przedwiośnie chyba

Szłam żwawo wczoraj na zebranie w szkole i przy mijanej uliczce dołączył do mnie inny żwawy rodzic. Wyskoczył z auta i od razu zagaduje:

  • Na zebranie?
  • Oczywiście.
  • Już 12 lat temu pracownice zwalniały mi się na zebrania w szkole. Że też cały czas nic innego nie wymyślili!
  • To fakt. Zebrania nigdy nie pasują.
  • Przecież można by zrobić video konferencję.
  • Niezłe. Technicznie dało by radę. Tylko o której?
  • Ok 20-stej.
  • O 20-stej to ja mam w domu rejwach. Może 21-sza? – zaproponowałam.
  • O 21-szej to już mam wolne.
  • To niech będzie ta 20-sta.

I zanim doszliśmy już wszystko ustaliśmy! A zebranie dobrze. Gdzieś kiedyś wyczytałam, że edukacja 1-3 jest nastawiona na dziewczynki, bo ważna jest estetyka i to ONE lubią ślaczki i staranność. Nie dane było mi wychowywać takie dziewczynki, a chłopiec który jest TERAZ, w tym momencie (chociaż jest od nic lepszy), też nie jest typem lubiącym wizualne szczegóły. Nic więc więcej o tym elemencie edukacji nie powiem. Aaale, jestem zachwycona ilością programów, które są teraz w szkołach uruchamiane. Mieszko będzie miał przesiewowe badanie słuchu (Liliana też je miała i one akurat JEJ wychodzą średnio) i ruszają dodatkowe zajęcia wspierające rozwój. Zapisałam Mieszka na zajęcia teatralne, jeśli się dostaniemy, napiszę coś więcej.

<><>

Poranne bieganie. Strasznego mam ostatnio smarka, ale jak tak pobiegałam po lesie to jakby lepiej. Dziś jeden gość miał urodziny, więc razem z kawą były ciasteczka.

a za 2 tygodnie, w czwartek, kolejny powód do świętowania :)

Klarensa nie było przez pięć dni (już jest). Balował, lutował (-ował tak jak marc-ował) i się zapomniał. Ja też nie zawsze jestem, więc wzięłam saszetki i poszłam do sąsiadów. I rozmawiam z sąsiadem:

  • Gdyby mój Klarens przyszedł do Was, to zostawię Wam saszetki… Żeby nie objadał Waszych kotów!
  • Jak Ty go nazywasz?
  • Klarens. Wiesz, ten biało-czarny.
  • My go inaczej nazywamy.
  • Jak?
  • Justynian.

Ha, ha :DD Też pasuje do mojego kociego cesarza 🙂

<>

Łucja jak wczoraj zobaczyła fotkę MOJEJ kawy z serduszkami z różowej czekolady BARDZO pozazdrościła. JA też, w sumie, chciałam im pokazać te serduszkowe szaleństwo w galerii handlowej, więc pojechaliśmy! WIDZIELIŚMY kolejki do każdej możliwej knajpy, czy to pizza hut, sfinks, czy coś lepszego, stanowiska z czerwonymi kwiatami i balonami -> zarejestrowaliśmy mnóstwo par z różami i balonami, szliśmy w tunelu poprzyklejanych wszędzie serc, ale system rozwalił jeden gość… Szedł ze swoją dziewczyną. Taką filigranową, długowłosą szatynką. Ona niosła różę i balony. A on… On niósł jej MISIA. Miś był JEJ wielkości i na łapkach miał naszyte wielkie serca :)) Przy nim każdy inny facet w galerii wypadał słabo. I myślę, że wszyscy, którzy go mijali byli na niego wściekli :)) Widziałam również jak wręczano róże na powitanie i jak jedna babka chciała wciągnąć swoją drugą połowę do sklepu z bielizną, lecz on się wściekł :)))

Żeby było śmieszniej, w kinie (bo dopiero wczoraj dotarliśmy jednak na film o klockach), Lila spotkała swoją ulubioną koleżankę z młodszym bratem! Bo ich tata zabrał. Bez obaw zostawiłam mu do kompletu MOJE maluchy i poszłyśmy we dwie z Łucją oglądać ten Walentynkowy obłęd!

