Wszystkim babciom i wszystkim dziadkom najlepszego!

  • Łuczku, kiedy będziecie mieć przedstawienie dla babć i dziadków?
  • Yyyyy… Nie wiem.
  • Chyba dopiero w lutym?
  • Chyba tak.
  • A będziesz coś śpiewać?
  • Tak. I chcę żeby Lila przyszła zobaczyć.
  • Może się da zrobić. A czego uczyliście się ostatnio na angielskim?
  • Że babcia to taka starsza mama, a dziadek to taki starszy tata.
  • Bardzo ładnie.

Z okazji dzisiejszego święta zaczynamy tournee po babciach. Nie po wszystkich, ale i tak weekend wypełniony. Dziś babcia Diabla, a jutro dziadki Samuraje. Postanowiłam na tę okoliczność upiec nawet kolejne ciasto z mojej genialnej książki. Ale o tym jutro 😉

Lekcja dorosłości (2)

Obraz dorosłości nie był by pełny, gdybyś go nie wzbogacili o noce… Praca si, znajomi si, więc jeszcze te noce 🙂 A noce są z… Mieszkiem :/ Plus mojego ubiegłotygodniowego chorowania taki, że zerka przyjaźniejszym okiem na butle, ale noc ma swoje prawa. Widzieliście te niezłe rysunki na joemonsterze? Nic dodać, nic odjąć 🙂

Na ogół jest tak:

Jak to trafnie zauważył Diabli, kobieta jest niezmienna na większości obrazków 😉 Często również jest tak:

A to wyżej jest świetną pozycją wyjściową 😉 do koszmaru tatina:

<><>

  • Co dzisiaj robiłaś mamo?
  • Byłam w sklepie z ubrankami dla dzieci. I wyobraź sobie, że zaczęły się wyprzedaże!
  • A co to jest?
  • Wyprzedaże są 2x w roku Łuczku. Jak kończy się jakaś pora roku. A teraz kończy się zima. I sklep sprzedaje/wyprzedaje ubranka po dużo niższych cenach! Rozumiesz?
  • Tak.
  • I tak sobie pomyślałam, że może kupimy Ci kurtkę na przyszłą zimę? Już rozmawiałam o tym z tatą.
  • A co będzie z tą kurtką?
  • Damy ją Lili. Zobacz rękawki już są dla Ciebie za krótkie.
  • A co będzie z kurtką Lili?
  • Zostanie jako taka awaryjna, gdy któraś będzie w praniu. Musimy też kupić Mieszkowi bo nie będzie miał żadnej za rok.
  • Zgadzam się.
  • To jesteśmy na jutro umówione!

Życie dorosłych

W Gotowych na Wszystko jest taka scenka gdy Lynette upycha czwórkę swojego potomstwa u sąsiadki. Tamta ma ochotę się wymigać, ale słyszy:

  • Ja muszę wyjść. Rozumiesz? Muszę. To będą 3 godziny tylko z DOROSŁYMI!

No i na 3 godziny w gronie dorosłym wyrwałam się dziś  ja 🙂 Coprawda nie do końca sama, bo z Mieszkową asystą, ale dobre i to 🙂 To naprawdę miłe rozmawiać o czymś innym niż dzieci. Zresztą Diabli, któremu nieźle idzie usypianie kazał mi się zacząć umawiać na wieczory. Okej.

<><>

Byłam ostatnio np.też na nocnym foto-polowaniu. Bo być może pamiętacie, że szukam pracy. Ale takiej specyficznej. Którą można wykonywać w domu, albo na 1/4 etatu (czyli 10h raz w tygodniu). Szukam już od września i wysyłam tych cefaułek strasznie dużo. I to na różne stanowiska, wychodząc z założenia, że jak już się ze mną spotkają, to przekonam ich, że jestem ich idealnym wyborem. I czasem przechodzę do II etapu, co nie wiele zmienia. Tyle, że dostaję jakieś zadanie do wykonania w 48h (a dwa miesiące później informują mnie, że ktoś inny przeszedł dalej). Narzekałam mężowi:

  • Ich pogięło. Jak w dwa dni mam zrobić tekst ze zdjęciami?
  • Normalnie. Bierz moje auto i dziś w nocy jedziesz do miasta.Ja zajmę się dziećmi.

