Nie przegapić!

DZIŚ są dwa fajne i ciekawe wydarzenia! Pierwsze to Noc Księgarń, czyli księgarnie nie dość, że będą czynne do północy i dłużej, to jest tam cała masa ciekawych wydarzeń (nie wiem czy gdzieś mi się uda dotrzeć, bo wydaję dzieci dopiero o 19-stej i to już będzie późno :/. Dwa to Protest Klimatyczny Młodzieży. Szkoła dziewczyn bierze w tym udział, dzieci spotykają się koło jeziora i będą coś tam klimatycznie działać 🙂 Bardzo, bardzo fajna akcja! Zróbmy coś eko w ten weekend! 😀

Z niusów domowych wprowadził się na dobre Klarens. Kocur miał dobrą więź z poprzednim psem, a gdy tamtego zabrakło, zaczął znikać na dłużej. Gdy dwa lata temu wprowadziła się Miaustra to przerwy gdy znikał wydłużyły się jeszcze bardziej [to zresztą ciekawe, że co dwa lata coś dochodzi: Bibi (2019)- Miaustra(2017)- Klarens (2015)- Sziwa(2013)- Mieszko(2011-styczeń)- Lila (2008)- Łucja(2006)- Diabli (2004)- kocica Tina (2002)]. Jakby nie było, Klarens CHYBA zdał sobie sprawę, że Pasiasta (sądzę, że tak w myślach nazywa Miaustrę) NIE odejdzie i jakby tego było mało, jeśli nie zareaguje i nie zaznaczy SOBĄ przestrzeni, to mu ją zabiorą, dodając w nieskończoność NOWYCH. Zostaje więc na noc (wychodzi o piątej rano, ale o siódmej już jest). Ponadto wyjada Bibi jedzenie z miski i podoba mu się nowe poddasze, gdzie na ogół sypia… Miaustra tymczasem pokochała Mieszka. Szuka w nocy gdzie on jest (na czas niebytności Łucji, na ogół sypia na jej łóżku – piętro nad Lilą) i właśnie z NIM śpi.

Bibi na kanapie, tuż obok mnie, Klarens na stole w kuchni. Zaraz zejdzie i będzie spał na krześle. Gdyby zrobił się hałas, bo któreś dziecko wróciło, przeniesie się na strych!
Strych cały czas JEST przestrzenny, chociaż już go trochę przywaliłam. Niemniej jednak suszarka zupełnie nie przeszkadza i MOŻNA obok przejść!
Hotele dla owadów, które zrobiliśmy w Lublinie wyniosłam tamże… Nic w nich nie zamieszkało, nie zawiesiłam ich, a jak spadnie na nie śnieg, to będzie po nich. Wyciągnę je do ogrodu na wiosnę!

<><>

Zebrania u dziewczyn pozytywnie. Składki, wycieczki, kalendarium szkolne. W obu klasach wspólna decyzja, że na prezenty/święta wycieczki i warsztaty, a nie fanty. Łucja ma wyprawę do kina na Dzień Chłopaka, czyli w pierwszy dzień po powrocie z sanatorium 🙂 Nowa wychowawczyni Lili jest bardzo mądra, że sama mówi, gdzie chce z dziećmi jechać. Po burzach rok temu, kiedy była rodzicielska bitwa, żeby pojechali gdzieś indziej niż tylko do kina na kreskówkę czy sali zabaw, będą nareszcie wyprawy na budowanie robotów i lekcje historyczne.

Za to Erasmus wygląda świetnie i Łucja już chce jechać! Zapisałam ją na wymianę do Estonii. Macedonia jest w listopadzie, a jej już i tak miesiąc nie ma w szkole. Do Niemiec nie chciała. Sądziłam, że to tak jak podczas moich studenckich wyjazdów, że muszą sami dotrzeć i sami organizować, ale oni jadą tam grupą i cały dzień spędzają na wycieczkach. Do tej rodziny u której śpią docierają ok 16-17. Wyjazd byłby w kwietniu. Jest więcej chętnych niż miejsc, więc dzieci będą jeszcze miały testy komunikacyjne, ale zakładam, że z tym sobie poradzi. Ale nie o tym. Niektórzy ludzie, którzy byli na tym spotkaniu wg mnie powinni odpaść od razu. Była jedna mama, która zapytała:

  • Ale czy mamy pewność, że moja córka nie będzie nocowała u Ciapatych?

