Dawno temu żyła księżniczka Róża z bardzo długim różowym kotem…

Pochwalę się Wam obrazkiem Lili. Jest świetny 🙂 Widzicie jakie równe koła to ciało księżniczki? Bardzo jestem z tych plastycznych umiejętności dziewczyn dumna. Lubię myśleć, że jakaś w tym moja zasługa, bo blokuję korzystanie z kompa…

Jak byłam z Lilą w szpitalu, to na sąsiednim łóżku była dziewczynka w wieku Łucji, która pozazdrościła nam kredek. Dałyśmy jej je, żeby coś namalowała. I wiecie, że ona nie potrafiła namalować postaci? Jej mama (taka fajna twarda babka, która uczyła się robić na drutach getry, a w młodości pewnie śmigała na motorze)  winą za to obarczała dwójkę starszego rodzeństwa, które funkcjonowało w oparciu o Internet i gry na komórkach. Zresztą tamta dziewczynka w poruszaniu się po obu tych rzeczach radziła sobie świetnie.

A wracając do obrazki Lilki. Wieczorem opowiedział mi bajkę do tego obrazka:

Dawno, dawno temu żyła sobie księżniczka. Miała na imię Róża. I miała długiego różowego kota. I ten kot kochał babeczki. Z różową polewą... :))

><<>><

I jeszcze z cyklu: Miłosne rozterki pięciolatki:

  • Mikołaj powiedział mi dziś, że szkoda, że nie siedzimy przy jednym stoliku 🙂

Small Brother

Nie ma lepszych obserwatorów niż dzieci. One wiedzą o nas wszystko. Śledzą każdy nasz krok i nawet jak myślimy, że jesteśmy niewidzialni, one cały czas patrzą…

Pan Przylepek (Łucja była też przylepą, ale on jest zdecydowanie największą) przychodzi do mnie jak się maluję. Gramoli się na mnie i podaje mi kosmetyki w tej kolejności w jakiej będą mi potrzebne. Podobnie zresztą przy kąpieli. Wchodzimy do wanny, a on daje mi żel do mycia twarzy, bo wie, że to pierwsze co robię. A wczoraj przeszedł samego siebie:

Jak nosi się go na rękach to chce jeść wszystko to co ja. Mlaska, albo siorbie by dać mu się napić herbaty czy łyżkę zupy. Daję, ale gdy potrzebowałam nalać ją do talerzy postawiłam go na ziemi… Cfaniak pognał do zmywarki, otworzył ją, wyjął łyżkę, wrócił i zaczął mnie nią stukać w nogę 🙂

<<>>

  • Justku, dostałaś komplement…
  • Jaki?
  • Dałem dziewczynom w pracy spróbować Twoje ciasto i powiedziały, że to najlepsza Izaura jaką jadły!
  • Widzisz! A znały Izaurę?
  • I to jest najbardziej niesamowite, bo tak! Ta siostra to jakiś program w telewizji miała. Wszyscy znają jej ciasta!
  • Wyszło mi takie niezłe, bo miałam tylko jedną kostkę margaryny i zeszła mi do ciasta, a do sera użyłam kostkę masła. A jednak z masłem to wiadomo lepsze 🙂

Zgoda rzecz ważna

  • Łuka, mam do Ciebie ważne pytanie, gdzie bardzo ważna jest Twoja odpowiedź.
  • Dawaj.
  • Czy mogę Ci dać sernik do pracy?
  • Oczywiście! Chętnie wezmę!

