Być może pamiętacie, że postanowiłam rok temu (małpując pomysł z innego bloga 🙂 , że co miesiąc będę kupować sobie coś do domu. Nie do końca się udało, właściwie to zakupów było bardzo mało, tym niemniej jednak raz na jakiś czas coś dochodziło. Często był to prezent, niemniej jednak wzbogacający zbiór naszych domowych gadżetów.

- Rok otworzyła nowa lampa do sypialni. To pierwsza taka lampa, którą trzeba było samodzielnie złożyć i z pewnością nie ostatnia 🙂
- Potem były dwie tace. Mniejsza, drewniana i duża plastikowa 🙂
- Na rocznicę ślubu dostaliśmy od Lutki garnki z Ikei. Parę miesięcy później Diabli dokupił nam tam patelnie.
- Wiosennym hitem był mikser. Miksowaliśmy koktajle i właściwie to miksujemy dalej. Dzień zamykam koktajlem z dwóch jabłek, orzechów i siemienia lnianego. Taki MUS jabłkowy przed snem.
- Cały rok dochodziły kolejne albumy. Trzy nowe. Pełne naszych fotografii.
- Mikołaj przyniósł nam dzbanki na wodę. Jeden jest jasno-zielony, a drugi jasno-niebieski. Ten drugi był w zestawie z pojemnikiem na serwetki.
- Od Mikołaja były też filiżanki w maki.
- Warto wspomnieć jeszcze o papilotkach na babeczki. Żadne to dobro stałe, ale tak bardzo spodobały mi się zakupy w sklepie cukierniczym, że sądzę że nigdy już u nas takich rzeczy nie zabraknie!
Pierwszym nowo 2012-rocznym zakupem do domu jest… Ta-daa-amm!! Maselniczka 🙂 Bolesławiec, ale jakaś taka seria limitowana. Mi się podoba. Doskonale pasuje to moich folkowych skłonności 🙂