Był tam jeden mój znajomy i on po prostu parsknął. Zawsze mam ochotę podkręcić takie osoby i nawet coś tam zaczęłam, ale ona tak brnęła, że są TE kraje, gdzie ICH jest dużo i że są niebezpieczni, i jakiego TAM są wyznania ludzie, że ucięłam ten przezabawny wywód mówiąc, że w Estonii chyba nie ma dużo imigrantów, ale jeśli będzie taka szansa, by Łucja miała NIE tylko wyjazd zagraniczny, ale również kontakt z zupełnie inną kulturą, to ja jestem ZA. Natomiast jeżeli możemy sobie tak wybierać, to ja nie mam nic przeciwko wegetarianom i weganom (taka osoba może TEŻ do nas przyjechać) i damy sobie z nią radę, będę miała natomiast problem z kuchnią bezglutenową, bo ten gluten u nas w domu jest we wszystkim.

Organizacja cd

Pamiętajcie, że koniec września to koniec ważności dla legitymacji, kart miejskich (co niektórych) i np. gminnych kart dużej rodziny! Te ostatnie nam już podbiłam, czyli na rok mam z głowy! Pomijając górę prasowania z całego tygodnia (ależ to emocje jaki to sobie film do tego włączyć?) to DZIŚ wiszą nade mną wyłącznie szkolne ZEBRANIA!

Wczorajsze u Mieszka odfajkowane. Jak na każdym tego typu spotkaniu wałkowaliśmy wysokość składek, planowane wycieczki i ogólne klasowe tematy. Nie ma w tym roku basenu (to była taka przedwyborcza kiełbasa, jak to powiedziała wychowawczyni) i nie wiadomo co będzie z zielonymi szkołami. Tak jak już powtarzałam, nie jestem ZA. To z roku na rok są coraz droższe imprezy, a wykręcić się z tego za bardzo nie można, bo dzieci Z KLASĄ, chcą jechać zawsze. Z plusów szkoła bierze udział w sporej ilości projektów, które są bezpłatne i w których możemy wziąć udział. Będą mieli np. zajęcia z gry w GO. GO to takie chińskie szachy, a zajęcia będzie prowadził mistrz Europy. Mieszko szachy lubi, wiec go zapisałam. Dwa razy w tygodniu przed lekcjami. Nie zapisywałam go natomiast na żadne komputerowo-informatyczne, bo wg mnie ma tego dużo, za to wrzuciłam go do grupy przyrodniczej. Dostałam też wynik jego badania słuchu i gość słyszy DOBRZE. Super! 🙂

<><>

Mam trzy fotki z sobotnich warsztatów pisarskich, na których były maluchy. Tworzący Mieszko (grzywa już długa, ale on chce iść WYŁĄCZNIE do tej fryzjerki co ostatnio, czyli najwcześniej w przyszłym tygodniu coś z tym zrobimy!), fragment JEGO powieści i czytająca swoją pracę Lilę. Niżej wklepię Wam to co napisała. Wam i SOBIE, żebym to gdzieś miała 🙂

Niewidzialny Ufoludek

Pewnego dnia dziewczynka o imieniu Delfina, poszła do lasu i jak zwykle szukała malin, lecz tym razem zamiast malin, znalazła małe ufo. Bawiła się tym przez cały dzień. Następnego dnia, o godzinie 12-stej z ufo wyszedł Marsjanin.

  • Kim jesteś- spytała dziewczynka
  • Jestem małym ufoludkiem z marsa – odpowiedział ufoludek.
  • Jesteś prawdziwy? – spytała.
  • Tak – odpowiedział i dotknął Delfinę.
  • Pokażę Cię rodzicom – odparła i wzięła go w ręce.

Poszła do rodziców:

  • Tato, mamo, spójrzcie – powiedziała i pokazała im marsjanina.
  • Przecież tu nic nie ma -powiedzieli rodzice.

Dziewczynka poszła do pokoju.

