Mandragora z leszczyny

Dostałam aż dwa urzędowe pisma (na jedno już tworzę odpowiedź), złapała mnie moja opiekunka stażu, GDZIE jest mój roczny raport, gdyż na środę NAJPÓŹNIEJ ona musi to złożyć a panny obie nie poszły do szkoły (starsza chora, za to to boyfriend przybył i CHYBA nauczył ją na jutrzejszy sprawdzian z matmy, ZA TO młodsza zakuwa na jutro). Bo za 12 godzin egzamin ośmioklasisty!

Ja gdzieś tam rano jadę by zasiąść w komisji, a panna godzinę później rusza na polski. Boję się tego polskiego chyba najbardziej. Strój już przygotowałyśmy, a żołądki pełne, bo na obiad zrobiłam niezłe spaghetti i w brzuchach nie powinno burczeć. W ramach oderwania od nauki byłam też z Lilką na rowerach w bibliotece bo do dziś miałam oddać audiobooki (monit przyszedł w weekend).

Straszny dzień taki każdy kolejny poniedziałek, no ale jutro JUŻ wtorek 😉 Głównym tematem nadchodzącego tygodnia będą egzaminy, ale już widzę, że równolegle wszystko zaczyna się uruchamiać (muszę RÓWNIEŻ wypisać opisowe oceny i to też najpóźniej na środę…). Z rzeczy miękkich chcę podjechać z Lilką do jednej kawiarni. Nie mam też co czytać, więc mam JUŻ książkę z biblioteki… Ma padać i bardzo na to liczę, bo SUCHO mam w ogródku, a to kłębiące się ciśnienie, NIE pomaga. Rekreacyjnie pokażę WAM gałązki. To chyba leszczyna? Co przechodzę przez pola z Bibi, to zbieram pod jednym drzewem. Tak jak małe ludziki wyglądają!