Sobota ze sprężyną (kanalizacyjną)…

Nie pojechałam dziś biegać (fotka wyżej z ubiegłego tygodnia). Wczoraj po rowerach i tej przejażdżce na flaku miałam taką alergię, że Lutka gdy z nią rozmawiałam pytała się czy nie jestem chora, bo cały czas smarkałam… Teoretycznie zawsze o tej porze robiłam miesiąc przerwy i chociaż wpierw na babcię fuknęłam, że ma PADAĆ i mogę biegać, to w sumie zrezygnowałam. Zresztą za mną 98 oficjalnych parkrunów, czyli na setny wypadałaby, żebym coś przyniosła!

Za to dzień cały walczę ze zlewem. Pomagał mi Diabli, który akurat na weekend jest, ale ponieśliśmy porażkę. Jutro będę szukać hydraulika, LECZ w weekend chciałam popracować, NO i NIJAK się TO nie składa!!!

<><>

  • Mieszko, wiesz z czego się spowiadać?
  • Dziewczyny mi przypomniały. Że się z nimi kłóciłem i nie słuchałem mamy.
  • O co się kłóciłeś?
  • Nie wiem. Może o to, że nie schodzę na dół na czas?
  • Może być. A to słuchanie mnie? Może że nie wyłączasz komputera?
  • Tak.

I jeszcze po:

  • Jaką masz pokutę?
  • Nie wiem. Nie słuchałem.
  • To pięknie.