Pin up cards

Zaglądam czasem na bloga Vintage Girl. Pomijając kopalnię wiedzy i ciekawostek zawsze znajdę coś fajnego. Pod opisem sylwestra, jest foto zrobione w klimacie starego zdjęcia. Autorka przyznała się, że zrobiła to w photoscapie, czyli programie, który też lubię, aczkolwiek takiej formy przerabiania wcześniej nie odkryłam. I minął mi wczorajszy wieczór na przerabianiu. Można np. zdjęcie trochę podkolorować, wtedy wychodzi jak pomalowane (fota Łucji jest minimalnie podkolorowana), nałożyć dymny filtr, albo zmienić linie załamania. Nie umiem jeszcze zmieniać tła, ale do tego dojdę. Narazie jednak przyszło mi do głowy, że muszę zrobić karty z dziewczynami. Takie Pin-up Cards :))

I jeszcze MY w wersji RETRO 🙂

zagracanie 38

Być może pamiętacie, że postanowiłam rok temu (małpując pomysł z innego bloga 🙂 , że co miesiąc będę kupować sobie coś do domu. Nie do końca się udało, właściwie to zakupów było bardzo mało, tym niemniej jednak raz na jakiś czas coś dochodziło. Często był to prezent, niemniej jednak wzbogacający zbiór naszych domowych gadżetów.

  • Rok otworzyła nowa lampa do sypialni. To pierwsza taka lampa, którą trzeba było samodzielnie złożyć i z pewnością nie ostatnia 🙂
  • Potem były dwie tace. Mniejsza, drewniana i duża plastikowa 🙂
  • Na rocznicę ślubu dostaliśmy od Lutki garnki z Ikei. Parę miesięcy później Diabli dokupił nam tam patelnie.
  • Wiosennym hitem był mikser. Miksowaliśmy koktajle i właściwie to miksujemy dalej. Dzień zamykam koktajlem z dwóch jabłek, orzechów i siemienia lnianego. Taki MUS jabłkowy przed snem.
  • Cały rok dochodziły kolejne albumy. Trzy nowe. Pełne naszych fotografii.
  • Mikołaj przyniósł nam dzbanki na wodę. Jeden jest jasno-zielony, a drugi jasno-niebieski. Ten drugi był w zestawie z pojemnikiem na serwetki.
  • Od Mikołaja były też filiżanki w maki.
  • Warto wspomnieć jeszcze o papilotkach na babeczki. Żadne to dobro stałe, ale tak bardzo spodobały mi się zakupy w sklepie cukierniczym, że sądzę że nigdy już u nas takich rzeczy nie zabraknie!

Pierwszym nowo 2012-rocznym zakupem do domu jest… Ta-daa-amm!! Maselniczka 🙂 Bolesławiec, ale jakaś taka seria limitowana. Mi się podoba. Doskonale pasuje to moich folkowych skłonności 🙂

Nossa, nossa…

Pan od korektywy jest wielkim fanem Łucji i Lili. O Łucji mawia: Ach, ta Łucja! Ależ to dziewczyna będzie! A o Lili, że jest najpiękniejsza. No i rano minęliśmy się sobie w przedszkolu. Patrzył się na mnie, ale nie miał śmiałości zagadać. Opowiadam to Łucji:

  • I widziałam pana Tomka i chyba chciał mi coś powiedzieć.
  • I powiedział?
  • No nie! Chyba się mnie bał.
  • Ale dlaczego?
  • Bo chłopaki się czasem boją dziewczyn. Ale to nie jest złe. Boją się jak są onieśmieleni.
  • A co to znaczy?
  • Że wydaje im się, że dziewczyna jest lepsza od nich, że nie zwróci na nich uwagi, albo że nie będą wystarczająco ciekawi.
  • I on się Ciebie tak bał?
  • Chyba tak. Ale on się mnie bał przez Was.
  • Przez nas?
  • No. Bo uważa Was za takie wspaniałe, że się zawstydził.
  • Tak?
  • Pewno 🙂

<>><>

I tematyczna piosenka.  Wg mnie zupełnie fajna i nie wiem czemu w Stanach i 20 innych krajach  jej zabronili :))Tłumaczenie z portugalskiego  tu . Michel Telo- Ai Se Eu Te Pego . Obejrzeć, bo naprawdę piękne dziewczyny są na klipie! 🙂

WOŚP po x20!

Pamiętacie Waszą pierwszą Wielką Orkiestrę? Mam to szczęście, że pamiętam jak ruszała w ’93. Byłam wtedy w III (chyba III) klasie ogólniaka i miałam koleżankę Asię, straszną społecznicę, która w tym brała udział. Wtedy cała akcja wydała mi się mocno przesadzona, acz pozytywna. Jej wagę zrozumiałam dużo później.

