Nie wierzyłam w rota-wirusy. Jawiły mi się jako sztuczny wymysł mający propagować szczepionki i lekarstwa. To przecież zwykła biegunka jest. Albo grypa żołądkowa. Aż, franca zawitała do nas do domu… W niedzielę poległa Lila. Wszystkie choroby zaczynają się od niej. Wieczorem w łóżeczku chlust, a chwilę później komunikat: Mamo, zsikałam się. Tyle, że to nie było siku
W poniedziałek wieczorem dołączyła Łucja. Siedziała w łóżku i chlust. I potem te chlusty były co chwilę. Wiem o conajmniej 6 tamtej nocy. Ale czasem wchodziłam i widziałam, że podłodze leży kolejny placek, więc było tego więcej. Ona jest taka grzeczna i nie lubi się narzucać, więc nas za to przepraszała. Wchodził Diabli, albo ja, a ona mówiła: Przepraszam mamo, przepraszam tato.
Około 3 w nocy chlust zrobił Mieszko leżący między nami. Prosto na plecy tatina. Ten się zerwał i woła:
- Mieszko! Jak mogłeś? Miałem taki piękny sen erotyczny!
Spojrzałam na niego i widzę, że rzeczywiście miał. Więc zaatakowałam:
- Z kim znowu?!
- Nie wiem. Z jakąś blondą.
- Jaką?? Bo nie ze mną!
- Z Sarą Walker. Jechaliśmy czerwonym kabrioletem…
- Ok, ok.
Sarah Walker to bohaterka z Chucka, którego teraz oglądamy. Jakby nie było we wtorek poszłyśmy do lekarza. Diabli został z Mieszkiem. Lekarz uznała, że u dzieci to się zdarza. 2-3 dni potrwa. Dieta, probiotyki i jeśli u Łucji nie ustaną wymioty to dać 3/4 tabletki aviomarinu. Dałam.
Środę Łucja przespała. Wtorek zresztą też. Najlepiej w całej grupie czuła się Lila. Infekcje dla niej to chleb powszedni, więc czymże jest mały bełt przy nieustannym katarach czy gorączce? Wczoraj do tej zacnej grupy dołączyłam ja. Cały dzień nie miałam siły się ruszyć, a wieczorem jak usypiałam Miecha, poczułam, że rośnie mi… Ruszyłam biegiem do łazienki, ale nie zdążyłam
I to tak niefortunnie, że to co mi się wymsknęło, posłużyło jaką śliską podkładkę to wywalenia się. Reszta wylądowała wiec na mnie. Ku wielkiej uciesze Diabla.
Jak się zwlokłam z łóżka ponownie o 22-giej to doszłam do wniosku, że to wszytko przez dietę. Może i pokolenia chińczyków wytrzymywały latami na miseczce ryżu, ale my- przedstawiciele zgniłego zachodu, potrzebujemy kalorii by żyć. Od picia mięty i wody rozłoży się najzdrowszy człowiek. Nastawiłam więc kapuśniak i chwilę przed północą wrąbałam pierwszą michę. Zawołała mnie Łucja, która znowu miała kryzys, więc jej posłodziłam sokiem wodę i kryzys przeszedł.
Dziś już chyba dobrze. Lila czuje się wyśmienicie, Mieszko też, Łucja zdecydowanie lepiej niż wczoraj, a mnie boli jedynie głowa. Po tych upojnych przygodach mam górę prania. Piżamki, szlafroki, ręczniki, pościel, wypełnienia, dywaniki, ubrania i zabawki. Piorę 3 x dziennie, ale góra, którą zawaliłam dolną łazienkę maleje minimalnie. Ściągam z suszarki wilgotne i prasuję. Potem rozkładam na kanapie w dużym. Biorę więc Apap i ruszam do roboty! 🙂