Randka 39

  • A co dzisiaj będziemy robić?
  • Dzisiaj idę na randkę z tatą Łuczku.
  • A co to jest randka?
  • Randka to taki spacer, kiedy ja i tata będziemy chodzić i rozmawiać o miłości.
  • A co będzie z nami?
  • Wy pojedziecie do babci Krysi. Może być?
  • Tak.

Czas jakiś temu, podpierając się naukowymi gniotami, mój brat wygłosił teorię, że para jest najszczęśliwsza do momentu pojawienia się pierwszego dziecka. Szczyt wzajemnego oddania osiągają na chwilę przed pojawieniem się potomka, a potem wszystko zaczyna gwałtownie spadać. I dopiero po osiągnięciu pełnoletności dziecka ma szansę na regenerację. No i mówię NIE tej teorii. Na pewno przy dzieciach „dorośli” przestają się koncentrować tylko na sobie. Myśleć, dbać i zabiegać. Aleeee, ponieważ miłość się nie dzieli a mnoży, można stworzyć coś wyjątkowego.

Dziś byliśmy na randce :)) Tak na dwie godziny. Program wybrałam ja. Kino uznałam za mało rozwojowe, bo co nam przyjdzie z siedzenia w ciemnej sali. Poszliśmy więc na wystawę, zahaczając po drodze o maca. Wystawa nas ubawiła. W jednej sali była taka instalacja, że leciały z wyświetlacza filmy. Po lewej był gotujący się groszek, po środku męska pacha, a po prawej śpiący pies :)) Fajnie było. W ogóle dzień nam taki intensywny wyszedł. I odkryłam, że Diabli chociaż się przed tym broni, ma zadatki na hurtownika, tak jak ja 🙂 Za tydzień repertuar wymyśla on! 🙂

Jak zrobić kolaż?

Chciałam Wam polecić jeden program. Zabrałam się za to robienie kalendarzy dla dziadków. I po raz kolejny zabrakło mi umiejętności robienia kolażu. Wiem, że na gogiel picassa można, ale z różnych względów tam tego nie chciałam robić. A potrzebowałam zrobić okładkę ze zdjęć, które mi nie weszły do środka.

I znalazłam super program, którym bawiłam się wczoraj cały dzień. Co najważniejsze nie zmniejsza zdjęć, więc robisz kolaż, a potem spokojnie możesz to powiększyć do formatu A3. Program nazywa się Photoscape i można pobrać go chociażby stąd.

Okładka kwiatowego kalendarza dla babć :))

Małokakarpacki Szlak Wina

Dziś skoro świt mieliśmy ruszyć na winobranie do Słowacji. Ostatni raz byliśmy tam jesienią 2008. Pożyczyliśmy nawet łóżeczka turystyczne od dziadków. Wszystko było nagrane, dziś i jutro winnice są otwarte, mieliśmy chodzić, próbować i kupować 🙂 Winobrania to świetny pomysł na późnojesienną wycieczkę. I chciało się nam przerwać tą listopadową szarzyznę paroma dniami jakiejś atrakcji.

No ale, jak już wiecie Miecho położył nasze plany. Właściwie to już jest zdrowy, ale podróż autem o tej porze roku jest trudna. W aucie wszyscy poubierani, ciepło, ale raz po raz otwierane są drzwi i zimne powietrze wdziera się do środka. Przesuwamy więc rodzinny wyjazd na później! 🙂

<><>

Wczoraj na balet z dziewczynami poszedł tatin. Też jest zachwycony. Martwił się, że jego Łucja wykazuje małe zainteresowanie baletem, ale jak zobaczył jej zapał to się uspokoił.  Baa, nawet uznał, że zbyt ambicjonalnie do tego podchodzi! Za to Lila jest zainteresowana głównie sobą. I Łucją. Jak zginały palce u nóg siedząc w kółeczku, to Lila jako jedyna siedziała w środku. Naprzeciwko siostry :))

zbereźnie o świętym ;)

Grrr… Cały wielgachny wpis mi zjadło. A tak się naprodukowałam o przemianach w życiu i blogerkach :/ No dobra, to o czymś innym. Czujecie święta? Na początku listopada je ignoruję. Wchodzę do sklepu i zapełniające się bombkami półki są dla mnie przesadą. Potem czas leci i nawet nie wchodząc w ten sklepowy zakątek (a bez Lili jako stały element wózka to łatwiejsze niż rok temu o tej porze) po leżące obok książeczki i gazety, zaczynam je czuć. Czy to pogoda, czy myślenie o prezentach, o gotowaniu, czy też szykowanie kalendarzy dla dziadków?

