Świąteczne przebieranki

Poranne bieganie miałam w wersji świątecznej! Jak będzie fotka zbiorowa to jeszcze coś dodam, a na razie migawki z mojej komórki. Ja miałam świąteczny KAPELUSIK (powiedziałam, że jestem Elfem), a Bibek miała SWETEREK! Gdy nałożyłam go jej tydzień temu wygryzła dziurę… ZESZYŁAM, a dziś założyłam DOPIERO w aucie, gdy ona była TAK zaaferowana wizją ziomów i biegania po lesie, że nie zwracała na niego uwagi. Natomiast przy pierwszej okazji się wytarzała… Na pierwszym, narożnym foto macie mnie z kawałkiem Lilki!

A pobiegowe pogaduszki jak zwykle przyjemne. O przepisach, świętach, bieganiu i Sylwestrze. Dużą mamy ekipę nauczycielską więc opowiedziałam naszą historię z wyjazdu. No bo zostawiliśmy auto na parkingu niedaleko lotniska (to zresztą świetny patent) i z tego parkingu mikrobus podwoził nas bezpośrednio pod Terminal. Dziadki pojechały kwadrans przed nami, bo dotarli na miejsce wcześniej, a jakiś gość śpieszył się na samolot do Kijowa. Czekaliśmy na busik i razem z nami stał gość z Hrubieszowa, który leciał na Teneryfę. I tak gadaliśmy. I on mówi, że ma tam rodzinę i co upoluje jakieś tanie bilety to ucieka od tych baranów w szkole;) I Mieszko to później opowiadał dziadkom. I pytają się go:

  • Ciekawe kim on jest w tej szkole? Jak myślisz?
  • Myślę, że woźnym.

No i ubawiła nas ta jego odpowiedź wtedy i ubawiła nas rano ponownie, gdy ją opowiadałam innym!

DZIŚ wszyscy byliśmy poprzebierani i bardzo lubię takie skore do przebieranek towarzystwo! Btw. pamiętacie, że mówiłam, że w Kolonii hucznie obchodzą karnawał? W sklepach z kostiumami były tłumy!!! Grup Mikołajów też nie brakowało! Jest takie hiszpańskie słowo disfrutar, które oznacza celebrowanie, zabawę i cieszenie się z czegoś. Często używa się go właśnie do karnawału. Bardzo ono mi się podoba kojarzy mi się z frutas czyli owocami i przebierankami. A WY??? Macie już świąteczną biżuterię? 😀

Jodła Nordmanna

Ustawianie choinki zajęło dwa dni… Kupiłam przepiękną! Gdy ją zobaczyłam w sekcji najtańszych choinek 😉 myślałam, że to pomyłka. Owszem, nie była wysoka, za to na szerokość i gęstość, jakiej jeszcze w domu nie gościłam! Gdy ten gość co tam w czapce Mikołaja ogarnia plac pakowania, niósł ją do tej tuby z pakowaniem, przyjmowałam zdumione i nienawistne spojrzenia innych kupujących. Wszyscy mieli jakieś wiechcie, a ja miałam CHOINĘ! Schody pojawiły się przy mocowaniu… Okazało się, że ma tak gruby pień, że trzeba było go zwęzić o połowę, żeby weszła do stojaka. Z każdej strony była niczym rzeźba obcinana. Może nikt jej nie wziął ze względu na ten gruby pień? Jakby nie było JUŻ stoi i dziś wieczorem będziemy ją ubierać! 😀 Niżej macie mnie z Bibkiem. Ja mam przychlasta, bo to po powrocie z siłowni. Btw.miałam ruszyć na zakupy zaraz po powrocie, ale poszłam jeszcze po zajęciach na kawę ze znajomą. Bo jeździmy obie i umawiamy się tak wahadłowo. Raz moim autem, raz jej. No i pokazałam jej miejsce, gdzie na ogół parkuję. Tam nie bardzo można, za to ZAWSZE jest miejsce. I dziś jak wyszłyśmy to okazało się, że obkleili jej auto „karnymi q-sami”. Pierwszy raz to widziałam, chociaż wiedziałam, że takie rzeczy się przydarzają. Szyby i lusterka miała zaklejone naklejkami z podpisanym rysunkiem penisa albo waginy (karny q-s za parkowanie/parkujesz jak p-da). No i było mi strasznie głupio, bo to ja jej pokazałam tę miejscówkę. Dlatego też później poszłyśmy na kawę…

