Dotarliśmy!

Uff, no to koniec roku! Jakiż ten rok był strasznie trudny! Pandemia, która właściwie już nas nie przeraża, ale wkurza i utrudnia; wojna, która zajęła wszystkie możliwe strefy życia, a na koniec jakby mogło się wydawać, że to już chyba nic globalnie NIE łupnie, doszła ta straszna inflacja, przez którą wszyscy mają doła, bo sens każdej pracy wydaje nam się teraz wątpliwy.

Mieliśmy pierwszą klasę po nauczaniu początkowym (Mieszko), ostatnią w szkole podstawowej (Lilka) i pierwszą w szkole średniej (Łucja). Klęska jest po całości. Mieszko ma np. trójkę z przyrody. Przyroda pojawia się na świadectwie ośmioklasisty, więc jest ważna, LECZ proponowaną miał czwórkę. Co tu się stało, że tydzień później zarobił nagle trójkę?? Żadne dziecko nie ma paska, chociaż Lilianie by się bardzo przydał do szkoły średniej, a jedno dziecko nie ma nawet świadectwa… Bo Łucja ma jedynkę z matmy. Absolutnie głupią i katastrofa nastąpiła na poprawie, gdzie panna była pewnikiem, lecz tak się spięła, że oddała pustą kartkę. Poprawę mamy pod koniec sierpnia, więc podręczników do klasy drugiej na razie NIE kupujemy.

Czyli dzieciaki mają wakacje? Tak, lecz wakacje mam też i ja, bo do szkoły we wrześniu nie wracam. Nie jest to wyłącznie moja decyzja, ja po prostu poległam w tych regulaminach i wszystkim. Porażka więc na pełnym froncie.

Jak spędzimy najbliższe miesiące? NIE mam pojęcia. Przed nami rodeo ze szkołą średnią. Od sierpnia Łucji wchodzą korki z matmy, no i ja muszę wymyślić co dalej ze mną??? Około siódmego lipca mam obronę stażu i niezależnie od tego co będę dalej robić, to muszę to przejść. Do tego czasu muszę przejrzeć regulaminy i przygotować prezentację. CZTERY: Na wymianie opon mechanik powiedział, że koniecznie muszę wymienić klocki (w planach więc też naprawa w jakimś serwisie). Napisałam już też meila od pani od przyrody o tę ocenę Mieszka i może też wrąbię go w jakiś poprawkowy.

Pozytywy? DZIŚ po szkole pojechałyśmy z Lilianą złożyć jej świadectwo w szkole pierwszego wyboru i Lili tam się SPODOBAŁO. Jechałyśmy jakimś zygzakiem i odkryłyśmy, że tuż obok są fantastyczne tereny zielone, jakaś ambasada i naprawdę będzie gdzie chodzić na wagary. Łucja MA plan. Chce się uczyć, LECZ gdyby NIE zdała, to planuje przejść na edukację domową, gdzie dwa lata możesz zrobić w rok. I w ten sposób w trzeciej klasie mogłaby wrócić do szkoły ze SWOJĄ klasą. PLAN, a nawet kilka PLANÓW mam też ja! Ach, no i dziś zamierzam sobie poczytać wieczorem w łóżku. Bez wyłączania światła, bo czas już spać, bo rano MUSZĘ wcześnie wstać. Dostałam dziś górę kwiatów, czekoladki, a nawet herbatę! Śmiesznie z tą herbatą, bo zajrzałam ostatnio do sklepu z herbatami i tam jakaś babka z rady rodziców kupowała do swojej szkoły i ja pomyślałam, że TAK bym chciała herbaty dostać… I DOSTAŁAM 🙂 Fikuśne herbaty i kawę z RUMEM!

5 myśli na temat “Dotarliśmy!

  1. 🙂Herbaty kupiłam dla nauczycielek Grzesia.
    Życzę powodzenia Łucji.
    Ostatnio czytałam dobry artykuł o ocenach dziecka, że jako rodzice nie powinniśmy ingerować, gdy dziecko dostaje na koniec niedosteczny. Samo musi brać odpowiedzialność za swoje oceny. Tylko jak to zrobić? Jednak jestem matką, która się przejmuje.
    Czekam na wieści, jaki masz pomysł na pracę. Sama się zastanawiam nad zmianą…

    Polubienie

  2. Bede dawać znać. Nie wiem co było najgorsze. Pieniądze tak naprawdę nie były złe i na dodatek były regularnie, ale te niekończące się intrygi pomiędzy niektóymi osobami, to przeczucie, że nikomu nie możesz zaufac byly fatalne. no i ta niedyspozycyjnosc. w kazdym zawodzie mozesz wejsc na dziennik swojego dziecka, odebrac telefon, albo wyjsc gdy cos sie z nim dzieje. TU nie dało się. Dwa razy się spóżnilam (raz nawet 7 minut) i to tez bylo problemem. Naprawde bardzo trudny zawód, szczegółnie dla kobiety z dziećmi.

    Polubione przez 1 osoba

  3. U nas na szczęście nie ma tych intryg, bo tak już dawno bym zmieniła pracę. A wszyscy uważają, że praca w szkole to taki cud miód. Niestety jednym plusem jest długi urlop i tylko tyle.

    Polubienie

  4. u nas jakoś było tego dużo :/ ja tak bardzo tego nie rozumiem, bo przecież wszyscy na tych samych warunkach jesteśmy, ale w którymś momencie zaczęła się taka spychanka wszystkiego na mnie. jak już wiadomo było że nie będzie mnie w przyszłym roku, to co któreś dziecko się przewróciło to zaczynało się kombinowanie, że może ja byłam w pobliżu i ja powinnam zrobić notartkę ze zdarzenia. i nawet chodziłam do gościa od kamer 2 x, żeby coś tam sprawdzić, czy to była moja strefa dyżury, czy nie było to po dzwonku, itd. I okazywało się, ze nie był to obszar, który ja miałam obserwować. Nieważne. Wykończyło mnie ta atmosfera, szkolenia, długie zebrania 2-3 x w miesiącu, to że dyrekcja mnie kierowała na spotkania z doradcą metodycznym, bo jestem stażystką i wszystkiego było za dużo. Ale ogromny podziw, że tyle osób dawało w takich warunkach radę, czyli można.

    Polubienie

  5. Ojej, to faktycznie ciężko. Mnie stresują dyżury, ale u nas nikt nie spycha odpowiedzialnosci. Może zaczepisz się gdzieś indziej? Nie w każdej szkole jest tak źle…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s