Fajne są te ciasta sister Anastazji, ale proporcje to ona ma jak na pluton. Upps, zakon. Do każdego ciacha 12 jaj, mąka, cukier, jak ser to kilogram i wychodzi coś przeogromnego! Aczkolwiek dobre :)))

<><>

Droga do przedszkola. Łucja:

  • Mamoooo…
  • No?
  • Czy ja mogę mieć jakoś inaczej na imię? Tylko dziś.
  • A jak?
  • Może Małgosia?
  • Nie. Jakoś inaczej wymyśl. Może Patrycja?
  • Nie… A są jakieś kwiaty na literę M, oprócz malwy?
  • Może być magnolia.
  • Mamy w ogródku?
  • Tak. To to, które ma takie duże różowe kwiaty.
  • Zanim pojawią się liście?
  • Dokładnie.
  • A czy jest takie imię? Magnolia?
  • W języku polskim wydaje mi się, że nie. Ale na świecie na pewno jest.
  • A czy ja mogę nazywać się dziś Magnolia?

W przedszkolu. Panny już w kapciach, z czystymi ręczniczkami w ręce. Łucja NIE idzie do sali. Zawiesiła się, więc pytam:

  • O co chodzi Łuczku?
  • Czy możesz mnie odprowadzić do sali i powiedzieć dzieciom, że przyszła Magnolia?
  • Nie, nie, nie. Kotku, to nie jest fajne.
  • Ale ja chcę.
  • Bo co? Bo w piątek tata Natalki ją wprowadził do sali i powiedział, że przyprowadziłem Zosię?
  • Tak.
  • Nie żabciu…

Ale widzę, że ona stoi załamana. A ja chcę walić głową w ścianę, że nie zgodziłam się na tę Małgosię… Na szczęście przyszła Amelka i chce iść do sali z Łucją z rękę. Pcham ją więc do przodu i wykrztuszam:

  • No idź już Magnolio!

Ależ była szczęśliwa :)) I nie jest łatwo być rodzicem. Dzień w dzień trzeba się w sobie przełamywać :))

zejście niżej

Z pół roku temu schowałam wszystkie małe zabawki. Wstawiłam je na szafę, żeby wszystko-pożeracz ich nie wciągnął. No i ponieważ wyszliśmy już chyba z tego, bo ciekawsze niż wkładanie wszystkiego do buzi jest rozwalanie, rozkładanie i rozrywanie, wczoraj zdjęłam kilka na próbę. Zapomniane już piny-pony okazały się na nowo zabawką super. Co prawda bawić trzeba się na schodach, żeby łatwiej odpierać ataki chcącego zdobyć bazę, ale da radę… Btw. na planie pierwszym nowe getry 🙂

wyrównywanie

Łucja źle znosiła zwiększone ostatnio zainteresowanie Lilą. A co z nią? Z ŁUCJĄ? Dlaczego nikt się o nią nie dopytuje? Zaczęła więc skarżyć się na różne rzeczy. Np. że boli ją brzuch jak wypije kakao wieczorem. Więc mówimy: nie pij. Może czas przestawić się z niekapka na kubek? Dorośli ludzie nie potrafią pić na leżąco. Potem miewała pretensje, że NIKOMU o niej nie mówimy.

Więc dziś rano pojechałam z nią na kontrolę stóp i kolan do fizjoterapeuty 🙂 Miałyśmy się u niej stawić  w połowie stycznia, ale jakoś się bałam, że ponieważ w tych specjalistycznych kapciach ona chodzi za mało (bo tylko w przedszkolu), na rezultat przyjdzie dłużej poczekać.

I dobrze jest! 🙂 Jeszcze do maja ma nosić, ale widać różnicę. Odcisk stopy już jest prawidłowy, kolana są prawie na tym samym poziomie, a różnica w wysokości bioder jest minimalna. Sama zainteresowana wszystko zrozumiała i też jest zadowolona. Podwójnie. No bo w końcu (NARESZCIE)  obdzwaniam wszystkich i o niej opowiadam. O NIEJ :)))

Miecho-śmiecho

Ej Laski, popatrzcie na mnie! Założę sobie pudełko na głowę!