No i na zakupy ruszyłam z opóźnieniem! Ale mam chyba wszystko! Odstałam swoje i mam już ryby oraz mięcho dla Bibka, które zaraz będę porcjować i zamrażać. Do Nowego Roku powinno jej wystarczyć! Mam nawet likier kawowy, który używam do tiramisu, bo mi się skończył (nie mam natomiast rozmarynu, ale dam sobie radę bez niego). Za to Bibek te długie odcinki, kiedy mnie nie było, spędzał na szarpaniu papieru… Pudełko po butach, kartonik z chusteczkami papierowymi, rolkę papieru toaletowego i torbę papierową po chałce (chałka też zniknęła). Gdy więc się pojawiałam i krzyczałam: ZŁY PIES, ZŁY pies! robiła właśnie TAKĄ figurę:

<><>

  • Mamo, czy mamy jakąś inną odżywkę do włosów?
  • Ta jest beznadziejna, nie Łucja?
  • Jest straszna.
  • Wiem. Obkleja włosy, nie idzie jej spłukać i w ogóle się nie układają.
  • TAK! Czy mamy jakąś inną?
  • Tak. Ale chyba nie sądzisz, że będziesz używać innej, a ja zużyję tą. Jak ją obie zużyjemy wyjmę z szafki jakąś normalną 🙂

mgliście

Szłam dziś rano z Bibkiem przez zamglone pola i było pięknie. Przyszło mi do głowy, że ze wszystkich zjawisk pogodowo-atmosferycznych najbardziej lubię właśnie mgłę. Bardziej niż słońce, deszcz, wiatr, bryzę, mróz czy śnieg. Wiem, że smogofobi uważają, że wtedy powietrze jest najgorsze, ale cudowne jest to poczucie izolacji od świata. Mgła jest głośna. Słyszę wtedy i głosy na budowach i aut i szczekanie psów mocniej, ale i tak to mleko wszędzie jest takie resetujące.

Tak wyciszona ruszyłam na zakupy! Bo nic już w domu nie miałam. Wczoraj dzieciaki do śniadaniówek dostały zupki chińskie, a dziś miały tylko po czekoladce w mojego kalendarza adwentowego (ok 9:30 śniadanie im dowiozłam!) A w sklepach już świąteczny żywioł. Wózków przy wejściu nie ma, a na parkingu miejsca zaczynają się kilometr od wejścia! Myślę, że tak już będzie do poniedziałku… 2) Szwy udało nam się u Mieszka zdjąć, chociaż musiałam go zwolnić z Jasełek (tak akurat chirurg miał okienko). 3) Jutro mają Wigilię klasową i podobnie jak Łucja we wtorek, młody zamówił sobie tiramisu. Składniki już mamy, robić będziemy wieczorem! 4) Dziś przede mną jeszcze zebranie w szkole, na które powinnam się jakoś ładnie ubrać, bo te matki to zawsze podopinane na ostatni guzik.

