Zakopać łiskacza

Trudno powiedzieć co sprawi, że film będzie kultowy. Czasem powstaje taki Rejs czy Pulp Fiction i nawet twórców zadziwia, że AŻ TAK im wyszło. Są też filmy, które przechodzą bez echa w jednym kraju, a w innym dorabiają się niemalże fun-klubów. Taki Dzień Świstaka, który w US był po prostu jednym z wielu, a w Polsce uzyskał metkę obowiązkowego.

Oglądaliście Fandango z Kevinem Costnerem? Chodzi o to, że czterech kolesi jedzie odkopać flaszkę, którą zakopało 10 lat wcześniej. To ich ostatnia męska wyprawa, bo jeden z nich lada moment bierze ślub. To był ważny film wśród kolegów mojego brata za czasów LO. Idea zakopania butelki na dzieścia lat krążyła i krążyła. I w końcu w miniony weekend pojechali nie powiem gdzie 😉 i w Parku Narodowym zakopali whisky. Odkopywać mają za 20 lat. Biorąc pod uwagę, że ledwo tam doszli to wątpliwe, że będąc przed 60-tką dadzą radę nie dość, że dojść, to jeszcze pomachać łopatą, ale optymistycznie założyli, że wtedy napewno będą mieć tyle pieniędzy, że kogoś będą mogli wynająć, żeby ich tam wniósł :)))

Ja niestety nic nie zakopałam na kiedyś. No może raz. Sylwester 2005 spędzaliśmy z Diablim w Moskwie. Kordon milicji i żołnierzy nie wpuszczał z butelkami na Plac Czerwony. Nasz szampan ukryliśmy więc w śnieżnej zaspie… A po fajerwerkach już o niej nie pamiętaliśmy 🙂  Mam nadzieję, że ktoś na wiosnę znalazł i wypił nasze zdrowie! 😀

<><>

Kolejny ważny moment do zapamiętania. Wysypałam dziewczynom Lego. Po miesiącu, albo i dwóch detoxu i zalegania w kuble pomyślałam, że można coś znowu zbudować. Burza mózgów i budowanie na wyścigi. Powstał sześciopiętrowy dom z piętrem weterynaryjnym, stajnią i przedszkolem. Mieszko krążył między siostrami próbując coś dołożyć. I uwaga: połączył klocek z płytką! To był przypadek, ale był tym tak zachwycony, że próbował dalej. I składał je złymi stronami. Nieważne! Duplo jest od 2 roku życia. Łącząc elementy ze sobą Miecho zrobił coś naprawdę niesamowitego!

Poranek w aucie

  • Dziewczyny, wsiadać do auta, bo się spóźnimy!
  • Już mamo, już.
  • Podać Ci blok, Łucza?
  • Już sobie sama wzięłam.
  • Czy wiecie może w jaki sposób Mieszko zrobił sobie siniaka na policzku? Halo! Łucza, co malujesz?
  • Kolorowe koła.
  • A pograsz ze mną w zadawanie pytań?
  • Tak. Ja pierwsza. Już sobie pomyślałam. Pytaj.
  • Czy to jest chłopaka czy dziewczyna?
  • Dziewczyna.
  • Czy chodzi z Tobą do przedszkola?
  • Nie.
  • Czy jest z naszej rodziny?
  • Tak.
  • Jakie ma włosy?
  • Złote.
  • Czy mieszka w naszym domu?
  • Tak.
  • Czy jest młodsza od Ciebie?
  • Nie.
  • Dziękuję kochanie, za te złote włosy :))

<><>

Muszę sobie gdzieś zapisać numer farby do włosów, więc pozwólcie, że zrobię to tu 🙂 Wszędzie mi to zginie, a tu korzystając z wyszukiwarki zawsze będzie. Będę sobie to updatować i stworzę taką własną bazę. Celem jest kolor złoty, więc co zamówienie zamawiam inne.

Tagi: farba do włosów, farby, kolor, farbowanie, Marijel, włosy, farbować

9,03 – dobry. Lepiej wychodzi jeśli wcześniej były rude lub ciemny blond, bo na po-letnie białe jest trochę za jasny.

10 – dobry, a nawet świetny. Na odrostach idealny. Reszta powinna  być ciut ciemniejsza, ale to wina zbyt jasnego spodu. Uwaga na zaś: rzucić mocniejszy kolor jako kolejny.

Wspomnienia są po to by je idealizować

W rodzinie Krzycha mężczyźni rywalizowali slajdami. Każdy robiąc zdjęcie przestawiał rodzinę, zanim nacisnął migawkę. Potem długie klisze były cięte i lądowały w plastikowych ramkach. Lutka strasznie o to ściagała. Że wszyscy mają zdjęcia i nawet nie ma jak gościom pokazać. I w połowie ’80 wywalczyła, że przestawił się na zdjęcia. Z tego okresu mamy niedużo fotografii. Może ze 4 albumy na 10 lat. Enerdowskie ORWO miało tendecję do blaknięcia, więc przeglądając zdjęcia wszystko jest rozmyte.

