Ach, ci świadomi rodzice…

Związek Łucji i Matiego rozwija się szybko. Może nawet trochę za szybko, ale rodzic chyba NIGDY nie jest na pewne rzeczy gotowy. Za to po obu stronach, chociaż nie znam rodziców zięcia, jest duża obawa, cobyśmy nie zostali dziadkami! A więc…raz po raz ktoś zabiera się za pogadankę z nimi… Tata Matiego powiedział mu np. że GDYBY potrzebował, to u niego w dolnej szufladzie sypialni są prezerwatywy. Na to ja powiedziałam Łucji, że u MNIE też w są w dolnej szufladzie, w złotym pudełeczku. Btw. to ciekawe, że wszyscy mają to w dolnej szufladzie sypialni, ale mam podejrzenie, że ci co mają w górnej, to na ogół szybciej zużywają i mogą NIE mieć…. Jakby nie było powiedziałam o tym Diablemu, bo w końcu jest ojcem.

  • Pewna jesteś, że masz?
  • Mam. Sprawdziłam.
  • Ale na pewno masz przeterminowane!
  • NIE. Sprawdziłam. Są okej. Jeszcze przez pół roku się nadają.
  • Nie wierzę Ci. Przywiozę jakieś dobre z Niemiec.

🙂 I w ten sposób WYJĄTKOWO przechlapane mają współczesne nastolatki!

<><>

Już jestem w domu, przede mną szybkie porządkowanie drewna przed domem i JADĘ z Lilką na rowery! W weekend byliśmy u dziadków, odwiozłam opony, zjedliśmy pyszny obiad i przywiozłam ostatni ROWER – MÓJ! Przy okazji opowiadałam Lutce, że słuchałam fragment wspaniałego podcastu (muszę pokombinować jak tu na Huawei-a zaimportować Spotify) o dobrostanie, jaki daje nam żywność. I o tym, ze odchodzi się od pojęcia żywności jako produktu funkcjonalnie niezbędnego do życia, bo smaczne jedzenie jest ważnym elementem naszego psychicznego zdrowia. To rezonuje na nasze emocje i relacje. I jej BARSZCZ jest takim właśnie DOBROSTANEM dla mnie!