3 książki, 2 rumby, 1 perfumy

Miałam ostatnio rozmowę z Łucją o mojej z nią relacji. Bo tak naprawdę to życie MOJE mogę sobie podzielić na 3 etapy: pierwszy, kiedy mieszkałam z rodzicami, oni ogarniali cały mój świat i chociaż byłam samodzielnym bytem, to jednak sporo mnie omijało. I zdecydowanie NIE był najlepszy okres, nie dlatego, że czegokolwiek mi brakowało, lecz bo bycie dzieckiem jest zwyczajnie trudne. Drugi to ten odcinek 20-30, kiedy mieszkałam sama, w sumie to nie kontaktowałam się z rodzicami za często, pełno było dramatów miłosnych i rozterek człowieka, który musi podejmować decyzje i boi się, że podejmuje złe. Trzeci etap to ten z NIMI. Pamiętam jak się rodziły, pamiętam ich pierwsze miny, fochy i moją niesłabnącą dumę. I potrzebę ICH ochrony. Najgorsze, że matka z TEGO etapu JUŻ nie wychodzi…

Jestem jest DUŻA, ale cały czas zdarza mi się dzwonić do mamusi, zwalać na nią jakiś mój problem, płakać, że się nie nadaję i nic mi w życiu się nie udaje, LECZ o dziwo, zawsze jak to zrobię czuję się dobrze. Lutka czasem się złości, że wszystko na nią zrzucamy i lecimy dalej, a ona musi to dźwigać, ale dokładanie tak to wygląda. Zrzucam ciężar, żal, trudność i już go nie czuję. W tym wymiarze ROLA matki to niezły balast. Jest to dużo, ale dostaje się w zamian niemało. Ale to na pewno wiecie… To jest to samo uczucie, kiedy idziesz zrąbany z psem na spacer i czujesz, że wraca do Ciebie powoli życie. Tylko, że z dziećmi jest to mocniej. Bo potykamy się w życiu często i ten okład i wsparcie jaki daje macierzyństwo jest niewiarygodny.

<>

Na tę okoliczność (DNIA MATKI) pojechałam na Targi Książki. W jedną stronę towarzyszyła mi Lilka z koleżanką, lecz na miejscu się rozłączyłyśmy i panny już wracają same. Mam więc TRZY książki (jutro o nich więcej), mam dwa kilogramy truskawek – naszej ulubionej odmiany Rumba!, ORAZ mam perfumy, co to je sobie kupiłam zimą na lotnisku i dziś je użyłam 🙂 Zupełnie inne niż zawsze kupowałam, ale bardzo mi się WTEDY spodobały! 🙂