Wrzucę Wam reklamę, którą uważam za najlepszą tegoroczną produkcję. Doskonale wpasowuje się w trend PSYgarnij i adoptuj, oraz jest po prostu na czasie! 🙂

Zawsze gdy to robię myślę o mojej mamie, która powtarzała, że musimy dbać o siebie, by nawet po urodzeniu pięciorga dzieci nie mieć skóry jak ziemia w lipcu

druga żona do trzeciej żony masując jej ciężarny brzuch. „Trzecia żona” – specyficzny film

Znalazłam dziś dowód i prawo jazdy! Zgubiłam chwilę przed wyjazdem i bałam się, że na dobre. Pamiętałam moment, gdy wyciągam z torebki, żeby WZIĄĆ, bo przecież będę jechać autem. I nie pamiętałam co było dalej… Dziś miałam wysypywać kubeł ze śmieciami, bo założyłam, że mogłam wywalić przez pomyłkę w tym zaaferowaniu, a gdyby się NIE znalazły to po Nowym Roku planowałam wyrobić. Ale SĄ! Znalazłam gdy szukałam telefonu i to było OBOK 😀

Zaczynamy sezon na zdjęcia z choinką! Czy widzieliście to cudowne zdjęcie Ireny Szewińskiej, które wczoraj śmigało po necie? Choinka na taborecie i pomarszczone na kolanach rajstopy? CU-DO-WNE! Ogłaszam TE święta KLIMATEM na wełniane rajstopy! 🙂 Wiem, że będzie ciepło, ale trudno o coś bardziej domowego! A nasza choinka będzie w tym roku mniejsza, ale rozłożysta… W sumie to NIE wiadomo jak Bibek odniesie się do niej, więc należy oswajać ją stopniowo!

<><>

Byłam na cudownym szkoleniu, chyba bardziej z kulturoznawstwa niż z pedagogiki. Wzięliśmy na warsztat popkulturę w oparciu o disco-polo. Wrócę JESZCZE kiedyś do tego tematu, bo to było baardzo pojemne w wiedzę spotkanie. Ale na koniec musiałyśmy zrobić maski Shazzy i do Ozyrysa zrobić klip! Pod muzę i efekty lat ’80. Będzie o tym więcej, a tymczasem teraz wrzucę kilka foteczek z Kolonii! Muzeum Ludwiga cd. Łucja chciała mieć dużo zdjęć, bo ona swój świat zdjęciami buduje i efekt pozytywny tego jest taki, że widzi, że jednak się garbi. I to bardzo. Odkąd wróciliśmy znowu ćwiczy. Bardzo dobrze!

To takie rozmyte lustro!

I w bonusie ŁOŚ. ON śpiewał :DD Gdyby śpiewał po niemiecku to podchodziło by tym cringem i przesadą pod disco-polo, lecz tylko kręcił głową i ruszał pyskiem śpiewając anglojęzyczne piosenki świąteczne. Bardzo on się NAM podobał!

i zagęszczamy!

Prezenty już właściwie mam – czekam jeszcze tylko na piżamkę dla Mieszka, którą zamówiłam z odbiorem w sklepie i to już w zasadzie wszystko… Zakupy spożywcze zrobię w piątek -> ryby do zupy rybnej sprawię i zamrożę, kupię też ser i inne rzeczy potrzebne do ciast. Dziś mam szkolenie, które zostało przełożone z ubiegłego tygodnia (super -> wtedy nie było szans bym na nie dotarła, a dziś idę). Jutro rano mamy ściąganie szwów u Mieszka, a po południu spotkanie dla Erasmus-owców. Wieczorem dziś i jutro mam zajęcia sportowe. Czwartek to dzień otwarty w szkole – muszę się spotkać z nauczycielem matematyki Liliany. Po drodze muszę pojechać po choinkę… W piątek zaś wchodzą nowe „Gwiezdne Wojny”. Dam-dam-dam-dam- Dam-da tam!