Wczoraj postanowiłam, że muszę sobie zrobić płytkę z piosenkami. Taką nie kolędową, bo na tą nastrój mam dopiero w połowie grudnia, ale taką lekko- świateczną. Takie bym tam wepchęła hity jak I saw mummy kissing Santa Claus. Ale śpiewaną koniecznie przez Teresę Brewer. Btw. mam nadzieję, że też uda mi skraść buziaka Mikołajowi przy podkładaniu prezentów :))

Robię pulpety na obiad. Wyjątkowo dodam dziś do nich czosnek obok cebuli. Krzycho przywiózł nam kilka główek pysznego czosnku (zimowa odmiana) i dodaję go do wszystkiego 🙂 Wiem, że szkoła włoska wyklucza w jednej potrawie cebulę i czosnek, no ale skoro lubię jedno i drugie? :))

Początek

Łucja zaczęła chodzić do przedszkola w butach z wkładkami. Te wkładki są ogromne, trzeba było kupić nowe kapcie, o dwa numery większe i też takie typu ortopedycznego, na rzepy, bo ona ma wąską stopę, więc żeby ją dokładnie objęły i noga nie latała. Buty zewnętrzne też trzeba kupić nową parę, bo nie dość, że wkładki szerokie to jeszcze wysokie. :/

Jakby nie było Łucza chodziła przez parę dni w nich w domu i wczoraj poszła do przedszkola. Panie zostały poinstruowane, że nowe buty mogą ją obcierać i jeśli to się zdarzy to w szafce są stare kapcie i niech zmieni na nie. Bardzo jest tym przejęta, więc dużo o tym rozmawiamy.

  • Łuczku, czy podobały się dziewczynom Twoje nowe kapcie?
  • Tak. Tylko chłopakom nie pokazałam.
  • Ale dziewczynom się podobały?
  • Tak. Ale nie powiedziałam im, że mają badawcze wkładki.
  • Nie musisz mówić. Dzięki tym wkładkom, których na wiosnę już nie będziesz potrzebować, będziesz chodziła jak Barbie!
  • Naprawdę?
  • Tak! Przyzwyczaisz się do innego stawiania stopy i jak będziesz szła to tak jakbyś płynęła… Ja tak nie potrafię.
  • Dlaczego nie?
  • Bo jak byłam mała to nie było takich super wkładek! Nie było też aparatów na zęby. Czasami dzieci takie mają.
  • A ja nie mam?
  • I raczej nie będziesz miała. My z tatą mamy równe zęby, więc Wy też pewnie będziecie mieć równiótkie.
  • Ja mam ładne ząbki.
  • Tak. Bardzo ładne.
  • Mamo, potrzebuję nową pastę do zębów do przedszkola.
  • Ok. Tamta już się skończyła?
  • Tak. Szybko ją skończyłam. Może ja za dużo nakładam?
  • Na pewno nie. Po prostu Twoja pasta jest taka super, że wszyscy chcą nią myć zęby.
  • Tylko dwóch chłopaków.
  • No widzisz. Nie ma sprawy – kupimy nową. Nakleimy na nią gwiazdkę, żeby wszyscy wiedzieli, że to Twoja pasta.

Mordercza bagietka i przepis na naleśniki

Raz na jakiś czas robię Lutce wyrzuty, że nie nauczyła mnie jakichś kucharsko-gospodarczych trików. Pamiętam jak na studiach starsza pani u której mieszkałam mówiła mi jak odkładać pomidora w lodówce, żeby nie wysychał. Ostatnio na jednym blogu, i to wcale nie kucharskim, wyczytałam, że rosołu nie należy przykrywać, bo się robi paćka. A istotą rosołu jest klarowność. Tyle lat rosół mi nie wychodził, bo zabrakło jednej małej porady… Mamuśka nie robi tego w złej wierze, po prostu nie uważa, że jest to jakaś wiedza warta przekazywania.

Tym niemniej jednak powiedziała mi (zupełnie przypadkiem) o swoim patencie na naleśniki. Otóż smaży naleśniki na słoninie. I nareszcie mi wychodzą! Cienkie, nietłuste i okrągłe.

<><>

Mieszko ma swoją pierwszą szramę. Nie wiem czy mu zostanie, ale spora jest, więc może być. Przypomnijmy, że Łucja ma mini- ślad na wardze (efekt molestowania kota i blizna to ślad po znaku pazurami 111 na jej buzi), Lilka ma też ślad na wardze (konfrontacja z metalową nogą od łóżka) a Miecho ma ślad na brodzie, gdy wbił sobie w twarz…. bagietkę ;))

Jest taki film z Harrisonem Fordem, kiedy w sytuacji Intimate (PO), ona głaszcze go po twarzy i pyta:
-Skąd masz tę bliznę na brodzie?
Wtedy on opowiada barwną i dramatyczną historię o tym jak bronił honoru swojej dziewczyny jako nastolatek… Ona z niedowierzaniem patrzy na niego, on wzdycha i puentuje:
-Tak naprawdę uderzyłem się o sedes.

Przenieśmy się teraz do 2031 roku, kiedy mój zjawiskowy syn leży obok nieprzyzwoicie pięknej kobiety. Ona go głaszcze po policzku i pyta:
-Skąd masz tę bliznę?
A on jej odpowie:
– Wbiłem sobie w twarz bagietkę jak miałem 10 miesięcy.