Ostatnio będąc u rodziców wygrzebałam jeden z kartonów ze slajdami. Żywe kolory i mnóstwo wspomnień. Krzycho taki figo-fago w czarnej skórzanej kurtce, Lutka w jakiejś zwiewnej kiecce i mnóstwo nas: ja jako taka mała pyza w futerku z królika, dwa (to my) chude dzieciaki, które stojąc w wodzie robią konkurs na wciągnięty brzuch albo mój brat w biegu.

Ważne są wspomnienia. Robię przegląd w wakacyjno-jesiennych zdjęciach i przygotowuję co wrzucić na papier!

Miejsce dla Mikołaja

Łucja ostatnio mi wyznała:

  • Tata, nie ma racji, że mamy ZA dużo zabawek…
  • No tak zupełnie mało to nie macie…

A wszystko w obliczu nadchodzących Świąt prezentowych… Więc dzisiaj zabrałam się za przegląd tego co jest. Załadowałam worek wielkości tego zewnętrznego kubła na śmieci i trochę jakby widniej 😉 Poleciały kolejne lalki, kilka kilogramów zabawek z Maca, stara karuzelka nad łóżeczko i parę zupełnie nie używanych pluszaków. Najbardziej zależało mi na wielkiej głowie lalki, którą się maluje i która jest makabryczna. Stoi zapomniana, więc może komuś innemu sprawi przyjemność.

Kolejne czystki za pół roku. Mam w planach pozbyć się wtedy maty edukacyjnej, kilku grzechotek i może jeszcze czegoś? Miejsce jakby nie było jest, wiec Mikołaju przybywaj! :))

A-ta-ta!

Pogoda jaką mamy na dworze nazywam kisielową. Zrobiliśmy podejście spacerowe, ale zimny wiatr nas szybko cofnął.

  • Mamo! Ja będę Ci czytać jak się robi kisiel!
  • Czytaj Łucza.
  • Trzeba wsypać, zagotować wodę i mieszać minutę!
  • I to wszystko?
  • Tak.
  • No to zrobione.
  • Jak szybko się robi kisiel!
  • Jak będziesz wracała sama ze szkoły to sama będziesz mogła sobie robić kisiel.
  • A kiedy to będzie?
  • Jak będziesz sięgać do górnego zamka. Będziesz otwierać sobie drzwi i robić kisiel. A ja będę się na Ciebie denerwować: Łucja, znowu jadłaś kisiel! Chcesz mieć dużą pupę!?
  • O tak! Chcę żeby to już było dziś :))

<><>

Ważne, bo jeszcze o tym nie pisałam. Miecha pierwsze słowo-sylaby to A-ta-ta 🙂 I nie doczekałam się, żeby któreś zaczęło od mamy :)))

Szeptem wyznanie

  • Cześć mamuś,
  • Cześć,
  • Dzwonię bo zaraz wychodzimy na urodziny i wieczorem nas nie będzie.
  • My też wychodzimy. Dziewczyny w sukienkach?
  • Tak. Zapomniałam Ci wczoraj powiedzieć, że jak spóźniłyśmy się do przedszkola i Lila weszła do swojej sali, to dzieci zaczęły krzyczeć: Lila, Lila!  🙂
  • Czyli już ją rozpoznają?
  • Dokładnie. I nawet pomimo tego, że logopeda napisała w ocenie, że aparat mowy trudno ocenić bo mówi za cicho, z dziećmi nawet się dogaduje.
  • Tak napisała?
  • Tak. Panie też zresztą mówią, że ona mówi tak cichutko, że muszą się domyślać, co ona chce.
  • Ale śpiewać potrafi głośno?
  • O tak! I dziadkowi wyznanie też zrobiła na tyle głośno, że usłyszał.
  • No mówił mi, mówił. Strasznie się wzruszył.
  • Bo ona tak ni z tego ni z owego powiedziała do słuchawki: Kocham Cię dziadziuś 🙂 I sama się zawstydziła bo mi oddała słuchawkę od razu :))

Dieta pana M.

  • Śniadanie I (przed przedszkolem sióstr): kawałek buły lub herbatnika
  • II śniadanie (po odwiezieniu sióstr): jogurt bałkański (świetny patent Akaszy) z miodem i/lub syropem klonowym.
  • III śniadanie (po spacerze): parówka
  • Antree przed obiadem: kasza. Kupiłam ostatnio u dziadków na rynku kaszę gryczaną. Babka sama mnie zachęciła. Pani weźmie, wczoraj łuskaliśmy. Ta kasza to poezja. Rozpuszcza się jak masło, gotuje się ją w 5 minut i nie ma silnego posmaku gryki dostępnej w sklepach, chociaż za kilogram zapłaciłam tyle samo!
  • Obiad – jest problematyczny, bo przestaliśmy jadać zupy. Czasem rosół wejdzie, pod warunkiem, że kurczak pływa po środku talerza. Na ogół więc dostaje to co siostry. Czyli szwedzki stół i je sam. Kotlety w jednym rogu, ziemniaki w drugim, kukurydza w trzecim, marchewka z jabłkiem w czwartym. Blat stolika myję potem w zmywarce.
  • Wczesna kolacja: chrupki, pałeczki kukurydziane, jabłko.