<><>

Powyjazdowo mam taką refleksję, że Niemcy są całkiem przyjemnym krajem. Zawsze traktowałam je tranzytowo, a chyba niesłusznie. Przede wszystkim, paradoksalnie, jest tanio. Mieliśmy, na tej naszej kwaterze, aneks kuchenny w apartemencie. To było takie śmieszne wąskie mieszkanie na dwóch piętrach. Na dole kuchnia i łazienka, na strychu łóżka. Z okien mieliśmy widoki jak w „Mrocznych Materiach”, czyli dachy sąsiednich budynków oddalone o kilka metrów. Bardzo to było urocze! No i na przeciwko był mini-supermarket, gdzie w sobotę rano, jak dzieciaki jeszcze spały (na miejscu byliśmy kawałek po północy) zrobiłam zakupy. I wydałam mniej niż u nas! Świeże zioła poniżej euro, masło za euro, a reszta podobnie lub mniej. To niezły podróżniczy tip -> warto nastawić się tam, na samowyżywienie. Reklamy siłowni zachęcały, że miesiąc od 15 euro i to też duuużo taniej niż u nas. Doskonała woda w kranach. Liliana umyła włosy i porobiły jej się LOKI większe niż Łucji 🙂 Mandarynki kupowaliśmy u Turka. Tak jak już pisałam, mieszkaliśmy w arabskiej części Kolonii, wokół były świetne knajpy i super zaopatrzone małe warzywniaki. Lubię, kiedy mandarynki są w kartonach z liśćmi i nie wiem dlaczego u nas się tak nie sprzedaje? Cytrusy btw. też były tańsze niż w Polsce! Żeby nie było tak idealnie: mało było tam zwierząt. Psy nieliczne, kota nie widzieliśmy ani jednego. Lilka narzekała, że nie ma gołębi. Fakt. Ptaków nie było. W Rzymie widziałyśmy z Łucją jak gość w parku Borghese gada z mewami, które obsiadły jego stragan, a tu tylko ostatniego dnia widzieliśmy mikro stadko gołębi przy dworcu.

Widok z poddasza. Szeregi domów tuż obok siebie. Na tym dolnym foto widać krawędź naszego dachu:
Loki, loki, loki. W tle babcia, która przy Andym W utknęła na dłużej 😀
Śniadanie poranek 1 (zapłaciłam ok 11 euro). Sałatka ziemniaczana, pieczywo tostowe, bułki, śledzie w buraczkach, masło takie z górnej półki, herbatka owocowa, pieczywo, ser, prosciutto (też jakieś na maxa tanie), salami i coś co zachwyciło Łucję, czyli cienkie płytki czekolady, które wkładasz pomiędzy gorące tosty! Przywieźliśmy tego dwie paczki, ale jedną już pochłonęła w nocy Bibek…
I mozaika w tym rzymskim kościele!

W ramach przygotowań do świąt (zamiast porządków)!

W poprzednim życiu miałam znajomego z Kolonii. I on się mnie zapytał co wiem o Kolonii… No więc mówię, że to miasto w Niemczech. A on mi na to, że mają prawie milion mieszkańców i słynną Katedrę. Przytaknęłam, że fajnie i że na pewno jest ładna. A on mi wtedy, że mają jeszcze najlepszy w Niemczech karnawał i najwspanialszy w Europie jarmark bożonarodzeniowy. I ja na to powiedziałam, że też fajnie 😀

Jarmarków jest właściwie kilka. Bo to jeden obok drugiego. W tym jedyny na świecie jarmark LGBT!

W grudniowy weekend wybraliśmy się do Kolonii. Powodem były urodziny dziadka i 13-ste imieniny Łucji (na 13-go grudnia)! W biletach siedziałam od dawna szukając tego połączenia do Rzymu i przypadkiem trafiłam na tę Kolonię, która cenowo była naprawdę przystępna. I polecieliśmy! Mieszkaliśmy w tureckiej dzielnicy, 30 minut piechotą od Katedry i podobało nam się! Wrażenia będą mi jeszcze schodzić, a na razie wrzucam fotki! Z jarmarcznych smakołyków apfelstrudel, czy jakoś tak, jest daniem doskonałym! W Kolonii jest też oszałamiające Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Z Picassem, Kandinskym i Andy Warholem. Fajną opcją zachęcającą do zwiedzania Niemiec jest to, że bilety do większości placówek muzealnych są dla dzieci za darmo. No więc zajrzeliśmy i tam!