Ależ jestem zabawny :))) Zawsze sobie z nimi poradzę :)))

><><><

Revenge to trochę taka Santa Barbara. Piękne stroje, bogate wnętrza i rodzinne tajemnice. Ale od 7-go odcinka ta współczesna wersja Hrabiego Monte Christo zaczyna nawet wciągać :)) Cytat stamtąd (btw. muszę kiedyś przerobić Konfucjusza, bo to jego zdanie… wygłoszone 500 lat przed Chrustusem):

Zanim wstąpisz na drogę zemsty, wykop dwa groby.  Niezłe, nie?

Mamo, Twoje nogi kłują!

Nie uważam się za osobę zaniedbaną i pewnie same wiecie, że jak łydki kłują tzn. że niedawno robiłam z nimi porządek… Tym niemniej jednak, skoro córka (Ł) mi wygarnęła… zabiorę się dziś za porządki ze sobą 🙂 Łucza miała wczoraj wielki dzień bo Bartek, któremu dała Walentynkę (ale go nie było bo był na nartach z rodzicami) podszedł do niej, jak stała przy swojej szafce, i powiedział: Ta Walentynka od Ciebie… Była niezła. :))) Więc ONA cały dzień promieniała i udzielała innym porad :))

Ale to wieczorem. Bo teraz idę do kuchni walczyć z kolejnym przepisem. Odkryłam na ostatniej imprezie, że jednak dużo łatwiej przygotować coś co przynajmniej RAZ robiłam. Bo np. nie muszę po każdym zamieszaniu zaglądać do przepisu co zrobić dalej… No i wiem jakiego smaku się spodziewać! Tym razem na ruszt wzięłam kuchnię tajską. Bo za miesiąc kolejne urodziny. Wiem już, że trawę cytrynową lepiej nie kroić, a wrzucić całość i wyjąć przed podaniem (znaleziona w potrawie ma kształt i twardość paznokci). Że zamiast listków limonki (nie znalazłam) wystarczą liście kaffiru, a korzeń galangi można zastąpić imbirem i kardamonem 🙂 Ach no i pewnie będziemy piec kolejny tort, bo dziewczyny są tak zachwycone tą możliwością, że prędko nie kupimy gotowego 🙂 Ja wiem, że zaglądają tu królowe tortów i to co wysmarowałyśmy ostatnio (i byłyśmy z tego dumne!) budzi pewnie zdumienie, ale za to tworzenie było naprawdę przyjemne!

<><>

  • Ooo, mamo. Znak olimpiady!
  • Gdzie Łuczku?
  • Na tym samochodzie!
  • To Audi kotku.
  • Audi??
  • Taka marka. Ale znak podobny. Masz rację 🙂

Matki widzą więcej

  • Lilu, a czy Ty lepiej słyszysz? – zapytał Diabli córkę
  • Lepiej. Ja słyszę wszystko.
  • A jak mówię szeptem to też słyszysz?
  • Tak.
  • To co teraz powiedziałem?
  • Nie wiem…
  • Zadaj jej konkretne pytanie!- wołam z kuchni, więc tatin szeptem dalej pyta:
  • Jak ma na imię Twoja siostra?
  • Łucja.

Minął tydzień od operacji i różnica jest niewiarygodna. Gdybym wiedziała jak to się zmieni zabieg z pewnością byłby wcześniej. Słuch poprawia się z dnia na dzień. Lila okazuje się być takim gumowym uchem jak Łucja. Rozmawiam z Lutką i mówię jej co wnuki robią, a Lila dorzuca: Powiedz, że Lila siedzi i maluje. Albo piszę coś i jak to ja czasem mówię zdania na głos, a Lila powtarza za mną. Śpi… Zaczęła przesypiać całe noce! Ostatnie 4 pod rząd przespała. To się nie zdarzało! Ona się budziła, płakała, wierciła, przychodziła do nas… a teraz po prostu śpi.

