Jaka Bruksela, takie tulipany

Pod stołem w kuchni stoją kosze z warzywami. Zdarzają się tam też psie puszki i kocie saszetki. Teoretycznie system jest taki, że do jednego wrzucam zapasy zwierzęcej karmy, a do drugiego warzywa, ale w praktyce to się miesza. Na dnie kosza warzywnego jest cebula. ZWIEBEL. Przywieziona z Niemiec, bo była na dnie wiklinowych koszów z owocami, które kupowałam na Fishmarkecie w Hamburgu. Trochę nas oskamowali,(bo po co pod MANGO trzypak cebuli?) ale w sumie to i tak tanio wychodziło. No ta cebula rośnie takimi długimi szczypiorami, aż do blatu niemalże. Żeby było ciekawiej, nie wiotczeje, jak tradycyjna cebula, która stawszy się matką szczypiorku maleje i mięknie. Ta cebula nawet wypuściwszy takiego długiego pęda, cały czas jest WIELKĄ i twardą CEBULĄ, którą mogę użyć do marynaty do jutrzejszej karkówki! No i gdy wróciliśmy z Majówki, Lilka patrząc na nią powiedziała: Jaka Bruksela takie tulipany 😉

<><>

Piątek! Strasznie dużo się u nas dziś działo i to takich nie do końca fajnych rzeczy, o których nie chce mi się pisać. ALE wymieniłam również opony (klocki są niestety do wymiany, lecz to w lipcu) i odebrałam paszport Mieszka, bo przyszedł esemes, że gotowy do odbioru! Na wyprawę zabrałam Lilkę i wracając wpadłyśmy do arabskiej knajpy na ciasteczko z daktylami i herbatę. Jedną, bo taki mamy miesiąc oszczędzania, ale i TAK kierunek ROZPRĘŻANIE był dobry.

Mam dla Was niebo. Wracałam ze spaceru z Bibs myśląc, że pies jest wspaniałym darem, bo Cię tak wyciąga z domu i zmusza do łażenia. Przywołuje do formy i uwalnia od wszystkich myśli. Chwilę lekko kropiło (trawa w końcu może mi zacznie rosnąć?), a potem wyszło wspaniałe niebo! Przebijające się światło, przez te ciemne chmury. Takie widoczki lubię! 🙂