Niżej macie dwie fotki. Łucję, która robi fotkę swojej kawy na swoje insta :)) btw. rekordowa dla niej ilość zdobytych serduszek, oraz nasze wejście do domu. Znalazłam neon LOVE i wspaniale się komponował przed domem tuż obok podsuszonej kolendry 😉

Zawaleni SERDUSZKAMI!!!

Na jednej stronie którą obserwuję było pytanie: jak INACZEJ, w TRZECH słowach, powiedzieć I LOVE YOU? Bardzo fajne rzeczy ludzie wpisali! I have bacon/ You look skinny/Take a nap/I brewed coffe/I made breakfast/I bring sushi/Come for dinner/You win lotto/Bills are gone/House is clean/You look beautiful…. Bo czułość i uczucia w wielu rzeczach się przejawiają! 🙂

U góry macie Walentynkę jaką z rana przyniósł mi Mieszko 🙂 U dołu kawę, na której dziś spotkałam się na chwilę z babcią oraz kostki miłości ze stony 😉 Przaśne są, NIE kupowałam, ale miło, że ktoś takie coś wrzucił do asortymentu i chce te pary rozruszać 🙂 Na naszym gminnym lodowisku zakochani wchodzą dziś za darmo, pod warunkiem, że przed wejściem na taflę się pocałują. Ach, i widziałam dziś dziewczynę, która szła trzymając unoszące się nad nią wielkie czerwone serce! Wspaniały, przesłodzony dzień! :DD

<><>

Zanim na nowo utoniecie w Walentynkowych memach i historyjkach (są naprawdę świetne w tym roku!!!) wrzucę Wam wyjaśnienie kartki od Mieszka. Btw. jeśli obserwujecie Łukasza Orbitowskiego w roli Czarnego Coacha to zabawnie mówił dziś o miłości. Tracisz siebie, tracisz pieniądze, tracisz czas i własną przestrzeń. Na szczęście druga osoba też to traci! Należy oczywiście spojrzeć na to z przymrużeniem oka, bo jego druga połowa jest wyjątkowa. To taka babeczka, która CZASEM nakłada turban (swój człowiek!) i znajomi mówią wtedy o nich: diva i ochraniarz.

  • Mamo, a jakie jest Twoje ulubione zwierzę?
  • Kura, Mieszko.
  • Kura? A może być kot?
  • Może.
  • A co lubisz jeść najbardziej?
  • Zupę.
  • A jakie jest Twoje ulubione słowo?
  • Subwertywny.
  • A jakieś prostsze?
  • Filiżanka albo podwieczorek.

przed 14-stym

  • Mamo, a kto mocniej się zakochuje? Kobiety czy mężczyźni?
  • Myślę Lila, że mężczyźni. Kobiety zawsze kochają kogoś jeszcze i to często mocniej. Dzieci, kota, psa, albo… siostrę.

Jutro Walentynki. Nie idźcie do kina bo będzie prawdziwe oblężenie, ale jak macie kogo zabrać na warsztaty kulinarne, albo do knajpy na specjalne menu dla dwojga to obowiązkowo (ja bym poszła!!!) Tu macie linka do fajnego artykułu, że Walentego obchodzono i u nas 🙂 W szkole u dziewczyn ruszyła poczta Walentynkowa. Wrzuca się tam kartki, a jutro dziewczyny z najstarszych klas przejdą przez sale i rozdadzą adresatom. Lila zrobiła rozkładaną kartkę dla swojej ukochanej Mai i pracuje nad kartką dla wychowawcy (wazelina), a Łucja przygotowała TRZY dla swoich BFF (Best Friend Forever).

