- Łuks, nie masz nic przeciwko, żeby na obiad znowu były krokiety?
- Nie. Mogą być.
- Bo gotuję zupę na wołowinie, to bym dziś z mięsem zrobiła.
- A barszczyk mamy?
- Mamy. Dwa kartony kupiłam.
Opanowała mnie faza na krokiety. Różne. Z jajkiem i pieczarkami, z mięsem i z cebulą, a właściwie z szalotką, bo o tej porze roku już się na nią przerzucam i inne. Cały ubiegły tydzień były i zanosi się na kolejny tydzień powtórek. KROOO-KIE-TY!
<>><<>
I mądrość związana z moimi ciastami… Ona są jak cała moja kuchnia. Wizualnie mocno przeciętne, ale smakowo jak najbardziej w porządku 🙂 I w sumie to bardzo zadowalający rezultat :))