Kolonia? Zdecydowanie do powtórki!

Katedra przypominała mi Fontannę di Trevi. Idziesz, idziesz i ona między budynkami nagle wyrasta. I co chwila na nią potem wpadasz! Niżej ja z dziadkiem, który ją fotografował z każdej strony!

Precle i stragany

Z tym gościem nieźle popłynęliśmy. On pilnował Jarmarku Skrzatów. Zaproponował mi rękę, a potem zaczęły się wygłupy. Zdjęć powstało wiele 😀

Niżej świątynia, która nie wiem czym była, ale wyglądała jak masońska kaplica i zrobiła na mnie zdecydowanie większe wrażenie niż monumentalna Katedra. Były tam lochy rzymskie, bo Kolonia było prowincją Rzymu.

Niżej coś co najbardziej podziwiała babcia. ONI – Niemcy, po prostu potrafią się bawić. Było lodowisko, gra w coś w stylu kręgli i najwięcej gości jarmarku to byli tubylcy. Spotykali się na winie i dobrze spędzali czas. Niczym w Brazylii – cały rok czekali na taki festyn!

FRYTKI – gorące, co widać po MINIE Mieszka!

I MUZEUM LUDWIGA:

Babcia, a niżej DWA słowiańskie PRZYKUCE!
Mieszko i Picasso. I cdn!

Dlaczego wszystkie nasze zwierzaki są takie wredne i takie piękne?

-Liliana

Mamy znajomych, z których dziećmi NIE jestem się w stanie dogadać :/ Ostatnio wydawało mi się, że z tym młodszym można się JAKOŚ porozumieć, ale wrzucił Lilianie jej etui od komórki do sedesu (w chłopięcej ubikacji – w szkole) i cofam tę myśl. Pytam się jej co z tym zrobiła, a ona, że najpierw zabrał jej telefon i nie zareagowała, więc oddał jej telefon, ściągając etui. I też nic nie zrobiła. W sumie dobrze. Zawsze reakcja może być katalizatorem kolejnych przemocowych zachowań. Ale gdy wieczorem chciała rozkminiać DLACZEGO to zrobił, powiedziałam, że po prostu ma się od niego trzymać z DALA. Lila jest całkowicie bezkonfliktowa i to była klasyczna sytuacja, która miała sprawdzić, CZY ją da się wyprowadzić z równowagi? Kazałam jej też zapomnieć o wielkiej pedagogicznej doktrynie, że nie ma dzieci trudnych, są tylko dzieci niezrozumiane i troszczyć się o siebie. Nie da się uleczyć całego świata.

Za to w ramach życiowego rewanżu, mamy Bibka, który za każdym razem gdy COŚ niewłaściwego zeżre, albo zniszczy i jest MU to wybaczone, obdarza nas spojrzeniem: Człowiek, gdyby miłość miała cyfry, to TO, co JA czuję to byłoby milion!

<>

Dziś mamy akcję napinka, bo na weekend wyjeżdżamy! Tym razem wyjazd jest z dziadkami, pod kątem grudniowych urodzin dziadka. Kaowcem i organizatorem jestem jednak ja.

  • Mamuś, wydaje mi się, że o wszystkim pomyślałam, ale boję się, że coś przeoczyłam i ojciec będzie się niezadowolony.
  • Chyba nie łudziłaś się, że będzie inaczej?

Tak, żeśmy sobie z mamusią pofatalizowały, no ale może jakoś przetrwamy 😀 Dziś jeszcze muszę podskoczyć po psia i kocią karmę, a gdy dzieciaki wrócą ze szkoły ruszamy! Powrót w nocy z niedzieli na poniedziałek! RAZEM z nami jedzie wielki ZAKWAS… Bo nie wiem co to za kretyński pomysł miałam, żeby sobie 10 kg na sztangę założyć… Rękami i plecami ledwie ruszam… 🙂

plant-based creature

-Swamp Thing. -> w kwestii roślin dostałam od Mieszka LAS w słoiku! Robili na jakichś warsztatach, zawsze chciałam mieć i MAM!