Mieszko będzie robił Walentynki w szkole. Każdy wylosował jakieś inne dziecko i miał dla niego na lekcji (w tajemnicy) zrobić. Idea była taka, że nawet gdy wylosowało się kogoś kogo się nie lubi trzeba było coś MIŁEGO mu napisać. Np. że dzięki Tobie w klasie jest więcej chłopaków, albo wkleić wierszyk. Btw. Mieszko zarzekał się, że jak wylosuje Alę (coś mają na pieńku ostatnio, chociaż to była jego dziewczyna 🙂 napisze jej: Nie jesteś taka zła 🙂 I traf chciał, że ją wylosował! 😀

Hitem gadżetowym były u nas w domu piankowe serduszka, które można przecinać na pół i robić dwukolorowe. Całą paczkę dałam potem Mieszkowi do szkoły, więc muszę zamówić od my_frienda kolejną paczkę 🙂

na zieeelone!

Stałam w piekarni po pieczywo i podsłuchiwałam dwie dziewczyny przede mną. Jedna powiedziała do drugiej: Zrobiłam sobie wczoraj zapiekankę z pieczarkami i serem. I nie mogłam jej zjeść. Chce mi się już zielonego! Mi też się chce, więc wczoraj kupiłam banany oraz baby szpinak i zaczynamy sezon na zielone koktajle! Mam też NOWĄ patelnię i niech ona będzie projekt DOM na luty. Wiem, że banał, ale luty jest krótki, nic innego nie dojdzie! 🙂 Poprzednią spaliłam, a małe patelnie są nam potrzebne do jajek sadzonych, które dzieciaki jadają codziennie.

<><>

Schodzą meile z podsumowaniami pierwszego semestru w szkole i taką opisową ocenę dostał TEŻ Mieszko z dodatkowego angielskiego. Czytam w niej tradycyjne peany, że jest bardzo dobry i aktywny, oraz że pomimo tego, że chodzi na zajęcia tylko raz w tygodniu (a nie 2x jak reszta grupy – zajęcia z karate nachodzą się z tymi z angielskiego) jest w ścisłej czołówce uczniów. Duża w tym zasługa dodatkowej pracy w domu, którą widać że wykonuje. Laurkę przekazałam Lilianie, bo to ona uczy się z nim angielskiego 🙂 I w nagrodę, bo znowu nam się uzbierało punktów, zabieram dziś ich OBOJE do kina, na kolejny film o klockach :)) Ja w tym czasie, razem z Łucją, pójdę sobie na ciasteczko!

Kobiety nie powinny zbyt wiele oczekiwać od mężów. Potem zawsze będą rozczarowane

„Pikantne historie pendżabskich wdów”, od połowy książka nabiera tempa!

Gdy rano zadzwonił mi budzik (jakoś po szóstej), odkryłam, że przez te dwa tygodnie dzień się wydłużył… Bywało tak, że szłam z dziećmi do szkoły po ciemku, a tu już po szóstej jest teraz jasno! Obawiam się, że to już PO zimie i śnieżnych urodzin Mieszka ZNOWU w tym roku nie zrobimy. Trudno, zaproszenia użyjemy MOŻE za rok, a on zrobi rowerowe (po prostu z lekkim opóźnieniem).

Nowy tydzień zaczynam od szczepienia (odczulanie cd). Za tydzień jest ostatnia dawka w trybie cotygodniowym i mam wrażenie, że to będzie bardzo odczuwalna zmiana, jak zacznę przyjmować szczepionki tylko RAZ w MIESIĄCU. DZIŚ też zaczynamy gorsetowanie Łucji. Pierwszego dnia ma być 2 godziny i w ciągu tygodnia musimy dojść do 23h/dobę. Jutro spotykam się z wychowawczynią, żeby ustalić co z w-fem. Szkoła jest sportowa, w-f jest codziennie, a panna będzie ćwiczyła tylko raz w tygodniu, czyli wg NIE będzie klasyfikowana. Lecz bardzo mi zależy, że w ten jeden dzień kiedy mają dwa w-fy pod rząd ćwiczyła na drabinkach zalecone przez lekarzy ćwiczenia (w domu tego nie zrobi). W pozostałe dni z w-fem na razie ćwiczyć nie będzie, bo ona nie umie sobie NA RAZIE zdjąć i założyć SAMA gorsetu (do ćwiczeń ma być BEZ). Może jak to opanuje i przestanie się tego wstydzić będzie mogła też ćwiczyć w pozostałe dni?

