Pamiętacie Waszą pierwszą Wielką Orkiestrę? Mam to szczęście, że pamiętam jak ruszała w ’93. Byłam wtedy w III (chyba III) klasie ogólniaka i miałam koleżankę Asię, straszną społecznicę, która w tym brała udział. Wtedy cała akcja wydała mi się mocno przesadzona, acz pozytywna. Jej wagę zrozumiałam dużo później.
Rozumiem jej przeciwników. Przynajmniej tych, którzy mówią, że rząd się przyzwyczaił do tego, że Owsiak jest i corocznie łatwo jest zabrać z budżetu na służbę zdrowia, bo i tak Owsiak zbierze i będzie. I to nie jest dobre. To co on zbiera powinno być zawsze górką i czymś extra.
Każdy rodzic odczuł błogosławieństwo tej akcji. Noworodki mają w szpitalach robione przesiewowe badanie słuchu. Wszystkie. To jest ewenement na skalę światową. Poza tym dwójka z naszych dzieci (Mieszko i Lila) korzystała z inkubatorów zaraz po narodzinach. Pewnie nie tych Owsiakowych, ale cieszę się, że takich urządzeń w szpitalach nie brakuje. Dzięki niemu nie brakuje. Nie wiem czy dziś z domu się wyrwę, ale Diabli, który pojechał z dziewczynami do jakiejś sali zabaw ma przyłapać człowieka z puszka i wrzucić coś od nas!
Bo powinniśmy!
