- A co dzisiaj będziemy robić?
- Dzisiaj idę na randkę z tatą Łuczku.
- A co to jest randka?
- Randka to taki spacer, kiedy ja i tata będziemy chodzić i rozmawiać o miłości.
- A co będzie z nami?
- Wy pojedziecie do babci Krysi. Może być?
- Tak.
Czas jakiś temu, podpierając się naukowymi gniotami, mój brat wygłosił teorię, że para jest najszczęśliwsza do momentu pojawienia się pierwszego dziecka. Szczyt wzajemnego oddania osiągają na chwilę przed pojawieniem się potomka, a potem wszystko zaczyna gwałtownie spadać. I dopiero po osiągnięciu pełnoletności dziecka ma szansę na regenerację. No i mówię NIE tej teorii. Na pewno przy dzieciach „dorośli” przestają się koncentrować tylko na sobie. Myśleć, dbać i zabiegać. Aleeee, ponieważ miłość się nie dzieli a mnoży, można stworzyć coś wyjątkowego.
Dziś byliśmy na randce :)) Tak na dwie godziny. Program wybrałam ja. Kino uznałam za mało rozwojowe, bo co nam przyjdzie z siedzenia w ciemnej sali. Poszliśmy więc na wystawę, zahaczając po drodze o maca. Wystawa nas ubawiła. W jednej sali była taka instalacja, że leciały z wyświetlacza filmy. Po lewej był gotujący się groszek, po środku męska pacha, a po prawej śpiący pies :)) Fajnie było. W ogóle dzień nam taki intensywny wyszedł. I odkryłam, że Diabli chociaż się przed tym broni, ma zadatki na hurtownika, tak jak ja 🙂 Za tydzień repertuar wymyśla on! 🙂