Potem zasypia… Się je to się wygląda! 🙂

<><>

Ze względu na weekendowe okoliczności towarzyskie potrzebowałam kupić zabawki dla trójki dzieci. Po przedszkolu zrobiliśmy więc sobie z Miechem wycieczkę do szwedzkiego sklepu. Wiecie jakiego. Uwielbiam kupować tam zabawki. Tym razem pojawiła się nowa seria. Cyrk. Rewelacyjna. Namioty cyrkowe, do których dzieci mogą się chować, pacynki w klauny, czarne welurowe kapelusze z których wyciąga się białe zające, wielkie maskotki- konie w strojach cyrkowych i wytatuowane tygrysy podnoszące sztangi, pajacyki w spiczastych czapeczkach i grzechoczące myszy z bębenkami na brzuchach. Coś mi się zdaje, że dziewczyny odwiedzi Mikołaj z cyrkowymi gadżetami!

Na deszcze niespokojne

Jestem w stanie zrozumieć, że dziewczyn nie rozróżniają. Ja sama jak widzę jednopłciowe rodzeństwo muszę chwilę pomyśleć. Albo, że nie pamiętają, albo mylą imiona. Nic częstszego. Samej mi się zdarza. Ale niektórzy rodzice mnie rozwalają. Jest np.mamuśka z którą mijamy się parę razy w tygodniu w przedszkolu. I dzisiaj w sklepie traf chciał, że stanęła za mną, więc wypadało, żebyśmy chwilę pogadały. I co słyszę? Oooo, urodził się w końcu?! Jaki duży?! No przecież ludzie, chłop ma prawie 10 miesięcy, na wakacje już opalałam się w bikini, a ona, że on się dopiero urodził??

Różowy prince dostał na jesień kombinezon po Łucji. Akurat zanim się zima zacznie to może w nim chwilę pochodzić. Choć na styk jest, to przed listopadowymi wiatrami dobrze będzie go chronił!

W oczekiwaniu na kolejny sezon lubianych przez nas seriali odkryliśmy dwa inne godne polecenia. Wszystkie z tych na które czekamy kończą się pod koniec grudnia, albo już w styczniu. Pierwszy będzie kompletny Boardwalk Imperium, potem Dexter, potem Chuck, a  na końcu Fringe. Te dwa nowe to:

  • Falling Skies– wszystko co lubiliście w Walking zombie tu jest, a nie ma tandety V. Ludzkość parę miesięcy po inwazji obcych.
  • Terra Nova – ludzkość, która cofa się do epoki dinozaurów, bo czasy teraźniejsze nie  nadają się do życia. Coś pomiędzy Aviatorem (wszystko nowe i obce) a Jurassic Parkiem (agresywne dinozaury).

Dzień Zaduszny

Czytam teraz wspomnienia (мемуар) o Lilianie Łunginej. Książkę dostałam od Krzycha, i chociaż od dawna nic w języku carów nie czytałam, to nawet jakoś mi idzie. Raz na parę dni biorę i mija kolejnych kilka stron. Ona była filologiem, tłumaczem, a jej życie przypadło akurat na wszystkie ważne w Rosji przełomy. Podoba mi się jak pamięta rodziców. Mamę nazywa typem prazdnicznym. Że męczyła ją codzienność, ale uwielbiała święta i przyjęcia. Wymyślała menu, układała je w wierszyk, goście przychodzili, pożerali wymyślne potrawy, a ona żyła była szczęśliwa i wymyślała koleje scenariusze spotkań. Ja na pewno jestem takim typem, ale wydaje mi się, że wiele kobiet nim jest. Te święta i uroczystości to przerywnik, który ubarwia rutynę życia.

Ciekawie mówi o relacji dziecko-przodkowie… Że jak jesteśmy nastolatkami to historia nas nie specjalnie zajmuje. Samo myślenie o rodzicach to wspominanie czasów zamierzchłych, ale im jesteśmy starsi tym częściej patrzymy do tyłu i zastanawiamy się jakimi rodzicami byli nasi rodzice, jakimi dziadkami byli nasi dziadkowie i pradziadowie. Pojawia się w nas pewna mądrość i zgoda na czerpanie rad od starszych.

Moja wiara jest czymś takim mało spójnym. To zlepek różnych doświadczeń, idei i zasad. Ma to nazwę religia, ale jest dużo bardziej osobiste, mocno zmodyfikowane i pewnie fragmentami heretyczne. Pamiętam siebie wczesno-nasto. Na Wszystkich Świętych stałam przy grobach i się modliłam. Start! Skończone. Inni jeszcze stoją? To klepnę te Zdrowaśkę raz jeszcze, żeby nie było za szybko. Teraz z TYMI w grobach rozmawiam. Wyłuszczam im coś, a czasem o coś proszę. I oni mnie wysłuchują. Wiem o tym na pewno.