Więc pojechałam 🙂 I bardzo mi się taka wyprawa spodobała! Niezależnie od tego co będzie dalej, to była bardzo fajna przygoda!

Słyszeć dobrze

Zawsze mnie ta „inność” Lilki niepokoiła. Że tak fascynują ją te książeczki, że lubi samotne zabawy w kąciku, że nie reaguje się jak się ją woła i że mówi szeptem. Różne rzeczy sprawdzaliśmy, ale najbardziej podejrzany był dla mnie słuch. No i okazało się słu-sznie.

Parę dni zrobiłam jej kolejne badanie, które wykazało, że na jedno ucho słyszy słabo, a na drugie wogóle. Absolutnie NIC. Laryngolog z którym rozmawiałam winą obarczył trzeci migdał. Dwa widoczne są przerośnięte bardzo, więc nie ma powodu, by trzeci, którego nie widać, a jest tą samą tkanką był inny. Powoduje to również problemy z oddychaniem, zaburzenia snu, to że w nocy zmienia pozycję milion razy, często się budzi i oddycha ustami. Krok więc kolejny to skierowanie z NFZ-tu do kliniki słuchu na zabieg i dalsze badania.

Miałam nadzieję to dziś załatwić, ale się nie udało, więc problem przesuwa na jutro. Żebyśmy mieli jasność: cieszę się, że to wyszło. Hipotezy czemu ta Lilka jest taka a nie inna, mnożyły się w tempie może nie lawinowym, ale z całą pewnością nie słabnącym. I każda kolejna była gorsza od poprzedniej. Teraz mam coprawda inny problem, bo wszyscy wokół uznali, że my źle to załatwiamy. Za wolno, więc Lutka już mnie straszy, że mi odbierze opiekę nad Lilą. Ale przypomnijmy, że to na czym stoimy to wiedza parodniowa. Jak już będę mieć skierowanie, a termin na zabieg okazał by się odległy, będziemy kontaktować się z lekarzem, by to jakoś przyspieszyć.

I co dalej? :)

No i wyszedł mi mój pierwszy sernik trójwarstwowy 🙂 Na zimno. To co będzie pieczone wybrała Łucja i chętnie dosypywała SKŁADNIKI. Odkryłam przy okazji, że absolutnie nie mam foremek do ciasta. Ogólnie (smakowo) może być. Ma jeden feler rzeczy słodkich. Jest słodki. Więc dla odtrącenia zabieram się do robienia krokietów do barszczu! 🙂

Foto sprzed chwilą. Pokroiłam i wrzuciłam do pudełka. Bo to jednak na zimno, więc powinno leżakować w zimnym, a nasza lodówka jest zbyt pełna zapachów by tak luzem wstawić.

Oglądałam z Lutką pogodę. Mamy taki zwyczaj, że jak gadamy wieczorem przez telefon, to ona ogląda przy okazji pogodę i mi mówi ile będzie. No i powiedzieli, że ta zima co ją mamy to nie będzie chwilowy gość :/ Może jednak zamówić drewno? W przyszłym tygodniu mają być już takie mrożonki poniżej -10..

podobieństwa (2)

Strasznie więc przez to choróbsko schudłam. Zakładałam optymistycznie, że część to może odwodnienie, ale rzeczywiście jeść nic nie jadłam, a pomijając karmienie młodego to były również straty nazwijmy je fizjologiczne. Słaba jestem niemożebnie. Worka z drewnem podnieść nie mogę. Ale jako, że czuję się już dobrze, ruszam z intensywnym programem przybierania. Mam taką urodę (jak Lila), że po chorobie bardzo mi się chce jeść. Czas więc spróbować książki z ciastami. Dziewczyny mają mi pogać… CDN…

<><>

Łucja w wannie. Podlewa konewką takie kolorowe gumowe bomble z przyssawkami i mówi:

