Ludzie lubią myśleć, że coś jest ich winą, bo wtedy wydaje się im, że skoro to ONI sami zrobili, to mogą to również naprawić.

-Castle Rock, s02. dobre!

Dziś i jutro Dni Dziadków! 21-go babci, a 22-go Dziadka! Z odwiedzinami i może jakimś ciasteczkiem pojedziemy jutro, a życzenia głosowe były już dziś. Pytała się Łucja ostatnio: Kiedy znowu pojedziemy do babci? No więc tak zaczęłam drążyć: A po co? I bąknęła o tym ich święcie. No, ale wiecie, Łucja jest dzieckiem cudownym, opiekuńczym i dobrym, LECZ nie przesadzajmy… Powiedziałam o tym Lutce i ona też się zapytała: Jakie jest drugie dno? I otóż wczoraj się przyznała, że wykupiła sobie na swój telefon Netflixa (ma w końcu kartę) i chciała sprawdzić u dziadków, na KTÓRYCH jest odcinkach w oglądanych serialach!!! My w domu mamy inne kanały i Netlix to TYLKO u dziadków :))

Dziadki są ważne. Mama, po takim długim okresie, kiedy byłam pochłonięta moim życiem singla, a potem byciem żoną, jest dla mnie BARDZO ważna. Codziennie rozmawiamy przez telefon i czuję, że pewnie to nie fair, ale mogę na nią wiele zrzucić i otrzymuję bardzo duże wsparcie. Dziadek jest trudny, ale co tu kryć, jestem do tatusia podobna. No i dla wnuków dziadki są fundamentalne… Zupy babci mają pozycję NAJLEPSZEJ potrawy świata, a kieszonkowe od dziadka jest bazą ich dziecięcych budżetów. Cieszy mnie, że moi rodzice są aktywni i zbudowali sobie (w nowym miejscu!) dynamiczny świat. Bardzo bym chciała, żeby Krzycho zaczął ćwiczyć, bo jest w słabej formie i blokuje to nasze wspólne wyjazdy. Lutka jest człowiekiem, który chodzi na siłownię, a ja rękami i nogami podpisuję się pod zdaniem, że wiek NIE świadczy o niczym i NIE jest żadnym ograniczeniem. Znam 60-latków, którzy kondycją wyprzedzają większość mi znanych 30 latków. Naprawdę, da się!

Z soboty:

W takich pudełkach przynieśliśmy bumerangi do domu!

Duet

Czekaliście aż łupnie kolejna rzecz AGD? NIE?? Bo to zawsze duetami idzie, a skoro naprawiałam telefon to do kompletu powinno być coś jeszcze… Ja też NIE czekałam, ale gdy przestała działać zmywarka olśniło mnie, że PRZECIEŻ to zawsze parami się rozwala! Sprzęt kuchenny przestał działaś w piątek, ale ponieważ to czasem było połączone z zapchanym zlewem to wlałam do odpływu litry udrażniaczy. Nie pomogło, woda nie spływała, a zmywarka dalej jej z siebie nie wypompowywała. Zamówiłam hydraulika (był dziś), odpływ w kuchni już mam jak błyskawica, ale zmywarka nie grzeje wody. Czyli problemy z pompą spowodowały uszkodzenie grzałki. Jutro cd tej wspaniałej zabawy, a na razie kuchnia jest ruiną, bo naczynia obsychają na stole….

Dość konkretnie będzie zawalony ten tydzień, za to w weekend Chiński Nowy Rok, więc może to taka gonitwa końca roku? Od lutego wypisuję się z mojego klub biegowego, bo wieczorne treningi we wtorki w żaden sposób nie pasują. Łucja dostała się na pewien wolontariat i będzie miała wieczorami specjalne szkolenie, na które będę z nią jeździła. Lila jej trochę tego zazdrości, ale przez to, że jej rocznik poszedł wcześniej do szkoły niektóre tematy są dla niej zamknięte. Wymogiem TEGO akurat wydarzenia jest rocznikowe 14 lat. A Lila rocznikowo 14-ście będzie miała w drugim semestrze ósmej klasy, to wtedy na wolontariat już czasu nie będzie.

<><>

Wrzucam pannę Łucję o zachodzie słońca i zabieram się za prasowanie! O specjaliście od zmywarki pomyślę jutro! Btw. wiem, że za duża ta jej kurtka, ale panna jest w takim wieku, że uwielbia te ZA duże rzeczy. I musztardowy kolor, w którym już NIC jej nie kupuję, bo ile można??? Za rok będzie coś innego!!!