Z miękkich spraw muszę podjechać na myjnię. Mam baaardzo brudne auto. Dwa lata, o tej porze roku, temu wrąbałam się w inny samochód przy cofaniu. Śnieg, kurz, brud dość skutecznie zaklejają widoczność!

niedzielna sjesta

Podobno czasem trzeba odpuścić. Nie ma lepszej lekcji życia niż umiejętność rezygnacji… No więc dziś rano zasłaniając się tym WIELKĄ prawdą, NIE pojechałam na biegowe spotkanie 🙂 Ale wróciłam wczoraj/dzisiaj późno, wstałam też późno, a przed mną kupka prania do prasowania. Chyba wybiorę trzeci sezon Detektywów do towarzystwa. No i potem jadę po dzieci. Męczą lektury. Łucja „W pustyni i w puszczy” i co chwila wykrzykuje: Ta książka jest strasznie rasistowska! I czyta mi fragment: Za arabskimi dziećmi zawsze latały chmary much… Lila cierpi nad „Chłopcami z placu broni”. I tu też refleksji około-czytelniczych jest sporo. Co to takiego był tej grajcar??! Ciastko kosztowało grajcara, a teraz kosztuje dwa grajcary i jest mniejsze. Czyli co? Cały dramat o to, że mu słodycze podrożały?! Najłatwiej ma Mieszko, który czyta książkę o tropieniu Wajraka. Jedyny skutek uboczny, to że rozpoznawał ślady na śniegu w puszczy (wyżej to wilk).

<>

Nie mam jeszcze fotek z wczoraj, więc wrzucę opis kolejnych zajęć, które miałam. TRZECIE z listy to były oczywiście… kolaże. Zawaliłam się tymi kolażami z każdej strony i podobają mi się coraz bardziej. Babki, które to prowadziły mają studio projektowe i robią kolaże do magazynów. Opowiadały o historii kolażu, że pierwsze kolaże były w prasie, gdy rysownik malował np.katastrofę pociągów, a nad nimi w chmurze dodawał Boga. Nasycał też cały obraz symbolami. Niesamowite. Miałyśmy opracowania słynnych kolażystów i mi najbardziej spodobała się współczesna babka, która ze starych playboyów robi manifesty feministyczne.

MY miałyśmy zrobić kolaże na temat DZIEWCZĘCYCH rytuałów. Każda dostała TRZY różne obrazki i trzy różne hasła. Ja miałam ornament, subtelność i linię. W tym tryptyku macie efekt końcowy, to jak wyglądały obrazki PRZED wraz hasłami, które tak sobie dopasowałam oraz prace wszystkich uczestniczek ułożone na stole.

Tu jeszcze ZOOM zrobiony aparatem w domu. Za najlepszy uważam ORNAMENT. Musiałam tę babkę biało-czarną przykleić na różnych poziomach, żeby było widać dłoń kobiety na bazie kolażowej. Bo w ten sposób ona żongluje. A podrzuca kuleczki z podziórkowanego koguta. Et voila! 🙂

I tu jeszcze taka ciekawostka. Brzęczę o tych kolażach od jakiegoś czasu i teraz ogarniając pokoje dzieci znalazłam, że ONE też sobie taki zrobiły :)) Chyba na kolejnych kartkach spróbujemy kolażu 😉

być kobietą, być kobietą

Kontynuując ambitny plan WYPEŁNIENIA wolnych dni pojechałam na specjalne warsztaty. Zawaliłam sobie dzisiejszy DZIEŃ tak, że bardziej już chyba się nie da! A jakby było tego mało dziś jeszcze idę na imprezę :0 I chętnie bym się z niej wykręciła, ale NIE bardzo jest jak, więc zmyłam makijaż, umyłam włosy i zaraz zacznę się szykować…

