Środek tygodnia

Popadało i wieczorny spacer z psem wszedł w zupełnie NOWY wymiar. Nie miałam pojęcia jak było sucho! Szłyśmy z Bibi i szłyśmy i czułyśmy jak wracamy do rzeczywistości. W którymś momencie usłyszałam Juhu! a chwilę później zobaczyłam jak koleś co łaził z czujnikiem metalu po polach, klęczy w ziemi i coś uradowany wydłubuje 😉 Nie mam pojęcia co znalazł, ale lunęło, popadało i od razu świat stał się lepszy!

Matma za nami, tutaj nerwu nie było, więc ZARAZ po egzaminach umówiłam pannę Liliannę z dentystą! Trochę jest dramka bo jakaś tam dziurka jest i dziewczyna postanowiła CAŁKOWICIE zrezygnować ze słodyczy, ale wybiłam jej to z głowy. Po pierwsze ona i tak je mało słodkiego, po drugie: najsystematyczniej myje zęby, a po trzecie: po prostu rośnie, jej ciało się zmienia, więc może zęby mogły poczuć się przez chwile gorzej.

znowu PLECY naszego dentysty (BEZgłowy!), a te GALOWE nogi (dziś były spodnie) oraz białe buty to LILKA!

<><>

  • Lila, walisz ze mną tran do końca?
  • Przecież już jest lato i już nie trzeba?
  • Tak. Prawda… Ale tu zostało po jednym łyku. Trzeba opróżnić. W moim tranie i w Waszym… Wykończymy, to wywalę butelki i zrobię sobie miejsce w lodówce. Lecimy synchronicznie?
  • Obie naraz?
  • TAK!