W poszukiwaniach zimy…

… odwiedziliśmy wystawę o naszych ekspedycjach na Arktykę i w Himalaje! Najsłynniejszy polski himalaista zdobył szczyt w tym roku, w którym się urodziłam! A na na polskich statkach płynących na biegun świętowano bardziej niż na innych! Gdy przekraczaliśmy równik marynarze urządzali (i pewnie cały czas to robią) chrzest bojowy, tym którzy przepływali przez równoleżnik po raz pierwszy, a krzyki „udręczonych” świeżaków słychać było na innych łodziach oddalonych o dziesiątki mil! 🙂 Piękne są te śnieżne kopce, ale zawód ODKRYWCY 100%-owo nie jest lekki i przyjemny!

Też wolicie Łucję z kręconymi włosami?
A przy zbiorach arktycznych kamulców utknął mały geolog, Mieszko. Otóż te dwa kamienie występują w minecrafcie. Andezyt i żyły kwarcu :0
A tu Lilka WAM pokazuje, którędy płynęły polskie statki ekspedycyjne.

I na koniec: LEKCJA mądrej muzealnej miny! Wysuwamy palec wskazujący i podpieramy sobie nim brodę… Jak to Lilka powiedziała: trzeba uważać, żeby była tylko jedna! 😀

„Gorący” temat

W ramach poszerzania wiedzy o Australii pojechaliśmy na specjalne zajęcia! Super, super, super! Będą jeszcze fotki, więc temat wróci, a na razie to co mam. Oglądając pokaz slajdów douczyliśmy się więc co nieco o tym niezwykłym kontynencie (np. najdłuższa autostrada, najdłuższy płot broniący stada owiec przed psami dingo i różowe jezioro). Pamiętacie, że stolicą jest ani nie Sydney, ani Melbourn, lecz Canberra? Oba te miasta nie mogły się dogadać, które jest ważniejsze, wiec pomiędzy zbudowały trzecie, gdzie postanowiły umieścić ośrodek władzy. A czy wiecie, że słowo kangur oznacza „nie rozumiem co do mnie mówisz” po aborygeńsku? Tak odpowiadali rdzenni mieszkańcy na pytanie: Co to za zwierzę? No i jest tam teraz gorąco, chociaż od trzech dni pada. Pożary w Australii, podobnie jak na Syberii, są co roku, ale tegorocznym ewenementem jest, że były tak blisko ludzi, w części nie tak pustynno-stepowej. Plus: lato w Australii potrwa jeszcze dwa miesiące!

I malarstwo kropkowe. Z określonymi zasadami, symbolami i kolorystyką. Wiecie, że tam nie maluje się krajobrazów?? Stosując tę technikę ozdobiliśmy bumerangi. Rzucić się nimi NIE da, ale z tyłu mają magnesy, więc możemy je sobie powiesić na naszej zawalonej lodówce! Psst: jak dokleję po jeszcze jednym MAGNESIE to będą się trzymać RÓWNIEŻ na szafie dziewczyn i wtedy je przewieszę! Panny chcą byśmy adoptowały koalę (tak wirtualnie można pomóc zwierzakom) i jeśli rozgryziemy stronę, do której mamy linka, to pewnie to zrobimy! 🙂 BYŁ też pewien pedagogiczny sukces!!! Na ostatnich wspólnych zajęciach warsztatowych Łucja odmówiła współpracy, bo ona NIE jest dzieckiem. A tym razem zarejestrowałam ją jako… osobę DOROSŁĄ. Czyli dwóch opiekunów i dwójka dzieci 🙂 Fortel zadziałał i panna NIE tylko zachwycona pomagała, ale co więcej: stworzyła własny bumerang!… Chyba najładniejszy z tych które dziś wykonaliśmy!

