No i się rozłożyliśmy. Pierwsza była Lila. W środku środowej nocy objawiła się w naszej sypialni z wysoką temperaturą. Syropek i dzień przerwy od przedszkola i pomogło. W czwartek po balecie niewyraźna była Łucja. W piątek sikała co 15 minut. Zwiększyłam ilość warstw na dziecku. Rajstopy + spodnie + sweterek, a na dokładkę napoje i kisiel żurawinowy. I dziś już jest w miarę. Za to od wczoraj wieczór do ekipy dopiął się Miecho. 40 stopni i zbijanie. I znowu 40. I zbijanie. i tak w kółko. Tu też mam nadzieję, na poranny przełom.
A żeby nie było tak mało radośnie, wkleję Wam piosenkę, którą mi na fejsie znajomy polecił. Do przebudzenia meża :)) Jeśli dzisiaj nadal będzie senny, to warto mu zanucić „Teach Me Tiger” April Stevens ;)))
