
Tort wybrały mu siostry. Najpierw była mowa o aucie. Ale panny uznały, że auto będzie za rok. A teraz powinien być ślimak! Diabli próbował przeforsować piłkę, ale ślimak się obronił… Zaczęliśmy go kroić od „ogona”. Łucja chciała napis „roczek”.


Do ślimaka można by zrobić niezłą imprezę tematyczną… Wszystko ślimakowe zawijasy. Rolady, palmiery i inne zawijańce… Niemniej jednak to dość czasochłonne, więc postawiłam na coś prostszego. Tematem jedzeniowym była KUCHNIA AMERYKAŃSKA 🙂
Były więc:
- Zupa kukurydziana – zupełnie niezła, choć do tego przepisu lepiej dodać żółtą a nie zieloną paprykę. No i pół paczki selera naciowego w zupełności wystarczy.
- Mini-calzonetki – czyli coś tak jak pizza, tylko, że zawinięte. To był średni sukces, bo przygotowałam je wczoraj i zamroziłam. I dziś miałam tylko upiec. No i to ciasto drożdżowe mi się posklejało. Ogólnie składniki podobny przepis do tego, ale nie podsmażałam pieczarek.
- Skrzydełka a’la Hot Wings. Panierkę kupiłam w necie i efekt był bardzo dobry! Nie mam frytkownicy, więc smażyłam w dużej ilości oleju w wysokiej patelni. Do tego dania będziemy z pewnością wracać 🙂
Napojem głównym była lemoniada. Tematyczne były też serwetki z logo Coca-Cola.

W górze zabawek był jeździk (użytkowany przez wszystkie obecne dzieci). Atrakcją dla gości dorosłych był album ze zdjęciami juniora 🙂


Od Łucji dostał obrazek… Obrazek przyszykowała wczoraj w przedszkolu.

A to już przygotowanie do DMUCHANIA. Chociaż możecie mieć wrażenie, że zdmuchnęłam ja, zdmuchującym była Łucja 🙂 Ach, no i padał na nos ten nasz jubilat, ale dzielnie dotrwał do końca imprezy!


Sto lat, sto lat mały grubasku!