W połowie lutego odbywa się zawsze kilka fajnych wydarzeń związanych z kobiecością. Z kobiecym ciałem, z byciem kobietą i ciałopozytywnością. Wykłady, dyskusje, warsztaty i targi. Lubię, chodzę i UWAGA! Wzięłam dziś udział w CZTERECH warsztatach. O wszystkich Wam w kolejnych dniach będę opowiadać a dziś wspomnę o dwóch. Jedne to były zajęcia ceramiczne, na których miałyśmy robić broszki z biustami 🙂 Różne, różniaste, bo posiadanie tej części ciała jest fajne 🙂 Mogą być różne, większe, mniejsze, albo bardziej lub mniej symetryczne. Robiłyśmy je z porcelany i te które zrobiłam ja, będą do odbioru za dwa tygodnie.

Drugie z zaliczonych, to zajęcia na które NIE planowałam iść. Gdy powiesili grafik tego co będzie, to pokazałam je Łucji mówiąc, że może za rok na niej pójdziemy? Burknęła, że niekoniecznie… Lecz ostatnio, gdy nie była ze mną, zadzwoniła i powiedziała: Idź, bo ja nie daję rady. Czego dotyczyły? Bólu przy okresie u młodych dziewcząt. Mnie pamiętam bolało bardzo i ona też TE DNI znosi fatalnie. Uczyłam się o masażu brzucha w tym okresie, dostałam butelkę olejku do masażu, który stosują w Indiach na takie problemy oraz uczyłam się używać taśm kinezjologicznych, które można naklejać na brzuch (odcinek między kolcami biodrowymi). Spróbuję na tej mojej ulubionej nastolatce :)) Btw. rok temu w ramach panelu warsztatów byłam na jodze twarzy, a na zajęcia z kaligrafii dotarłam tydzień później.

twórczo

Siedziałam w łazience na podłodze, a Łucja się kąpała. Coś tam gadałyśmy, a potem ona wstała i zaczęła się wycierać. No i ja, tak z tej perspektywy żaby, pomyślałam, że ONA jest taka doskonała, a nad NIĄ rozpościera się makabryczny sufit. Jak w melinie jakiejś :/ Jakieś zacieki i cienie… Fakt, dach przecieka, ale na jesieni go prowizorycznie załatałam i trzyma. NIE ma więc potrzeby, żeby TAK to wyglądało. Chwyciłam więc wczoraj za wałeczek i szmatę i zaczęłam działać. ZROBIONE! Umyłam i pomalowałam. Nie jest idealnie, ale całość jest BIAŁA (to NIE było dużo, bo tylko od górnej linii kafelków i sufit) i wyszorowana. Bardzo dobrą robotę odwaliłam! Ale co ważniejsze, postanowiłam później użyć magicznych gąbeczek. To takie cudo, które wszyscy zamawiają z Alika i ja też 3 lub 4 lata temu kupiłam. I nie używałam ich wcześniej i tak leżały w szufladzie. Wyjęłam i rzeczywiście jest to fenomen! Jedna gąbeczka zeszła mi na całą łazienkę. Brakło na podłogę, więc tę już wyszorowałam tradycyjnie i łazienkę mam teraz jak po remoncie! 🙂

<>

Dumna z siebie pojechałam więc wieczorem na spotkanie kolażówek, czyli dziewczyn, które robią kolaże! O kolażach już Wam pisałam – to moja ostatnia zdiagnozowana słabość i o nich JESZCZE będzie. Babka, która to organizowała chodzi po antykwariatach i skupuje stare magazyny. My je tniemy i robimy kolaże. Wzorem są surrealistyczni twórcy jak Beyakhalifa, Virginie Bassemayousse czy Bob May. Linknę sobie jeszcze dwie osoby, żeby mi nie uciekło (Shaun Keenan i Gloria Vilches).

