zbereźnie o świętym ;)

Grrr… Cały wielgachny wpis mi zjadło. A tak się naprodukowałam o przemianach w życiu i blogerkach :/ No dobra, to o czymś innym. Czujecie święta? Na początku listopada je ignoruję. Wchodzę do sklepu i zapełniające się bombkami półki są dla mnie przesadą. Potem czas leci i nawet nie wchodząc w ten sklepowy zakątek (a bez Lili jako stały element wózka to łatwiejsze niż rok temu o tej porze) po leżące obok książeczki i gazety, zaczynam je czuć. Czy to pogoda, czy myślenie o prezentach, o gotowaniu, czy też szykowanie kalendarzy dla dziadków?

Wczoraj postanowiłam, że muszę sobie zrobić płytkę z piosenkami. Taką nie kolędową, bo na tą nastrój mam dopiero w połowie grudnia, ale taką lekko- świateczną. Takie bym tam wepchęła hity jak I saw mummy kissing Santa Claus. Ale śpiewaną koniecznie przez Teresę Brewer. Btw. mam nadzieję, że też uda mi skraść buziaka Mikołajowi przy podkładaniu prezentów :))

Robię pulpety na obiad. Wyjątkowo dodam dziś do nich czosnek obok cebuli. Krzycho przywiózł nam kilka główek pysznego czosnku (zimowa odmiana) i dodaję go do wszystkiego 🙂 Wiem, że szkoła włoska wyklucza w jednej potrawie cebulę i czosnek, no ale skoro lubię jedno i drugie? :))