Rośnie mi lista noworocznych postanowień… Marzy mi się, że w domu będzie MI pachnieć. Nie psem, nie czymś bliżej nieokreślonym, lecz ŁADNIE. Wszyscy mówią, że mój dom ma zapach i to taki „mój” zapach, no i ten MÓJ mnie trochę niepokoi… Miesiąc temu wjechały świeczki zapachowe, ale pójdę dalej! No i wracam na regularne zajęcia na siłowni. Takie, które są na określoną godzinę i prowadzone z instruktorem. Bo byłam wczoraj na takich ze sztangą… Godzina zleciała błyskawicznie, a tak się zmachałam, że miałam problem z podniesieniem rąk do kierownicy. Dziś tej niemocy cd…

Łucja wystartowała z robieniem wolontariatu. Przy Lilce, która ma już jakieś 15 h i istnieje ryzyko, że obowiązkowe 40 h odbębni w szóstej klasie, panna starsza ma na razie niewiele, ale dobrze że ruszyła. Podczas szkolnego kiermaszu pomagała na stoisku z ozdobami świątecznymi. Rozmawiałam z dentystką, bo ona też ma syna 2006 i ON również zabrał się za łapanie punktów do liceum. U nich dla odmiany uczniowie robią różne projekty.

Pali się w kominku, nieoczekiwanie poszły jakieś zapomniane przedmioty powieszone pół roku temu na olixie, zapełnia się powoli Mikołajowa lista, więc po niedzieli wstawimy to tej scenerii choinkę! 😀

<><>

Mam dla Was zdjęcie, które mi się spodobało. Wolność jest fascynująca, National Geographic, 2016 r. Fot. Tevfik İleri

Bo za spokojnie było ;)

Szykowałam kolację, kiedy w wejściu do kuchni stanął Mieszko. Biała galowa koszula (bo przecież miał konkurs) powoli zabrudzała od krwi lecącej ze skroni…

  • Bawiłem się z Bibką i uderzyłem się o stół…

Rana BYŁA, choć nie dramatyczna, więc zawołałam Lilkę, żeby przyniosła waciki, żeby już NIE kapało i złapałam za telefon. Wpierw zadzwoniłam na infolinię najbliższej przychodni. To prywatna placówka, ale tam zszywaliśmy ostatnio palec Mieszka. Podczas kiedy gostek z drugiej strony sprawdzał mi czy są jeszcze jacyś chirurdzy na dyżurze, wrzasnęłam, że młody ma nakładać buty, bo zaraz jedziemy. Chirurg, chociaż naczyniowy, był do 21-szej, więc ruszyliśmy…

Odstaliśmy swoje i rozpoczęłam dyskusję z panią na recepcji. Ona zadzwoniła do lekarza i on powiedział, że go nie weźmie, bo pomijając wszystko to jest dziecko i to jest uraz głowy. Ruszyliśmy więc dalej… Kolejny szpital był wspaniały. Pusty i oddział dziecięcy imponujący. LECZ, też nie było chirurga. Opatrzyli młodego i zaproponowali, że zawiozą go karetką do szpitala z pełnym dziecięcym oddziałem ratunkowym. Nie skorzystałam. W wersji a) mogłabym jechać z nim, ale jak byśmy potem wrócili? W wersji b) jechałabym za nimi, ale oni by pognali do przodu, a ja dotarłabym pół godziny później, no a nie chciałam się z nim rozstawać. Zresztą jego stan NIE był dramatyczny. Wyposażyli mnie tylko w skierowania i zalecenia i pojechaliśmy!