Mój kolaż zrobiłam i ja. I podoba mi się! Znałam kiedyś dziewczynę z dużym artystycznym potencjałem, która na strychu miała stolik do cięcia szkła i robiła witraże. Pokazała mi swój pierwszy mówiąc o nim, że bardzo dużo jej za NIEGO dawano, lecz ona go nigdy nie sprzeda, bo jest dla niej ważny. No i pomyślałam wtedy, że wszystko co potrafię wytworzyć MOIMI rękami jest dla mnie bez wartości. I gdybym chciała być artystą musiałabym mieć dobrego marszanda, bo w życiu bym nic DOBRZE nie sprzedała 🙂 A TEN kolaż mi się podoba. Tak BARDZO, że chyba aż go sobie na ścianę zawieszę!  Btw. one podobnie jak motanki robią się SAME. Obiecałam również Łucji, że kolejnym razem ją zabiorę. Rozmawiałam o tym wczoraj i panna już wiekowo się nada 🙂

Widziecie białowieską różę? Bez łodygi, bo Miaustra ją zjadła… Są też tulipany z sklepu na K. I kolaż. Mi potrzebne są słowa, dlatego ONA trzyma pod pachą napis: Szczęście jest kruche, Zorro mówi: Yes, madame Lucille, a koń myśli: Dolls are such fun…

kilka chwil do zaplanowania

Zaczęłam turę feryjną bez dzieci i jak to ja zawaliłam ją sobie tak bardzo jak to tylko się dało 🙂 Chcę podmalować sufit w łazience i rozwiązać umowy z bankami, w których otworzyłam sobie konto firmowe. To był taki ruch trochę bez sensu, ale w tym listopadzie kiedy otwierałam działalność postanowiłam, że będę ŚWIADOMYM klientem i ponieważ miałam wszędzie okres bezpłatnego korzystania z rachunku, spróbuję RÓŻNYCH i wybiorę sobie ten idealny. Tak mi się wydawało, że wszystko robię na łapu-capu, a tu spróbuję INACZEJ 🙂 Wybrać wybrałam, teraz tylko pozamykać pozostałe.

Byłam na fajnym spotkaniu. To był taki panel wykładowo-dyskusyjny dla blogerów, influencerów, twórców internetowych, jutuberów, itp. Była babka, która mówiła o marce, o tym, że kluczowe jest posiadanie na blogu zakładki O MNIE. I że jest bardzo rozczarowana gdy dociera na blog i tej zakładki NIE MA. Nie wiem co ja z nią zrobiłam, ale chyba ją dawno temu wywaliłam i od rana knuję jaką by tu wizytówkę sobie w bocznej szpalcie trzasnąć. Niemniej jednak stawiłam się tam, nie dla mnie, lecz BO chciałam poszerzyć moją wiedzę pod kątem pracy z młodzieżą. Wiem, że masowy jest fomoholizm, czyli lęk przed odłączeniem z sieci, bo mają wtedy wrażenie, że coś im ucieka. Też nie jestem od tego wolna, o czym świadczy to, że przed snem zaglądam na netu i jest to pierwsza rzecz, którą robię rano. Ciekawiło mnie jak tworzą sie influenserzy i ci, których poznałam to są osoby, które dokładnie wiedzą, czego chcą. Minusem była średnia wieku, bo 95% to były straszne szczypiorki. Było kilku 30-latków, no i ja. Dwóch takich z brodami powiedziało do mnie: proszę pani. Zirytowali mnie tym. Ale był też jeden absolutnie uroczy posiadacz kanału telewizyjnego, o którym gdy opowiedziałam dzieciom to wywróciły zdegustowane oczami :DD

Wyżej mnie kawałek w drugim rzędzie widać, no i niżej na selfiaczku też 🙂