Rozumiem jej przeciwników. Przynajmniej tych, którzy mówią, że rząd się przyzwyczaił do tego, że Owsiak jest i corocznie łatwo jest zabrać z budżetu na służbę zdrowia, bo i tak Owsiak zbierze i będzie. I to nie jest dobre. To co on zbiera powinno być zawsze górką i czymś extra.

Każdy rodzic odczuł błogosławieństwo tej akcji. Noworodki mają w szpitalach robione przesiewowe badanie słuchu. Wszystkie. To jest ewenement na skalę światową. Poza tym dwójka z naszych dzieci (Mieszko i Lila) korzystała z inkubatorów zaraz po narodzinach. Pewnie nie tych Owsiakowych, ale cieszę się, że takich urządzeń w szpitalach nie brakuje. Dzięki niemu nie brakuje. Nie wiem czy dziś z domu się wyrwę, ale Diabli, który pojechał z dziewczynami do jakiejś sali zabaw ma przyłapać człowieka z puszka i wrzucić coś od nas!

Bo powinniśmy!

Dzień rozbierania choinki

Chyba tak już zawsze będzie, że po urodzinach Mieszka, równolegle z porządkami poimprezowymi, zsuwaniem stołu, rozładowywaniem i załadowywaniem kolejnej zmywary, będziemy też rozbierać choinkę. Sypała się już na potęgę 🙂 Pamiętam rok temu stała dłużej, bo chciałam, żeby po powrocie ze szpitala czekała na nas choinka. Żeby bobas poczuł jej zapach. Że wszedł do domu w którym były święta.

Rozebraliśmy. Pomagały mi dziewczyny. Łucja nawet złapała szufelkę i zamiotła igły. Nie musiała, ale jest kochana, że o tym pomyślała.

Do kupienia na kolejne święta:

  • BOMBKI. Tym razem nie kupiłam nic nowego. A obiecywałam że co roku jakąś kupię. Ponadto kilka się stłukło, więc obiecałam dziewczynom, że w grudniu razem pójdziemy do sklepu po nowe bombki. Wielkie i szklane. Sople, kule i bączki.
  • Skończyłam też do końca papiery do pakowania z mikołajkami. W kufrze zostały wyłącznie papiery urodzinowe! 🙂

Ślimacze urodziny

Tort wybrały mu siostry. Najpierw była mowa o aucie. Ale panny uznały, że auto będzie za rok. A teraz powinien być ślimak!  Diabli próbował przeforsować piłkę, ale ślimak się obronił… Zaczęliśmy go kroić od „ogona”. Łucja chciała napis „roczek”.

Do ślimaka można by zrobić niezłą imprezę tematyczną… Wszystko ślimakowe zawijasy. Rolady, palmiery i inne zawijańce… Niemniej jednak to dość czasochłonne, więc postawiłam na coś prostszego. Tematem jedzeniowym była KUCHNIA AMERYKAŃSKA 🙂

Były więc:

  • Zupa kukurydziana – zupełnie niezła, choć do tego przepisu lepiej dodać żółtą a nie zieloną paprykę. No i pół paczki selera naciowego w zupełności wystarczy.
  • Mini-calzonetki – czyli coś tak jak pizza, tylko, że zawinięte. To był średni sukces, bo przygotowałam je wczoraj i zamroziłam. I dziś miałam tylko upiec. No i to ciasto drożdżowe mi się posklejało. Ogólnie składniki podobny przepis do tego, ale nie podsmażałam pieczarek.
  • Skrzydełka a’la Hot Wings. Panierkę kupiłam w necie i efekt był bardzo dobry! Nie mam frytkownicy, więc smażyłam w dużej ilości oleju w wysokiej patelni. Do tego dania będziemy z pewnością wracać 🙂

Napojem głównym była lemoniada. Tematyczne były też serwetki z logo Coca-Cola.

W górze zabawek był jeździk (użytkowany przez wszystkie obecne dzieci). Atrakcją dla gości dorosłych był album ze zdjęciami juniora 🙂

Od Łucji dostał obrazek… Obrazek przyszykowała wczoraj w przedszkolu.

A to już przygotowanie do DMUCHANIA. Chociaż możecie mieć wrażenie, że zdmuchnęłam ja, zdmuchującym była Łucja 🙂 Ach, no i padał na nos ten nasz jubilat, ale dzielnie dotrwał do końca imprezy!

Sto lat, sto lat mały grubasku!

Temudżyn

Wchodzimy do przedszkola spóźnione. Pani Grażynka już szaleje w szatni z mopem.

  • Ooo!!! Są królewny!
  • Dzień dobry. My znowu spóźnione. Ale obiecuję, że od przyszłego tygodnia dziewczyny będą przychodziły na czas!
  • A gdzie mój Mieszko?
  • Śpi w aucie.
  • Ach ten Mieszko to ma życie! Śpi, je, potem znowu się zdrzemnie…
  • I im tak już zostaje.
  • A wie Pani, że to prawda?! Czasem wstanie i pójdzie do sklepu. Kupi piwo i gazetę. I papierosy jak pali. A potem się dziwi, że coś jeszcze mógł kupić. To już nie ma nic? Jeszcze ostatnio było!