  • Czemu Cię nie widzieli?”

🙂

Wietrzysko

Jesień postanowiła przywalić konkretnie. Co tam złote stosy liści, które można rozkopywać, rześkie powietrze, czy nawet babie lato… Niech mają wiatrodeszcz i listopad w połowie września! A ja miałam taki ambitny plan by jak co roku do 1 października nie chować japonek… Powinnam przerzucić ubrania, żeby wynaleźć jakieś długie spodnie, ale dziś znalazłam takie co to doszły na wyprzedażach. Sweterki, podkręcenie termy, a może nawet kominek na wieczór!

ZA to, odfajkowałam dwa kolejne badania lekarskie. Pierwszy to był okulista. Wzrok badałam 5 lat temu w ramach medycyny pracy, trzy lata temu uznano, że okulista jest co drugie badanie, no a od roku się samozatrudniam i powinnam wszystkiego sobie pilnować. Ogólnie widzę dobrze, choć do szału mnie doprowadza, że nie mogę w wannie czytać etykiet kosmetyków (a mogłam) i że wieczorami mam problem z nawleczeniem nitki. Ale zbadali i jest dobrze.

  • Idealnie. Za rok do kontroli.
  • Tak po prostu? Ale oczy mnie czasem bolą. Rano szczególnie.
  • Ma pani jakąś alergię?
  • Tak. Pyłki i kurz. Ale się odczulam.
  • Powinna pani spać w namiocie tlenowym jak Michael Jackson i to by było idealnie.
  • A mam takie zaczerwienione!
  • To na to mogę coś przepisać.

I przepisał. Miałam dziś również odbiór wyników mammografii, którą mi robili w lecie. I też dobrze. Dok był duży w każdą stronę i jak to Lutka zawsze mówiła: Tacy będą mieli do Ciebie słabość, bo do mnie mają. Postanowił mnie przebadać kompleksowo:

  • Za pięć lat zrobię pani kolonoskopię. Proszę się nie śmiać. Profilaktyka jest najważniejsza. A cytologię już pani robiła?
  • Nie w tym roku. Rok temu.
  • Proszę nie słuchać tego co mówi ostatnio fundusz, że raz na trzy lata i robić co roku. Proszę w rejestracji się zapisać i ja pani zrobię.
  • Tak, na fundusz? Super. To już będę miała komplet tegorocznych badań.

<><>

Mamy taką grupę dyskusyjną, gdzie jeden gość napisał, żeby wszedł na portal pacjent.gov i sprawdził ile na NIEGO wydaliśmy. Że dziękuje za 3000 na wyrostek i kilkadziesiąt tysięcy na leki (on ma cukrzycę). I TAK wszyscy zaczęliśmy sobie sprawdzać. Mój profil działa coś średnio, bo nie mogę wejść na profile dzieci (Łucja ma te gorsety i sanatoria) i nie widzę moich wizyt. Widzę tylko zrealizowane recepty 🙂 I dziękuję Wam za dofinsowanie moich leków na alergię (600 Pln) :))

WTEM

Wyrywaliśmy sobie pluszowego krokodyla Mieszka. Ja, Mieszko, Lila i Bibi… I NAGLE – WTEM pomiędzy nami pojawił się ZĄB. Zastygliśmy i każdy językiem badał czy to nie jego… Bibi patrzyła, czemu zastygliśmy i po chwili freeze challange ruszyła z atakiem na moją piżamę. Wyrwałam jej, patrzę, że róg mam czerwony i uff mówię:

  • TO nie nasz! To Bibi!