<><>

Rozmawiałam dziś na parkrunie z jedną 19-latką. Tydzień temu mnie zaskoczyła, że jest taka duża (w sensie lat). Jej mama, która też biega, powiedziała do niej: Chodź ze mną na basen, dam Ci później auto! I się zainteresowałam, dlaczego ma dawać auto nastolatce 🙂 A tu prawie 20-latka! Dziś była bez mamy i zapytałam ją o to prawo jazdy. No bo już tak myślałam, kiedy Łucja będzie robić. Chłopaki u niej w klasie będą robić w tym roku prawko na skuter, ja myślę, że skuter to nie, ale auto to musowo. Sprawdzałam ceny i chciałam ją podpytać gdzie robiła i czy było trudno. Zdała za czwartym razem, ale zdała, ale co ciekawe, TERAZ będzie robić prawko na przyczepę, żeby konie na Mazury wozić!!! Bo jak wozi końską taksówką, to są bardzo wysokie koszty! Stała obok mnie taka inna znajoma i mówię do niej: Ewa, też Ci się wydaje, że my to w tym życiu NIC nie zrobiłyśmy? 🙂 No i pośmiałyśmy, że tak. Niesamowite jest to pokolenie!

#PinkChallenge

Umówiłam się w środę z dziadkami do kina. Na „Koty”. Ale dziadkowi wpadło nieoczekiwane spotkanie brydżowe i do kina się nie stawił… No a Lutka bez niego nie chciała iść. Tym bardziej, że babcia była na oryginalnych Kotach. 35 lat temu w Londynie! Wyobraźcie to sobie: głęboki PRL, hutnicze miasteczko, a tu jedna kobieta wyjeżdża na delegację do Londynu. A jej brytyjski pracodawca, w ramach bonusu, wysyła ją na coś o czym szumi wtedy cały Europa. Nie na szoping, lecz na musical!!!. Trudno chyba o większą ekstrawagancję 🙂 Tak więc Lutka, była średnio zmotywowana na wersję kinową, zresztą całkowicie zjechaną przez krytykę… Aaale, ponieważ się już spotkałyśmy i żeby się spotkanie NIE zmarnowało, poszłyśmy do indyjskiej knajpy. Takiej, w której jeszcze nie byłyśmy, a obie lubimy kuchnię indyjską… No i chyba odkryłyśmy NAJLEPSZĄ jaką znamy! Na dodatek mówię do tego gościa, że chcę JESZCZE jedno mango lassi i dwie słomki, a on mi na to dał dwa mango lassi mówiąc, że właściwie to tak NIE mogą dawać. Ja zbaraniałam co on zrobił, więc tłumaczę: Nie, nie, ja chciałam dwie słomki (tu burza w mózgu, jak po angielsku będą słomki- straws!) i że dziękuję. No i zapłaciłyśmy i ja mówię, że bardzo nam miło za tę propozycję. A on na to, żebyśmy jednak wzięły to DRUGIE lassi i że to jego prezent dla NAS :))) Także wzięłyśmy.

No i opowiedziałam to dzieciom i dziś pojechałam tam z nimi! Musieliśmy kupić prezent dla kolegi Mieszka, który jutro ma urodziny, A PRZY okazji zabrałam TAM dzieci! Na placki Naan i mango lassi… I też im smakowało!!! 🙂

<><>

Pięknie i mroźno było dzisiaj rano!!! Poproszę o więcej takich poranków!!!

<><>

A co chodzi z tym Pink Challenge? Akcja zaczęła się rok temu, a kilka dni temu wykopały ją szczecińskie studentki. Chodzi o malowanie ust na różowo, wrzucanie ich do netu i tagowanie akcji. I w TEN sposób przypominać o profilaktyce badań szyjki!!! Obserwuję info o szczepieniach na Hpv i mam nadzieję, że rzeczywiście w przyszłym roku będzie można bezpłatnie szczepić dziewczynki. Problemem jest dostępność szczepionki. Proces produkcji jest trzyletni, a jest tak ogromne zapotrzebowanie na świecie, ze preparatu brakuje. Od 2026 roku ma być możliwość szczepienia chłopców i wtedy bym też zaszczepiła Mieszka.

Fonek odzyskany!

W czwartek, w szkole, Łucja utopiła telefon. Wszyscy zadawali to śmieszne pytanie: Ha, ha, jak Ty to zrobiłaś, że utopiłaś w kiblu telefon?!! Ale NIE odpowiem Wam na to, bo ja tego pytania NIE zadałam. W wodzie był przez chwilę, ale działać przestał. Do kilku osób mam żal. Np. pierwsza lekcja po tym incydencie to była informatyka. I chociaż cała klasa o tym mówiła, i wiedział o tym RÓWNIEŻ pan, to nie zrobił NIC, żeby jej pomóc. Kluczowa jest reakcja natychmiastowa i można było chociaż spróbować COŚ zrobić! Jakby nie było w poniedziałek doszłam do wniosku, że słuszna jest wielka prawda, iż kobieta z wiekiem staje się TYM mężczyzną, o którym zawsze marzyła i temat muszę ogarnąć JA.