  • Ciocia Łucja zawsze kochała kwiaty 🙂

podobieństwa 37

Skończył mi się krem do twarzy i jechałam już chwilę na próbkach, czego szczerze nienawidzę 🙂 Zabrałam więc dziewuchy i pojechałyśmy kupić mi krem 🙂 I kupiłam taki z wyciągiem z konopi 😉 Dziewczynom wzięłam odżywkę do włosów bananową i z rozpędu wybrałyśmy też dwa żele do mycia. One wybierały. Ja używam do ciała, a one do tzw.mikstur, które w trakcie przyrządzania lądują w wannie. Wieczorem pytam się Łucję:

  • Który pierwszy używamy? Granat czy papaja?
  • Papaja.
  • Myślałam, że granat bardziej Ci się podoba?
  • Bo jest ładniejszy.
  • To nie wolisz go używać?
  • Nie. On będzie na później.

Uśmiechnęłam się do tej kombinacji. Też tak mam, że to co mi się bardziej podoba idzie na deser!

zabawowo

  • Pojedziesz z naszą córką na urodziny w sobotę?
  • Z Łucją? Tak. A kto tym razem świętuje?
  • Tomek.
  • Kto to jest Tomek????
  • Jej kolega.
  • Jak wygląda? Kim są jego rodzice?

🙂 Się tatin zaniepokoił. Mieliśmy problem z prezentem. To taki chłopiec co ma wszystko. Począwszy od najfajniejszych flamastrów, aż po małego spanielka, którego dostał rok temu na dzień dziecka. Koniec końców kupiłyśmy zestaw dla małego naukowca: Zbuduj własne mrowisko. Na ile oceniam małych chłopców powinno mu się spodobać 🙂

<><>

Tak sobie patrzę na tego Miecha jak mu szybko się rozwija dzięki dziewczynom. I uwielbia je. Plusy rodziny wielodzietnej 🙂  Nawet panny to widzą, że z dnia na dzień on jest coraz lepszym partnerem do zabawy. Nie są to może do końca męskie zabawy, ale jakie to ma znaczenie 🙂 Jest przytulany, zachęcany do aktywności i dbania o innych.

Poranek – to nie było pozowane (w tle zresztą galeria dosuszającej się pościeli i ubranek). Przytulali się, więc złapałam aparat.

A tu zrobiłem siostrze bach 🙂

Przerobić suchą bułę

Mam takie wspomnienie z dzieciństwa, jak Lutka przykręca do stołu maszynkę do mięsa i Krzycho mieli fragmenty starych bułek na bułkę tartą. Nie wiem czy to dlatego, że za PRL-u nie było takiego dobra w sklepach, czy raczej był to fragment ekonomicznej myśli Krzycha, ale biorąc pod uwagę, że to on mielił to TO drugie jest jak najbardziej niewykluczone.

Po tych paru dniach chorób została mi starta suchych bułek. Połówek, ćwiartek i łupinek. Cała trójka jadła głównie bułki. Łucja popijała kompotem jabłkowym, a Lila i Mieszko podgryzali gotowanym kurczakiem. No i jedli tam gdzie mieli ochotę. Być może nie jest to pedagogiczne, ale jako matka chorych niejadków udzieliłam dyspensy od konwenansów. Chciały jeść w łóżku, albo w bawialni? Dobrze, że wogóle chciały. Tyle, że potem kładąc je spać, albo porządkując coś znajdowałam w różnych miejscach te buły. Kombinowałam, że maszynki do mięsa nie mam, ale może jakoś tłuczkiem to rozwalić na piasek? Albo mikserem na programie lód? W końcu skonsultowałam z Lutką, która przy okazji przyznała się, że bułka tarta wtedy była, więc musiał to być pomysł tatuśka i ona mi mielenie odradziła. Bo a) narobię sobie roboty i okruchów wszędzie, b)to w końcu była choroba, więc wszystko co miało z nią styczność, trzeba usunąć. I tak też zrobiłam.

