Raz na jakiś czas robię Lutce wyrzuty, że nie nauczyła mnie jakichś kucharsko-gospodarczych trików. Pamiętam jak na studiach starsza pani u której mieszkałam mówiła mi jak odkładać pomidora w lodówce, żeby nie wysychał. Ostatnio na jednym blogu, i to wcale nie kucharskim, wyczytałam, że rosołu nie należy przykrywać, bo się robi paćka. A istotą rosołu jest klarowność. Tyle lat rosół mi nie wychodził, bo zabrakło jednej małej porady… Mamuśka nie robi tego w złej wierze, po prostu nie uważa, że jest to jakaś wiedza warta przekazywania.
Tym niemniej jednak powiedziała mi (zupełnie przypadkiem) o swoim patencie na naleśniki. Otóż smaży naleśniki na słoninie. I nareszcie mi wychodzą! Cienkie, nietłuste i okrągłe.
<><>
Mieszko ma swoją pierwszą szramę. Nie wiem czy mu zostanie, ale spora jest, więc może być. Przypomnijmy, że Łucja ma mini- ślad na wardze (efekt molestowania kota i blizna to ślad po znaku pazurami 111 na jej buzi), Lilka ma też ślad na wardze (konfrontacja z metalową nogą od łóżka) a Miecho ma ślad na brodzie, gdy wbił sobie w twarz…. bagietkę ;))

Jest taki film z Harrisonem Fordem, kiedy w sytuacji Intimate (PO), ona głaszcze go po twarzy i pyta:
-Skąd masz tę bliznę na brodzie?
Wtedy on opowiada barwną i dramatyczną historię o tym jak bronił honoru swojej dziewczyny jako nastolatek… Ona z niedowierzaniem patrzy na niego, on wzdycha i puentuje:
-Tak naprawdę uderzyłem się o sedes.
Przenieśmy się teraz do 2031 roku, kiedy mój zjawiskowy syn leży obok nieprzyzwoicie pięknej kobiety. Ona go głaszcze po policzku i pyta:
-Skąd masz tę bliznę?
A on jej odpowie:
– Wbiłem sobie w twarz bagietkę jak miałem 10 miesięcy.
I co źle brzmi? 🙂