Zajęło mi to cały poniedziałek. Podjechałam do autoryzowanych punktów, gdzie NIE mogli przyjąć aparatu. Do otworzenia zlecenia potrzebny był numer imei, który jest w środku urządzenia (ALE nie dało się go otworzyć bez specjalnych narzędzi) LUB na pudełku, którego przy sobie NIE miałam. Chciałam otrzymać wycenę szkody, żeby wiedzieć, czy naprawa ma sens, tym bardziej, że koszt, który mi w przybliżeniu podawano był wyższy niż wartość nowego aparatu. No więc, Wasza sprytna Graża, wymyśliła, że MUSZĘ znaleźć kogoś, kto mi telefon otworzy ->osuszy (jeśli po tylu dniach jest jeszcze potrzebne) oraz oceni szkody. Bo BYĆ może nie one są tak jawne i oczywiste i mogę go jeszcze naprawić na gwarancji? Gdyż telefon był kupowany rok temu pod koniec stycznia… Potrzebny był mi tylko KTOŚ kto to zrobi i podpowie co INNEGO mogło się stać, bo jak wiadomo gwarancja nie obejmuje zalania… I znalazłam takiego gościa! Dogadałam się z nim przez telefon, odwiozłam aparat to jego domu, oddałam jego mamie i czekałam na sygnał. Był niezły, bo gdy zadzwonił z pierwszą informacją, wiedział w jaki sposób telefon wpadł do wody (???). Coś tam trzeba było wymienić, ale obeszło się bez tego całego kombinowania. Na odbiór umówiłam się dziś rano, na bliskiej mi stacji benzynowej, bo on tamtędy jechał do pracy. O jakiejś kosmicznej godzinie, gdy dzieci jeszcze spały, choć w czwartki mają na siódmą… Btw. malowałam się po ciemku, ciesząc się, że tak doskonale znam własną twarz (moja sypialnie jest po przekątnej od ich sypialni i gdy u mnie zapalam, to i u nich robi się jaśniej).

Przez TEN czas Łucja korzystała z mojego telefonu. NIE brała go do szkoły, ale poinstalowała sobie wszystkie swoje rzeczy, a tych których nie można było zdublować (messendżera) poinstalowała wywalając moje (pozwoliłam na to). Obiecałam jej, że oczywiście NIE będę to tych pikających powiadomień zaglądać i NIE zaglądałam. I zabawna akcja. Wczoraj przyszła ze szkoły i poszła na górę. I się zaniepokoiłam DLACZEGO ona znika BEZ telefonu?? W końcu cały dzień była odłączona??? Poszłam więc za nią na górę i gdy weszłam do pokoju schowała COŚ pod kołdrę! Przytuliłam się do niej i wyjęłam KSIĄŻKĘ!?! Panna przeczytała wszystkie zaległe z ich pokoju i przystąpiła do przeglądu mojej biblioteczki! 😀 Pamiętacie, że w grudniu kupiłam Pacjentkę? Koniec końców dałam ją Lutce pod choinkę i doskonale trafiłam z książkami dla dziadków, bo oboje wzięli je na Sylwestra do Krynicy! A zaraz po Nowym Roku powiedzieli, że JUŻ przeczytali i mogą mi pożyczyć 🙂 Tak im sygnalizowałam, gdy rozpakowywali prezenty pod choinką, że chętnie POŻYCZĘ. Lecz zanim JA zaczęłam czytać, to Łucja już przeczytała!

<>

  • A możemy się umówić na Statoilu? On jest 5 minut ode mnie, jeśli Pan tamtędy będzie jechał rano, to ja tam dotrę.
  • Możemy. Tylko to będzie bardzo rano.
  • Dobrze. Poproszę więc tylko o esemesa, 5-10 minut wcześniej, żebym wiedziała o której ruszyć. A od szóstej stoję już w dokach startowych.
  • Wolę zadzwonić to będę wiedział, czy dopiero obudziłem.
  • W porządku. Czekam na telefon. Od strony paczkomatów jest kilka miejsc parkingowych. Jakie autko?
  • Lexus. Srebrny.
  • Ha, ha, ha! Tak wszyscy rozwalamy te telefony?! Ja będę niebieską Dacią!

😀 Jakby nie było, telefon, po tygodniu, JUŻ Łucja ma i w związku z tym do szkoły zapomniała wziąć śniadaniówkę…. Kontakt z rzeczywistością utracony na nowo!

