Upraszczanie

Dzisiaj i wczoraj w ogólniakach były dni otwarte. Były dwa tygodnie temu, a dziś kolejna tura. Na parkrunie huczało o tym, bo akurat sporo rodziców ośmioklasistów i wszyscy się gdzieś tam wybierali. MY nie pojechaliśmy nigdzie. Lilka słabo znosi takie narastające napięcie i plan jest taki, że najpierw MUSI napisać ten egzamin, a potem będziemy myśleć. Btw. Tłok w szkołach będzie od nowego roku duży. U Łucji jest teraz cztery klasy pierwsze, od września będzie ich SIEDEM, w tym aż dwa wos-ang-geo, bo to klasa najliczniejsza. Zresztą dużo tych dzieci WSZĘDZIE, bo u nas w szkole są np. trzy klasy pierwsze, a od września będzie OSIEM.

DWA, odpuściliśmy bal ośmioklasistów. LILIANA nie chce iść, nie ma partnera, swatano ją z kimś tam, ale ona i tak jest na NIE… I to jest, TO samo co wyżej: napięcie jej nie pomoże. Zamiast myśleć o egzaminie skupi się na nadchodzącym balu i tym JAK wypadnie i że CZEGOŚ tam nie potrafi (zatańczyć). Jak będzie wyglądać i czy MUSI tam iść. No więc, NIE musi i niech nie idzie. Mi odpadają kretyńskie koszty, bo jak słyszę o bufecie sushi i fotobudce, to wydaje mi się, że znowu ktoś się rozpędził. Łucja rok temu NIE poszła, więc niech nie idzie i Lilka.

<><>

Taka ciekawostka, która też już się zaczyna przewijać to masowe wezwania do wojska, którą też wczoraj na parkrunie wałkowaliśmy. BO rodziców dzieci w wieku poborowym, też kilku jest. I wszyscy odraczają wysyłając chociażby na studia, bo co tu kryć, w taki piękny majowy dzień tego nie czuć, ale mamy za miedzą wojnę. I ja też nie wyobrażam sobie wysłanie syna w takie miejsce.