Zawsze mnie ta „inność” Lilki niepokoiła. Że tak fascynują ją te książeczki, że lubi samotne zabawy w kąciku, że nie reaguje się jak się ją woła i że mówi szeptem. Różne rzeczy sprawdzaliśmy, ale najbardziej podejrzany był dla mnie słuch. No i okazało się słu-sznie.
Parę dni zrobiłam jej kolejne badanie, które wykazało, że na jedno ucho słyszy słabo, a na drugie wogóle. Absolutnie NIC. Laryngolog z którym rozmawiałam winą obarczył trzeci migdał. Dwa widoczne są przerośnięte bardzo, więc nie ma powodu, by trzeci, którego nie widać, a jest tą samą tkanką był inny. Powoduje to również problemy z oddychaniem, zaburzenia snu, to że w nocy zmienia pozycję milion razy, często się budzi i oddycha ustami. Krok więc kolejny to skierowanie z NFZ-tu do kliniki słuchu na zabieg i dalsze badania.
Miałam nadzieję to dziś załatwić, ale się nie udało, więc problem przesuwa na jutro. Żebyśmy mieli jasność: cieszę się, że to wyszło. Hipotezy czemu ta Lilka jest taka a nie inna, mnożyły się w tempie może nie lawinowym, ale z całą pewnością nie słabnącym. I każda kolejna była gorsza od poprzedniej. Teraz mam coprawda inny problem, bo wszyscy wokół uznali, że my źle to załatwiamy. Za wolno, więc Lutka już mnie straszy, że mi odbierze opiekę nad Lilą. Ale przypomnijmy, że to na czym stoimy to wiedza parodniowa. Jak już będę mieć skierowanie, a termin na zabieg okazał by się odległy, będziemy kontaktować się z lekarzem, by to jakoś przyspieszyć.