Sporo już tych zębów straciła, ale TO pierwszy, który OGLĄDAMY…

<><>

Napięty strasznie mam ten tydzień. Trzy zebrania w szkołach, spotkanie informacyjne o tych wyjazdach zagranicznych uczniów, jakieś dok-owe wizyty, cd pomidorowego szaleństwa (ale jak przerobię dzisiejszą partię to koniec), a jakby tego było mało mam ochotę wybrać się w weekend na grzyby… Bo jednego już znalazłam! Byłam pod sanatorium Łucji i chciałam wlać płyn do spryskiwacza – kupiłam go chwilę wcześniej w supermarkecie, ale jakiś dreszcz mnie dręczył, żeby mu dać wózek (nie dam, bo wrzucam tam 1 Euro, którego nigdy nie wydaję i ZAWSZE mam), albo chociaż batonika (i tu TEŻ nie dałam, bo mam wszystko wyliczone – batoniki są kupowane w trójkach i mnogości trójek, bo tak lądują w śniadaniówkach). Miałam nadwyżkę kisieli bo się zamyśliłam przy tych kisielach, ale po co mu kisiel w proszku na parkingu? Więc pojechałam! I otworzyłam tę klapę od maski pod sanatorium, sięgam po płyn, który postawiłam obok i patrzę, a pod drzewem GRZYB! Podgrzybek! I jest to niechybny znak, że czas na grzyby! CZUJĘ ten ZEW! 😉

Jesień to pora roku na jedzenie idealna!

Sami wegetarianie w tym moim świecie… Jak bąkniesz komuś, że mięsa jesz MNIEJ niż kiedyś, ale LUBISZ, to od razu zaczyna się opowieść, o tym jak można dobrze się czuć na bezmięsie! Co tam zresztą bezmięsie, sporo też znam wegan. Wszystkich ubawił ten mem z milionerów, który chodził tydzień temu. Pytanie było za milion, a brzmiało, jak zrobić wegańską bezę? Ja nie miałam pojęcia, ALE dla wszystkich było oczywiste, że z wody z cieciorki (obstawiałabym migdały). Ona rzeczywiście tak się spienia i jest taka glutowata. Samo białko w sumie też jest obrzydliwe, a smak zawdzięcza soli lub cukrowi. No i okazało się, że na tym moim sobotnim bieganiu są osoby, co takie bezy nawet robią. Niezłe, naprawdę podziwiam! Ale dużo też ciekawostek można usłyszeć, bo kilka osób w tamtej ekipie, siedzi w branży spożywczej… Np. będą wycofywać z Unii smak truskawkowy jako polepszacz smaku żywności oraz nutellę. Hmm… Będziemy wtedy sami robili! 😀

I przyszedł do mnie sąsiad (też bio, eko i wege) i pyta się, jaką karmę daję psu, że ma taką błyszczącą sierść. Mówię:

  • Ona nic nie chce jeść, więc jej gotuję. Zresztą to jest najtańsze.
  • Ale co jej gotujesz?
  • Mięso. Podroby, gnaty, wołowinę i wieprzowinę. Dawałam obranego kurczaka, ale wet powiedziała, że drób często uczula i wieprzowina jest lepsza. Marchewki kawałek i kaszy.
  • To strasznie śmierdzi.
  • Nie. Zdecydowanie nie.
  • Ty jesteś przyzwyczajona, bo jesz mięso.

No, ale NIE śmierdzi. Dawno temu, gdy mieszkałam w akademiku (nie w Polsce) jacyś Arabowie (chyba) gotowali głowę konia. I to dopiero śmierdziało. Na wszystkich piętrach i przez kilka dni. A takie coś, to nie śmierdzi 🙂 Dziś zrobiłam innowację, bo zrobiłam wielki gar, a z wywaru stworzyłam galaretę. Rozlałam po pojemnikach i mam set na cały tydzień! 🙂

<><>

  • Łucja, a Ty coś jesz w tym sanatorium?
  • Zupy. Czasami. Ale są niedobre.
  • Dlaczego?
  • Bo są za słone. Ty robisz za słodkie, tata za kwaśne, albo też za słodkie i tylko babcia robi idealne.

🙂 Babcia JAK to usłyszała to obiecała, że zupę zrobi specjalnie dla wnuczki i JEJ zawiezie :))

A pies ile kosztuje?

o Bibi 🙂 Powiedziałam, że BARDZO DUŻO 🙂 I dodałam: „nie to, że Pan nie ma, ale on NIE na sprzedaż”! 🙂

Wykopała mi Bibi w ogródku dołki. Zasypać się tego NIE da, bo nie ma ZIEMI. Albo ją rozsypała, albo wniosła do domu, albo WYPAROWAŁA, no i mam DOŁKI. A skoro już przekopała się przez tę glinę, TO mogę TAM coś zasadzić!

