Ucieczka przed chłodem

Poszłam wczoraj z Lilką do pediatry, po jakieś tam zaświadczenie. Dziewczyny były po przedszkolu, więc do przychodni wparowaliśmy całą czwórką. Stoję przy recepcji i czekam aż mi wydrukują wyniki badań z soboty i słyszę jak Lila buczy:

  • Mama, siiiku..
  • Nie, nie, nie! Kotku!

Wzięłam wydruki i pognałyśmy do łazienki. Tuż przed wejściem jest medycyna pracy. Patrzę i widzę, że siedzi babka lat z 50, więc się jej pytam:

  • Jest Pani zdrowa?
  • Tak.
  • To proszę go chwilkę potrzymać. Muszę średnią wysikać i nie dam sobie rady.

I wręczyłam Mieszka 🙂 Wysikałyśmy się szybko i odebrałam klocka. Najlepsze, że babka była bardzo zadowolona :))

Już w gabinecie Lila nie chciała się rozebrać.

  • Ziiimno.
  • Już włączam piecyk. Chodź tutaj, kochanie – przejęła się pani doktor. Więc uspokajam:
  • Nie, nie. Tu i tak jest ciepło w porównaniu do tego co mamy w domu.
  • Tak zimno macie?
  • Jak przyszedł rachunek ze elektrykę na początku stycznia, to takiego jeszcze nie mieliśmy. My wszystko elektryczne mamy. Jutro jedziemy do dziadków na parę dni to się wygrzejemy.
  • Ale zdrowa. Nawet kataru nie ma.
  • Jak zaczęły się te mrozy to przestały chorować 🙂

No więc pakuję. Dziś panny mają bal, więc prosto z przedszkola jedziemy do dziadków. Wczoraj przerabiałam resztki jedzenia, stworzyłam zapiekanki, sałatki i grzanki, więc Diabli ma lodówę pustą. Jakoś ma dotrwać do weekendu i przyjechać do nas 🙂