Trzeci szpital też był imponujący! Naprawdę mamy bardzo ładne i świetnie zorganizowane placówki medyczne. Było dużo ludzi z dziećmi, bo był SOR dziecięcy. Siedziało się w takiej poczekalni, na wielkim ekranie leciały bajki (koziołek Matołek i Miś Uszatek), a po wypełnieniu formularzy ratownik oceniał stopień zagrożenia życia. My dostaliśmy kod żółty i byliśmy obsłużeni błyskawicznie. Wyżej jest czerwony (natychmiastowa pomoc), pomarańczowy (do 10 minut), no i my (do godziny). Spośród wszystkich ludzi w przychodni nikt tam szybko nie był opatrzony jak my. Lekarzy było dużo, ale biegali za bramką pomiędzy nagłymi przypadkami dowożonymi karetkami. Młody ma założony JEDEN szew i czuje się dobrze 🙂

Taką mieliśmy przygodę! W sumie muszę przyznać dość ciekawą. Jak wyszliśmy postanowiliśmy gdzieś zajrzeć na jakieś jedzenie… Młody chciał do Maka, bo w tym szpitalu wszędzie były naklejki Fundacji Ronalda MacDonalda i tak też wybraliśmy. Ja wciągnęłam kanapkę Drwala, Mieszko zestaw wielkich frytek i nuggetsów. A gdy weszliśmy do domu, chwilę przed północą, z góry zbiegły siostry. Jak sądzicie O CO zapytały? Czy o to, jak się czuje ich brat?? NIE! Zapytały: CZY przywieźliśmy coś do jedzenia??!… :DDD Tak, kilka nuggetsów jeszcze było!

Drugi szpital. Piękne poczekalnie, głowa z krwawym zaciekiem i głowa z opatrunkiem.
Niżej szpital ostatni. Jak widać siedzimy w takich ławach, przed nami wielki ekran z bajkami, z boku długa lada, gdzie wypełnia się formularze i skąd przez głośnik idzie info, kto i do którego pokoju. Naprawdę, organizacja mistrzowska!

<>

Gość na karate dziś nie poszedł, ale za chwilę go budzę i zaprowadzę na konkurs ortograficzny. Potem ma wrócić do domu, więc dzisiejszy dzień mam razem z nim! 🙂

wtornik

Za czasów małżeńskich prowadziliśmy specjalny folder z prezentami. Co roku w osobnych rubryczkach było wpisywane co wybraliśmy dla innych pod choinkę i co mogą dostać kolejnym razem… Nie chodziło nawet o to, żeby co roku nie dublować skarpetek dla tej samej osoby (chociaż uważam, że ładne i wygodne skarpety to prezent doskonały), TYLKO, żeby o tym w kółko nie myśleć! A co mamy dla kogoś tam? A! Wiem. A nie mieliśmy jakiegoś innego pomysłu? W TYM roku TEŻ założyłam taki folder. Wszyscy dostają jakieś drobiazgi, ale ponieważ nie myśli głównej, to ciągle mi ucieka co tam jeszcze miało być… Np. robię czasem zakupy w takim sklepie typu zioła oraz zdrowa żywność. Kupuję tam składniki do naszych wieczornych koktajli. I opowiadałam o tym Lutce, że są trafiłam TAM na fajną suszoną morwę z Tadżykistanu 😉 I mama na to, że morwa jest polecana na cukrzycę i że nigdzie jej nie ma! Więc powiedziałam, że kupię taką kilogramową paczkę dla dziadka pod choinkę. A patent „prezentowej TABELKI” polecam -> nawet przy małych rodzinach! 🙂

Wyżej, by tak wprowadzać się w świąteczny nastrój, macie biblijny obrazek Mieszka. Miał zrobić na religię ilustrację do którejś z historii w Ewangelii św. Marka (rozdział 2). I wybrał „Łuskanie kłosów”. Technika miała być mieszana, jest więc rysunek kredkami i wyklejanie. Całkowicie jego pomysłem było przyklejenie metalowych pręcików, które są promieniami słońca i chmura.

<><>

Dziś rozstawiam jelonka przed domem!