Galaxy far away

Miałam dziś zjazd biorytmiczny i wszystko przez chwilę wydawało mi się beznadziejne. Łucja wróciła w nocy, po północy, więc wychodziła z domu do szkoły później… Ja rano zanim się dzieci obudziły dotarłam na rynek, ale około 9-tej panna najstarsza napisała do mnie, żebym zabrała rower ze stacji bo nie przypięła. Pojechałam więc tam szybko po szkole i odkryłam, że rower nie tylko był nie przypięty, ale również stał BEZ pedała!!! Czemu ona tak się śpieszyła, że go nie zabezpieczyła???! To, plus jakieś akcje z roboty (za wiele o tym nie piszę, ale poziom asekuranctwa i spychalstwa na innych odpowiedzialności jest tam niewyobrażalny), no i aż pomyślałam, że TO pora na łzy. Chciałam tylko zaczekać aż dojadę do domu, żeby nie robić dramy na drodze.

No ale w domu jak zmyłam makijaż i spróbowałam moich zakupów z rynku (truskawki poziomkowe to nasz nowy lider smakowy!) to jakby zrobiło się lepiej. Odezwała się też Łucja i okazało się, że pedał jej odpadł po drodze i ma go w kieszeni (uff, że NIE podbiłam od razu do serwisu kupować nowy!). Na dodatek prowadząc cykliczne już rozmowy z moim dostawcą netu wymyśliliśmy chyba rozwiązanie, które jednak wdrożę dopiero po wakacjach. Potem wróciła Lilka i opowiadała o tym jak ćwiczyli poloneza i ona jako ta NIE idąca na bal siedzi na ławce z chłopakami, którzy TEŻ nie idą…. Z niezrozumiałych NAM względów NIE idą ci najfajniejsi w szkole i panna podsłuchała jak rozmawiali między sobą o tym, że czasem chodzą w butach na obcasach SWOICH mam. To naprawdę DZIWNE pokolenie rośnie! 🙂

<><>

Na dobry wtorek mam dla Was kolejnego Star Wars-owego mema. „On second thought… I’m going to go hang out with Leia” i szałowe były komentarze pod tym zdjęciem 🙂

  • It was the seventies
  • „I was young, I needed the money…”
  • What happens in a galaxy far far away should stay in a galaxy far far away.
  • Owen, when I said “he must be trained” I did not mean sending him to Julliard.