Przystąpmy więc do kolejnego sernika…

  • Lilku, dzisiaj Ty wybierasz jakie pieczemy ciasto.
  • Yyyyyy. To! Chcę to! Z kwiatuszkami!
  • Ale ja nie umiem zrobić takich kwiatków.
  • To które umiesz??
  • Każde! Ale BEZ tych kwiatków na wierzchu!

Nic nie wyszło z planowanego coniedzielnego pieczenia ciast. Nie było komu pojechać po składniki 🙂 Czyli zabieram się za nie dziś (pomimo sceptycyzmu Lilki). Tymczasem foto z wczoraj. Akcesoria wróżek (diademy i różdżki) są z soboty. W diademach się śpi, a różdżki były tak mocno eksploatowane przy tych czarach, że aż się połamały 😉 Przy okazji dzisiejszych zakupów kupiłam więc kolejne (ale tym razem schowam, żeby dotrwały do balu w przedszkolu!). W tle Australia Open 😉

Przychodzi taki moment w byciu rodzicem, że jak dziecko znajdzie coś na podłodze i zaczyna to jeść to nie reagujemy. Cieszymy się, że samo się sobą zajęło… Tym razem była to sobotnia bułka… Twarda jak kamień…

Ale olśniło mnie, że w sobotę bułek nie kupowałam, więc musi to być piątkowa… Zabrałam więc zdobycz co wywołało lawinę łez. A na smutek najlepsza??? Siostra!