Wchodzimy do przedszkola spóźnione. Pani Grażynka już szaleje w szatni z mopem.
- Ooo!!! Są królewny!
- Dzień dobry. My znowu spóźnione. Ale obiecuję, że od przyszłego tygodnia dziewczyny będą przychodziły na czas!
- A gdzie mój Mieszko?
- Śpi w aucie.
- Ach ten Mieszko to ma życie! Śpi, je, potem znowu się zdrzemnie…
- I im tak już zostaje.
- A wie Pani, że to prawda?! Czasem wstanie i pójdzie do sklepu. Kupi piwo i gazetę. I papierosy jak pali. A potem się dziwi, że coś jeszcze mógł kupić. To już nie ma nic? Jeszcze ostatnio było!
<>><<>
Dzisiaj ważna data. Równo rok temu ściskając w piąstkach moją krew, niczym tysiąc lat temu Czyngis Chan, na świecie pojawił się Mieszko. Jest cudowny i niesamowity. Mądry, ostrożny i uparty. Wie, że jestem mam-ma i wie, że BACH jest synonimem dobrej zabawy 🙂 Ma nieznośną manierę dzieci w tym wieku, patroszenie kuchennych szuflad i doskonale wchodzi po schodach (tatin, bramkAAAA!!!). Wczoraj wyciął taki numer: uśpiłam go na naszym łóżku, zamknęłam drzwi od sypialni i poszłam się bawić z dziewczynami. Chwilę później drzwi od sypialni się otwierają i Miecho na czworakach wychodzi. Cwaniak zszedł tyłem z łóżka, podszedł do drzwi i ciągnąc za krawędź otworzył je sobie :)))) Obchody jutro, bo jak to słusznie zauważyliśmy już jakiś czas temu: tak mu to wypadło, że zawsze będzie mógł zrobić imprezę 🙂
Śniadaniowo. Mieszko próbuje podprowadzić Lilce bakusia 🙂