<><>

I może nie zapeszę, ale jest pierwszy plus choroby. Wytłumaczyłam Łucji, która przechodziła to zdecydowanie najgorzej, że wszystko przez branie palców do buzi. Że jeżeli Maciek w przedszkolu wymiotował, to mógł wcześniej dotknąć zabawki, którą bawiła się później Łucja, a ponieważ wzięła palce do buzi, to bakterie dostały się do jej żołądka. Efekt? Jej paznokcie (biała część) mają dziś ponad minimetr! 🙂

W krainie pawi

Nie wierzyłam w rota-wirusy. Jawiły mi się jako sztuczny wymysł mający propagować szczepionki i lekarstwa. To przecież zwykła biegunka jest. Albo grypa żołądkowa. Aż, franca zawitała do nas do domu… W niedzielę poległa Lila. Wszystkie choroby zaczynają się od niej. Wieczorem w łóżeczku chlust, a chwilę później komunikat: Mamo, zsikałam się. Tyle, że to nie było siku :/ W poniedziałek wieczorem dołączyła Łucja. Siedziała w łóżku i chlust. I potem te chlusty były co chwilę. Wiem o conajmniej 6 tamtej nocy. Ale czasem wchodziłam i widziałam, że podłodze leży kolejny placek, więc było tego więcej. Ona jest taka grzeczna i nie lubi się narzucać, więc nas za to przepraszała. Wchodził Diabli, albo ja, a ona mówiła: Przepraszam mamo, przepraszam tato.

Około 3 w nocy chlust zrobił Mieszko leżący między nami. Prosto na plecy tatina. Ten się zerwał i woła:

  • Mieszko! Jak mogłeś? Miałem taki piękny sen erotyczny!

Spojrzałam na niego i widzę, że rzeczywiście miał. Więc zaatakowałam:

  • Z kim znowu?!
  • Nie wiem. Z jakąś blondą.
  • Jaką?? Bo nie ze mną!
  • Z Sarą Walker. Jechaliśmy czerwonym kabrioletem…
  • Ok, ok.

Sarah Walker to bohaterka z Chucka, którego teraz oglądamy. Jakby nie było we wtorek poszłyśmy do lekarza. Diabli został z Mieszkiem. Lekarz uznała, że u dzieci to się zdarza. 2-3 dni potrwa. Dieta, probiotyki i jeśli u Łucji nie ustaną wymioty to dać 3/4 tabletki aviomarinu. Dałam.

Środę Łucja przespała. Wtorek zresztą też. Najlepiej w całej grupie czuła się Lila. Infekcje dla niej to chleb powszedni, więc czymże jest mały bełt przy nieustannym katarach czy gorączce? Wczoraj do tej zacnej grupy dołączyłam ja. Cały dzień nie miałam siły się ruszyć, a wieczorem jak usypiałam Miecha, poczułam, że rośnie mi… Ruszyłam biegiem do łazienki, ale nie zdążyłam :/ I to tak niefortunnie, że to co mi się wymsknęło, posłużyło jaką śliską podkładkę to wywalenia się. Reszta wylądowała wiec na mnie. Ku wielkiej uciesze Diabla.

Jak się zwlokłam z łóżka ponownie o 22-giej to doszłam do wniosku, że to wszytko przez dietę. Może i pokolenia chińczyków wytrzymywały latami na miseczce ryżu, ale my- przedstawiciele zgniłego zachodu, potrzebujemy kalorii by żyć. Od picia mięty i wody rozłoży się najzdrowszy człowiek. Nastawiłam więc kapuśniak i chwilę przed północą wrąbałam pierwszą michę. Zawołała mnie Łucja, która znowu miała kryzys, więc jej posłodziłam sokiem wodę i kryzys przeszedł.

Dziś już chyba dobrze. Lila czuje się wyśmienicie, Mieszko też, Łucja zdecydowanie lepiej niż wczoraj, a mnie boli jedynie głowa. Po tych upojnych przygodach mam górę prania. Piżamki, szlafroki, ręczniki, pościel, wypełnienia, dywaniki, ubrania i zabawki. Piorę 3 x dziennie, ale góra, którą zawaliłam dolną łazienkę maleje minimalnie. Ściągam z suszarki wilgotne i prasuję. Potem rozkładam na kanapie w dużym. Biorę więc Apap i ruszam do roboty! 🙂