tonę w bezmiarze czasu ;)

Albo mam czas, albo go nie mam. Logiczne. Więc jak MAM, robię wszystko na zapas, bo wiem, że za bardzo krótką chwilę będzie na odwrót 🙂 Odebrałam wyniki cytologii z września (wszystko ok, zalecana kontrola za 3 lata, ale jestem w programie, że robią mi co rok- sprawdźcie Wasze przychodnie, może też tak możecie) i pranie z pralni. Byłam z Łucją u dentysty (z Lilką byłam w październiku, z Mieszkiem idziemy w grudniu) i paradoksalnie, pomimo tony pożeranych słodyczy, panna ma zęby zdrowe. Dziś w nocy już NIE przyszedł Mieszko („Tak długo byłaś w tym Rzymie, że się stęskniłem„), więc umówiłam się z nim, że w NAGRODĘ, WSPÓLNIE pojedziemy po jego kalendarz adwentowy z klocków. Stoczyłam też esemesową bitwę z Łucją, która chciała, żeby ją zwolnić ze szkoły. Wiem, że dojrzewanie boli, ale jeżeli jest BARDZO źle, może pójść do pielęgniarki po nospę! ->NIE chcę żeby więcej opuszczała. Przez stracone (ostatnio) dwa dni szkoły zrobiła nam się luka w wiedzy z polskiego i wczoraj CAŁY wieczór próbowałyŚMY zrozumieć jaka jest różnica między głoskami bezdźwięcznymi twardymi, a bezdźwięcznymi miękkimi (czy jakoś tak).

Siedzę więc na kanapie, obok mnie odurza zapachem króliczej padliny Bibi (ona ma dar do wynajdowaniu takich skarbów na polu i znużyło mnie mycie JEJ po każdym spacerze- wprowadziłam świeczki zapachowe, trochę pomagają), no i TWORZĘ kalendarze dla dziadków! Wrzucę Wam kilka screenów to będziecie mieli podgląd do mojego warsztatu… Robicie już? Nie ma na co czekać! 🙂

Dziadkowi wybrałam taki symetryczne wzory…
A Lutce w akwarelowe mazie…

I BEZ ramek edytora poszczególne miesiące będą wyglądać mniej więcej tak: