Łucja zaczęła chodzić do przedszkola w butach z wkładkami. Te wkładki są ogromne, trzeba było kupić nowe kapcie, o dwa numery większe i też takie typu ortopedycznego, na rzepy, bo ona ma wąską stopę, więc żeby ją dokładnie objęły i noga nie latała. Buty zewnętrzne też trzeba kupić nową parę, bo nie dość, że wkładki szerokie to jeszcze wysokie.
Jakby nie było Łucza chodziła przez parę dni w nich w domu i wczoraj poszła do przedszkola. Panie zostały poinstruowane, że nowe buty mogą ją obcierać i jeśli to się zdarzy to w szafce są stare kapcie i niech zmieni na nie. Bardzo jest tym przejęta, więc dużo o tym rozmawiamy.
- Łuczku, czy podobały się dziewczynom Twoje nowe kapcie?
- Tak. Tylko chłopakom nie pokazałam.
- Ale dziewczynom się podobały?
- Tak. Ale nie powiedziałam im, że mają badawcze wkładki.
- Nie musisz mówić. Dzięki tym wkładkom, których na wiosnę już nie będziesz potrzebować, będziesz chodziła jak Barbie!
- Naprawdę?
- Tak! Przyzwyczaisz się do innego stawiania stopy i jak będziesz szła to tak jakbyś płynęła… Ja tak nie potrafię.
- Dlaczego nie?
- Bo jak byłam mała to nie było takich super wkładek! Nie było też aparatów na zęby. Czasami dzieci takie mają.
- A ja nie mam?
- I raczej nie będziesz miała. My z tatą mamy równe zęby, więc Wy też pewnie będziecie mieć równiótkie.
- Ja mam ładne ząbki.
- Tak. Bardzo ładne.
- Mamo, potrzebuję nową pastę do zębów do przedszkola.
- Ok. Tamta już się skończyła?
- Tak. Szybko ją skończyłam. Może ja za dużo nakładam?
- Na pewno nie. Po prostu Twoja pasta jest taka super, że wszyscy chcą nią myć zęby.
- Tylko dwóch chłopaków.
- No widzisz. Nie ma sprawy – kupimy nową. Nakleimy na nią gwiazdkę, żeby wszyscy wiedzieli, że to Twoja pasta.
