co przynajmniej RAZ robiłam. Bo np. nie muszę po każdym zamieszaniu zaglądać do przepisu co zrobić dalej… No i wiem jakiego smaku się spodziewać! Tym razem na ruszt wzięłam kuchnię tajską. Bo za miesiąc kolejne urodziny. Wiem już, że trawę cytrynową lepiej nie kroić, a wrzucić całość i wyjąć przed podaniem (znaleziona w potrawie ma kształt i twardość paznokci). Że zamiast listków limonki (nie znalazłam) wystarczą liście kaffiru, a korzeń galangi można zastąpić imbirem i kardamonem 🙂 Ach no i pewnie będziemy piec kolejny tort, bo dziewczyny są tak zachwycone tą możliwością, że prędko nie kupimy gotowego 🙂 Ja wiem, że zaglądają tu królowe tortów i to co wysmarowałyśmy ostatnio (i byłyśmy z tego dumne!) budzi pewnie zdumienie, ale za to tworzenie było naprawdę przyjemne!

<><>

  • Ooo, mamo. Znak olimpiady!
  • Gdzie Łuczku?
  • Na tym samochodzie!
  • To Audi kotku.
  • Audi??
  • Taka marka. Ale znak podobny. Masz rację 🙂