Lutka twierdzi, że może jej te uszy tak szumiały… Mogło być. Wyobraź sobie, że Ci szumią uszy… Nie dzień, nie miesiąc, a dwa lata. Większą część Twojego życia. I nagle szumy ustały. I może dlatego Lila ma teraz doskonały humor. Ona zawsze była pogodna, ale teraz to jest istna śmiechowa bomba! No i gada non-stop. Dziś pierwszy po przerwie dzień w przedszkolu. Zobaczymy czy ten słowotok też tam wystąpi! 🙂

<><>

Jestem absolutnie szczęśliwa, że to odkryliśmy. Po raz kolejny przekonałam się, że kobieca intuicja/intuicja matki jest narzędziem niezwykłym. To my czujemy, to my widzimy, co jest ważne. Ach i jeszcze: jak nie chce słyszeć jakiegoś dźwięku to zatyka sobie uszy. OBA!!!!

Obgryzanie paznokci u dzieci

Przede wszystkim wygląda na to, że udało się zatrzymać. Bo chodzi o Łucję, która się z tym zmaga.

Można oczywiście wyluzować i uznać, że dziecko samo przestanie. I właściwie jest to zgodne z moją teorią, że to czym na ogół najbardziej się przejmujemy z perspektywy czasu układa się samo. Ale akurat paznokciami się nakręciłam. Naczytałam się wyznań na kafeterii i wizazie i wiem, że to paskudny nałóg. A co ważne, wszyscy obgryzający zaczynają to robić prze 5 rokiem życia. Czasem koło 7-mego się kończy, lecz na ogół nasila w okresie dojrzewania. Jakby nie było (nowy) nałóg nie grozi osobom dorosłym. Plus są dziewczyny, które mają paznokcie o długości dwóch mm i uważają że to nie problem.

No więc postanowiłam zawalczyć. W przypadku dzieci obgryzanie jest wynikiem czegoś: nieśmiałości, redukcji napięcia, wstydu, słabszej samooceny czy reakcją na stres. I Łucza podchodzi zdecydowanie pod pierwsze. Może pomóc rozmowa (odbyłyśmy), przekierowywanie uwagi i zajęcie rąk. Włącza się to gdy dziecko się zamyśla, czyli np. przed telewizorem. Spece odradzają smarowanie żelami (chociaż są takie, które niesmak pozostawiają na wiele godzin i internautki uważają je za skuteczne), bo trzeba dziecku czymś to zastąpić, a nie zabierać. Mogą być pomóc jakieś chrupacze, które dziecko będzie pogryzać, albo coś czym zajmie dłonie (u nas to są kredki). Łucza siedzi, ogląda (te przysłowiowe 4 bajki dziennie) i maluje. I paznokcie są już na tyle długie, że wczoraj musiałyśmy je troszkę podciąć! Paznokcie są lekko pomalowane bezbarwnym, bo takie twarde nie są takie „smaczne” i nawet jak się na chwilę zamyśli szkód wielkich nie ma!

Wiek realny?

Spotkałam w sklepie kolegę z podstawówki. Pewnie bym go nie pamiętała, ale wziął ślub z moją koleżanką z ogólniaka. Notabene, bardzo fajną dziewczyną. I słuchajcie, gość jest SIWY. Nie taki gołąbek, ale konkretnie szpakowaty, niczym niemalże ten koleś z „Jaka to melodia”. Strasznie mnie tym zdenerwował. No przecież w jego wieku to nie do pomyślenia! On siedział w ławce za mną! Ja tu się czuję piękna i młoda, a on jest siwy :/

Stoi u dziadka w gabinecie moje zdjęcie sprzed lat nastu. Patrzyłam na nie jak byłam ostatnio u rodziców… Jestem na nim w jasnej sukience w kwiaty, jakaś taka eteryczna, zwiewna i zamyślona. Pytam się Łucji:

  • Kto jest na tym zdjęciu?
  • Ty.
  • A ja jestem do siebie podobna?
  • Nie.
  • A co o mam inne?
  • Nie masz takiej torebki.
  • No właśnie 🙂