I co źle brzmi? 🙂

Emeryci na zakupach

Podejrzane na zakupach:

On wisi na wózku. Niby ocean spokoju, ale wszyscy wiemy, że jeśli Ona zaraz nie wyjdzie z nabiału On zacznie krzyczeć. A ona musi wybrać ser na sernik. W końcu wybiera… Przychodzi do niego z dwoma kubełkami:

  • Ten jest to 5,50, a ten za 6,20. Ale jest go o 50 gram więcej. To, który wziąć?

On myśli. Chyba przelicza… Ale ona podejmuje decyzję za niego:

  • Wezmę oba :)))

<><>

Do ekipy „zachorowanych” dołączyłam ja. Ale nie jest źle. Zajmuje się mną mąż i wszyscy są tacy przejęci:) Co prawda kurowana jestem tymi jego ukochanymi metodami jak czosnek i cebula, ale i tak jest to urocze:))

Misja R_O_D_Z_I_C

Chwilę przed narodzinami Łucji chodziliśmy na szkołę rodzenia. Chłonęliśmy głoszoną tam wiedzę jak gąbki. Ale nie bardzo rozumiałam zajęcia z psychologii. Młoda babka zamiast mówić nam o tym jak psychicznie przeżyć poród i późniejszy baby blues, prawiła nam o tym, żeby wyrywać się na godzinne randki jak dziecko już się urodzi. Referowałam to Lutce, a ona przytakiwała: Też coś? Randki? Szczególnie się chce.

Minęło kilka dzieci później i ta rada wydaje mi się na wagę złota. Dzieci są ważne. Dzieci są najważniejsze, ale to dzięki nam są. I to my mamy być szczęśliwi, bo i one będą szczęśliwe. Czy to za sprawą hormonów, czy czegoś innego łatwo nam kobietom przełączyć się na Misję Rodzic. Jest taki film z Hugh Grantem, gdzie są losy różnych par. W rodzinie z trójką super dzieciaków żona odkrywa przed świętami, że on ma w kieszeni naszyjnik. Ale jest tym zakręcona! A później się okazuje, że to nie dla niej. Że ona dostała tomik wierszy, o którym zawsze marzyła.

Nie chodzi o to, że chodzimy po domu w dresie. Bo chyba czasy nie to, że ktoś chodzi. Chodzi o to, że musimy się stale zdobywać i zakochiwać się w sobie. Że wiele nas łączy, ale że musimy sprawić by fascynacji nie zabrakło. Wdrożyliśmy świeczki do wieczornego oglądania serialu i złożyliśmy obupólne deklaracje o sprawianiu sobie niespodzianek.

Różnie było ostatnimi czasy u nas. Jakby nie było podjęliśmy też decyzję o wspólnych randkach. Raz w tygodniu wyrwiemy się bez dzieci na coś. Na wystawę, do kina, do knajpy albo na spacer. A kiedyś może i na wspólną wycieczkę. Tak na 3 dni. Pierwsza 2-godzinna randka miała być dziś, ale dzieci (ach te dzieci) choróbskami położyły nasz plan. Właściwie to nie położyły, ale przełożyły o tydzień! Obiecuję! 😀

Byle do kwietnia

No i się rozłożyliśmy. Pierwsza była Lila. W środku środowej nocy objawiła się w naszej sypialni z wysoką temperaturą. Syropek i dzień przerwy od przedszkola i pomogło. W czwartek po balecie niewyraźna była Łucja. W piątek sikała co 15 minut. Zwiększyłam ilość warstw na dziecku. Rajstopy + spodnie + sweterek, a na dokładkę napoje i kisiel żurawinowy. I dziś już jest w miarę. Za to od wczoraj wieczór do ekipy dopiął się Miecho. 40 stopni i zbijanie. I znowu 40. I zbijanie. i tak w kółko. Tu też mam nadzieję, na poranny przełom.

A żeby nie było tak mało radośnie, wkleję Wam piosenkę, którą mi na fejsie znajomy polecił. Do przebudzenia meża :)) Jeśli dzisiaj nadal będzie senny, to warto mu zanucić „Teach Me Tiger” April Stevens ;)))

Ziiiimno!!!!

Tak sobie patrzyłam na parady i obchody w tiwi i zdałam sobie dziś sprawę, że ze wszystkich masowych aktywności je chyba lubię najmniej. Festyny, pikniki, festiwale tak, ale stać i patrzeć na symetryczne marsze to nie moje klimaty. W 2014 dobrze wypada 11 listopada. We wtorek. Środek tygodnia, więc w pociągach będą luzy. Trzeba wtedy się wybrać do Poznania na rogale. Całą rodziną!

<><>

  • Mama, zadawaj mi zagadki o dom!
  • Ok Łucza. Powiedz mi co to jest komputer?
  • Komputer służy do kupowania i do pracy. Czasem można na nim grać.
  • Yyyy… Co to jest garaż?
  • Garaż to takie miejsce gdzie trzymamy rzeczy jak nam się nie mieszczą w domu.
  • A co to jest tapeta?
  • Tapeta służy do ozdabiania dziecinnego pokoju!
  • Aaaaa… Szlafrok?
  • Szlafrok używamy jak chcemy pójść na dół oglądać telewizję a jesteśmy już w piżamie.

Jak to się widzi życie wyraźnie, jak dziecko to podsumuje :))