W drugi weekend września w Skierniewicach odbywa się DUUUŻA impreza ogrodnicza. Sadzonki, cebulki, kwiaty, krzewy i drzewa. Dodatki do uprawy, warzywa, owoce i zioła. TRZY uwagi: 1/nie należy brać PSA, 2/nie należy brać dzieci, 3/należy zabrać jakieś COŚ gdzie można zakupy zapakować!

Bo pies w takim tłumie się po prostu zmęczył. Impreza jest ogromna, rozciągnięta niemalże na całe miasto i niespójna. Na rynku są stanowiska regionalne (koła gospodyń z różnych gmin z absolutnie wybitnymi ciastami) i wielka dudniąca scena (sceny są również w INNYCH miejscach targów). Stragany nie mają żadnego systemu. Punkty z chlebem, są obok plantacji wrzosów i ludowej twórczości. Zapach smażonych oscypków i grilli. Dla psa męczarnia, chociaż chciano ją kupić 🙂

Dwa-dzieci. One znosiły jajo. Że się zgubimy, że pies wrąbał jakąś sadzonkę, że gorąco. Przydały mi się TYLKO przy wybieraniu bazylii. Gość miał 8? 12? rodzajów? Wybrały mi ANANASOWĄ. Za rok chcą grejpfrutową, albo czekoladową.

No i transport zakupów. Ręce miałam do ziemi gdy dotarłam do auta. Dostałam co prawda takie fajne tekturowe korytko na sadzonki i wsadziłam tam wrzosy i zioła, ale wózeczek JEST niezastąpiony. A mam już pewien patent, który za rok zastosuję! BO warto tam dotrzeć! Nie kupiłam hortensji, a były jakieś takie odmiany miniaturowe, które się wybarwiają na ciemne kolory i zazdroszczę Lutce (bo dziadki były z nami), że kupiła sobie stare odmiany róż. Pachnące, krzewiaste i różnokolorowe… Mam za to cebulki. Hitem są teraz lilie krzewiaste i tulipany, które wyglądają jak opuncja. Mam je w czterech kolorach i nazywa się ta odmiana ice-cream! :)PLUS ZIOŁA. 80-cm krzew rozmarynu (mam manufakturę suszonych pomidorów akurat 😉 kosztował 3 zeta. Ścinająca cena! 🙂 Dokładne zdobycze będę prezentować PO nasadzeniach… Pod warunkiem, że pies nie postanowi od razu wykopać… :/

Zięć

Lila z Mieszkiem byli dziś na bardzo fajnych warsztatach pisarskich. Prowadziła je autorka opowiadań dla dzieci i MIELI stworzyć kryminał. Lila napisała coś cudownego. W wolnej chwili to przestukam i wkleję, ale było najlepsze dzieło w grupie i na tyle ciekawe, że prowadząca AŻ je sobie sfotografowała. Mieszka powieść też była niezła. Treści nie zdążył zrobić za dużo, ZA TO ułożył 4 pytania (abc) z pytaniami o możliwe rozwiązanie zagadki. W jego pracy zachwyciła natomiast OKŁADKA 🙂 Liliana na koniec przeczytała swoją powieść innym dzieciom i wszystkim się TEŻ podobała!

<>

A potem rozwidliły nam się z dziećmi szlaki… Ja udałam na bazar tkanin orientalnych. Chodzą mi po głowie warsztaty z szycia i chciałam się zaopatrzyć w ciekawe materiały. Niestety ceny były zaporowe, w sumie to w india-shopie, kupię nieporównywalnie taniej, nie mówiąc o tym, że może coś na Aliku znajdę? To więc była porażka, chociaż spotkałam tam gościa z olxia, który przejął moje stare aparaty analogowe i zawsze to kilka złotych wpadło mi do kieszeni. A ten koleś bardzo mi się podobał. Tak jak DLA Łucji. Grzeczny, porządny, przyjechał jakimś takim autem na godziny i chciał koniecznie mi dać więcej za te aparaty (NIE wzięłam). Powiedziałam więc potem pannie, że znalazłam już jej męża 🙂

<>

  • Mamo, a mogę go pocałować?
  • Kogo, Łucja?
  • Tego mojego crusha z sanatorium.
  • Na pożegnanie, bo w poniedziałek już wyjeżdża?
  • Tak.
  • NIE.
  • Mówisz to JAKO matka?
  • TAK.