Większość ludzi nie odnosi w życiu sukcesów bo słucha się albo rodziny, albo znajomych

jeden gość, którego obserwuję na Insta. Mówił to z okazji Nowego Roku, a mi się przypomniało to zdanie, przy oglądaniu „Przed egzekucją”. Oskar jak najbardziej słuszny, ale najbardziej spodobał mi się moment, kiedy główna bohaterka jest na rodzinnym obiedzie i wszyscy jej mówią, że popełnia błąd.

Naszym domowym hitem jest AKTUALNIE Teresa Teng. 🙂 Już Wam o niej kiedyś pisałam. Zachwyciłam się wtedy innym jej hitem („Who will love me?”), a teraz w kółko leci u nas jej piosenka o księżycu. W refrenie jest Cin-cin [quin ging] i to Cin Cin oznacza „gentle kiss”. Piękny jest mandaryński, ale zupełnie niepowtarzalny 🙂 Gdy dochodzimy więc do tego Cin-Cin, to Bibi tańczy z nami na tylnych łapach! 😀 To była piosenkarka, którą kochała cała Azja. Mawiano, że w dzień w Chinach rządzi Xiaoping, ale nocą władzę przejmuje Teresa Teng. Słuchano jej w barach, na ulicy i w klubach kareoke. Musicie przyznać, że ma to dużo uroku!

Przedwiośnie. Przednówek? Łucja marudzi, czy możemy kupować więcej owoców, bo ona nie chce jeść słodkiego. Ale wszystko jest byle jakie. Mandarynki i pomarańcze już są średnie, ale udało mi się kupić ładnego ananasa i banany… Ona za bardzo mięsa nie jada, toteż męczy się najbardziej :/ Btw. pulpa z dyni hitem kulinarnym tej zimy – za rok muszę jej zamrozić więcej, bo to doskonały patent!

Jeśli nie zostawisz przeszłości za sobą, błędy, które popełniłeś, zeżrą cię żywcem.

-Outsider. Wszyscy pieją, że będzie to lepsze niż True Detectives i rzeczywiście dwa pierwsze odcinki wchłonęłam ciągiem. Kolejne będą już, jak to na HBO, w sekwencjach tygodniowych, ale warto czekać na cd tego serialu!

Rozebrałam choinkę. Gałązki miała wszystkie już w dół, bombkę spadająca raz złapała Lilka, a Bibi co chwila próbowała podgryźć… Stała u nas miesiąc i zawsze kiedy sprzątam ozdoby świąteczne dom wydaje mi się pusty. Mam też takie wrażenie, że daję sygnał przyrodzie, że może kończyć zimę. Niemniej jednak niech się jeszcze nie kończy, NIECH przynajmniej raz tej zimy spadnie śnieg i chwilę pomrozi! Choinkę wystawiłam przed dom, odbiór w weekend, ale mocno ją obkroiłam. Powstały dwa worki gałązek. Do kominka się to nie nadaje, bo za szybko się spala i strasznie smolny ten dym… Ale mam ochotę na ognisko TEJ wiosny i do tego te gałązki zużyję! Mam więc dom pełen igliwia, akcję porządek i tylko na chwilę wyskoczyłam po jajka i papier toaletowy. Jakoś tak noworocznie zużyliśmy wszystko i cały czas czegoś brakuje. Chciałam wczoraj dzieciom ciasto upiec, już się nawet ucieszyły, a tu bach- jaj, nie ma jaj. Dziś już są, więc przed wieczornym treningiem zrobię im ciasteczko 🙂

Worki z gałązkami w tej chwili już na dworze, pieniek, który był mocno przycinany wysechł i nawet pękł, a całe drzewo od kilku minut przed domem!

<><>

Podpisywałam wczoraj kilka dokumentów i zwrócono mi uwagę, żeby w TYM roku NIE pisać daty skrótem. Typu: 14.01.20, bo łatwo te „20” to przerobić na inną datę. Czyli nie musi to być 2020, a 2021 lub 2022!!!. Pamiętajcie o tym!

wciąż po kanałach..