<>><<>

Dzisiaj ważna data. Równo rok temu ściskając w piąstkach moją krew, niczym tysiąc lat temu Czyngis Chan, na świecie pojawił się Mieszko. Jest cudowny i niesamowity. Mądry, ostrożny i uparty. Wie, że jestem mam-ma i wie, że BACH jest synonimem dobrej zabawy 🙂 Ma nieznośną manierę dzieci w tym wieku, patroszenie kuchennych szuflad i doskonale wchodzi po schodach (tatin, bramkAAAA!!!). Wczoraj wyciął taki numer: uśpiłam go na naszym łóżku, zamknęłam drzwi od sypialni i poszłam się bawić z dziewczynami. Chwilę później drzwi od sypialni się otwierają i Miecho na czworakach wychodzi. Cwaniak zszedł tyłem z łóżka, podszedł do drzwi i ciągnąc za krawędź otworzył je sobie :)))) Obchody jutro, bo jak to słusznie zauważyliśmy już jakiś czas temu: tak mu to wypadło, że zawsze będzie mógł zrobić imprezę 🙂

Śniadaniowo. Mieszko próbuje podprowadzić Lilce bakusia 🙂

dżevoterapia

Czytałam kiedyś o drzewoterapii. Dobrze się jej oddawać na wiosnę. Trzeba pójść do lasu, znaleźć młode i zdrowe drzewo i się do niego przytulić.  Najlepiej nago. W czytanym przeze mnie opracowaniu wypunktowywali jakie drzewo na co pomaga. Brzoza na jedno, leszczyna na drugie a sosna na trzecie. Pomijając absurdalność metody, kontakt z drzewem jest rzeczywiście przyjemny (nie, nie, nie stałam goła w lesie zerkając na boki czy nie nadchodzi jakiś grzybiarz) co odkrywam dotykając drewnianych przedmiotów. Drewnianych mebli, zabawek i schodów. Drewno jest ciepłe i miękkie. Kiedyś udowodniono, że przy kontakcie z plikami gotówki podnosi się nasza samoocena i poczucie szczęścia. Takie same właściwości przypisałabym drewnu.

Miecho i drewniany dźwig:

W drodze do przedszkola

  • Oj Łuczku, zobacz szybko! Murzyn!
  • Widziałam go.
  • Ciekawe co on u nas tu robi??
  • Może przyjechał na wakacje?
  • Może. Chciał zobaczyć śnieg, a tu śniegu nie ma.
  • Powinien pojechać w góry.
  • Zdecydowanie!

Znajoma przez wiele lat pracowała w firmach farmaceutycznych. Niczym Lynette z „Gotowych na wszystko” przerwała oszałamiającą karierę, żeby wychowywać dzieci. I niczym ona, w rywalizacji o najpiękniejszy trawnik i grzeczne potomstwo, regularnie przegrywa z konkurencją. Co zresztą ją (całkowicie niesłusznie) frustruje. Bo wcześniej wygrywała w I lidze, a teraz nawet nie widzi podium. Jakby nie było o pogodzie, którą mamy obecnie mówi, że taka pogoda to było dla nich żniwo. Chorują wszyscy i jedyny problem to nadążyć z dowożeniem leków do aptek.

Ja miałam kryzys w połowie grudnia. Pojawiło się wtedy coś co chyba jest zatokami (czyżby i mnie to dopadło?) i było koszmarne. Głowa to myślałam, że mi pęknie… Ale przeszło. Potem pobolowali, aczkolwiek nie obłożnie, pozostali członkowie rodziny. Przedostatni był Miecho z gilem i kaszlem, no a skoro on od doby zdrowy, to dzisiejszego poranka smarkała Łucja. Ale też pokonamy! 🙂

Noworoczne postanowienia?

  • Łuczku, jakie masz noworoczne postanowienie?
  • A co to jest?
  • To jest takie życzenie jakie mamy na Nowy Rok. Że czegoś się nauczymy, coś przestaniemy robić albo coś zrobimy.
  • Ja przestanę obgryzać paznokcie. 🙂

Ja postanowień mam całą masę. Stworzyłam sobie program samodoskonalenia i pokonywania kolejnych etapów tak rozbudowany, że aż boję się o nim myśleć nie mówiąc już o pisaniu o nim 🙂 Ale dla równowagi postanowię sobie też coś lekkiego… Otóż, dostałam na Święta książkę. 103 przepisy na ciasta Siostry Anastazji. Dostałam od cioci, a ona zna się na gotowaniu i na ciastach. To od niej dostałam kiedyś kuchnię polską Kuronia, którą uważam za książkę rewelacyjną. Ciasta z tej książki już piekła i mówi, że wychodzą i są wspaniałe. Czemu nie? Może i mi wyjdą! 😀