Szczygieł fajnie ostatnio pisał o czytelnictwie w Czechach. Otóż przeciętny obywatel tego kraju czyta 17 książek rocznie. 17!. U nas za aktywnych czytelniczo, uważa się tych, którzy przeczytają DWIE. A tam 17! Mało tego: księgozbiory są przekazywane z pokolenia na pokolenie, biblioteki pękają w szwach, a każdy dom jest tymi książkami zawalony. Wow… Tym niemniej jednak, ja postanowiłam NASZĄ kolekcję przerzedzić. Brak regałów, brak przestrzeni i tyle… Raz na jakiś czas wynoszę do biblioteki moje książki, a tym razem poprosiłam Łucję o przegląd tego co mają ONI. Doszło im sporo na święta i też się to nie mieści. Wybrała książki, które przeczytała i ją nie porwały. Oraz nie ma sensu, by przekazywać je młodszemu rodzeństwu. Wylatuje Bystrzak, Księga strachów Nienackiego, Sekret Wielkiego Mistrza, Piaskowy Wilk i dwa tomy Meto. Ja dorzuciłam Mroczną Materię czyli thriller o równorzędnej rzeczywistości. Męcząca była ta książka i miała w sobie sporo za dużego napięcia… Ostatnie 50 stron chciałam tylko ją skończyć, zamknąć i więcej nie otwierać. Z pokoju Mieszka wypadają również książeczki do nauki czytania. Poziom I już od jakiegoś czasu jest u młodszej siostry, a poziom II i III (czyli to co zostało i jest na fotce) dołączą do niego w środę.

<>

Nowy tydzień otworzyło moje odczulanie. Alergen już we mnie krąży a wracając rano ze szpitala kupiłam pieczywo dla dzieciaków do szkoły. Łucja ma dziś ważny sprawdzian z niemieckiego -wczoraj wieczorem się uczyła i przepytywała ją Lilka, która przy okazji ten niemiecki też już łapie 🙂 W tym tygodniu w planach wyprawa do kina i do muzeum! Natomiast wczoraj byłam z dziadkami na wystawie o Disco-Polo. Właściwie to nie była jedyną, na którą dotarliśmy, a o TEJ Wam opowiem. No bo Disco-Polo podobnie jak Jeleń na Rykowisku stały się częścią pop-kultury i doczekały się muzealizacji. Można było posłuchać i przejrzeć kalendarium; były relikwie tego nurtu: pierwsze płyty i stroje i wywiady nagrane pierwszymi kamerami… Osoba, która mnie mi tą wystawę polecała, mówiła, że w DOMU miała zakaz słuchania takiej muzyki. U mnie zakazu nie było, ale TEŻ nie słuchałam. Niemniej jednak KOJARZĘ. Tak jak 90% Polaków, gdy leci to wiem jakie BĘDĄ słowa… Była sekcja o Shazzie, bo traktuje się jako feministkę. Jako pierwsza zaczęła mówić-śpiewać o pragnieniach i fantazjach kobiet i chociaż miała fatalny wokal to było bardzo silną oraz sensowną osobowością (prawdziwie przyjaźnił się z nią np.młody Beksiński). Było Mydełko Fa i Boysi! I mi i dziadkom się podobało! 🙂

Znowu grają!

Ależ atmosfera! Tokarczuk wystawiła swój medal Noblowski, Boguś Linda dał swoją kurtkę Franza Mauera, Olejnik zaproponowała bieganie ze śniadaniem 🙂 i właściwie to tylko info z ostatnich pięciu minut!!! Widzę też w szkiełku, że dla Orkiestry wbiegają po schodach, Poznań kręci wynik na rowerach biegowych, a znajomy daje właśnie koncert! Aaaaa, jeden sztab zdobył 4 mln :0 Każdy daje co może! Znajoma robi ozdoby na szydełku i też wystawiła swoje zakładki, a cała masa innych, wraz ze swoimi dziećmi kwestuje w imię Orkiestry. Zaleczamy ranę z finału ubiegłego roku naprawdę godnie.

Część tegorocznej kwoty dostanie Australia, a MY, tak jak co roku, jesteśmy świadkami największego „darującego” fenomenu na świecie. Ciekawostka, że wolontariusze są poprzebierani! Widziałam jednorożców, dzieciaki w strojach wojskowych ORAZ stada PANTER 😀 Ale hitem jest przebranie za Wiedźmina!!! Jedna moja znajoma ma wyżła i razem z innymi posiadaczami psów tej rasy zrobili własny sztab. Do takiej ekipy, tylko składającej się właścicieli labradorów i goldenów (z podopiecznymi) dotarliśmy i my z dziadkami. Pojechaliśmy na wystawę (o niej innym razem, bo była super) i przy okazji zasililiśmy WOŚP-ową puszkę!