Btw. jej przecież jeszcze dwa tygodnie zostały, to się przecież jeszcze raz zakocha.

Pieniądze zawdzięczam niekompetencji innych

„Kraina Wielkiego Nieba”. Obejrzałam ostatnio dwa filmy z jednym rodzeństwem. To zresztą ciekawe, że mogą być tak różni jeśli chodzi o atrakcyjność. Jemu byłam dała solidną 10-tkę, jej max 6. Ten drugi to „Przedszkolanka”. Oba bardzo dobre. O tym jak ludzie potrafią sobie pogmatwać życie, bo wydaje im się, że czegoś nie dostali, a czas minął… O tym jak codzienność potrafi udusić.

Byłam na rynku! Kupiłam mnóstwo pysznych rzeczy. Jest mała dynia, bakłażan, żółta fasolka (od gościa, który ma taką bez włókien) i duże świeże orzechy włoskie. Jest kukurydza ->mam takiego znajomego, na którego wpadam na różnych biegach i on pojechał dziś na „drugie pole”, gdzie ma młodą kukurydzę, bo smaczniejsza. Maliny kupuję poza rynkiem u takiego dziadka, który rano je zrywa. Nigdy nie ma ich dużo. Śliwki odmiany mieszaniec, która jest najsmaczniejsza… Gość od szpinaku i zielonego dał mi też swoje winogrona i zielonego pomidora, żebym spróbowała, bo pyszne. ZWYKŁE, podłużne, gruntowe pomidory są po 1,50 (ktoś mi ostatnio mówił, że ceny poszły w górę – ja tego nie widzę), więc kupiłam pierwsze 5 kg na suszenie. Tylko czy w piątek 13-go warto zaczynać? 🙂

Za to jak wróciłam powitała mnie Bibi. Zjadła kawałek rolki do rolowania, rozciągnęła mój sweter, klapki i papierowe chusteczki… :/

<><>

Wychodziłam w nocy do auta i widzę, że emerytowany sąsiad, gdzieś wychodzi. Mówię:

  • Chyba nie bułki, o tej porze, panie Włodku?
  • Nie… Do kobiety.

🙂

Sześć naklejek Słodziaków później…

  • Mamo, wiem już jaka będzie kolejna lektura w szkole!. Dziewczyny mi przysłały.
  • Jaka, Łucja?
  • Dziady. Ale to na 23-go września i mnie jeszcze nie będzie. To chyba NIE muszę czytać?
  • Musisz. Wszystkie lektury z 6,7 i 8 klasy mogą być na egzaminie ośmioklasisty. Dziady są ważne.
  • Czyli w Pustyni i w Puszczy też może być??? A co to są te Dziady?
  • Poemat.
  • Czyli?
  • Długi wiersz. Ale ważny.
  • Obrzydlistwo.
  • Są tam zwroty, które się przewijają w kulturze i literaturze. Zawsze gdy jest ciemno i głucho to powinniśmy mieć skojarzenie z Dziadami. Pamiętasz taką piosenkę, gdzie śpiewają: Ciemno już zgasły wszystkie światła? To też można podciągnąć.
  • A to o jakichś starych ludziach?
  • Nie. To o takim pogańskim święcie zrównania świata dla żywych i zmarłych. O święcie, które było przed Halloween.
  • Dia de Los Muertes?
  • Tak.

<><>

Bibi ma około 5 miesięcy i waży 12 kg. Ogólna zasada głosi, że pies podwaja swoją wagę z 5 miesiąca, co pozwala przewidzieć jaki duży będzie. Dla mnie to info JAKIE legowisko mam kupić, żeby pies nie leżał na złożonym w czworo pledziku.

Fotka Łucji i Bibi z LATA. Jak widać panna się jednak GARBI. A teraz jak ją odwiedzam to prosta jak struna! Żadnych okrągłych pleców! Za to ogon Bibi, który był tak arystokratycznie wyprostowany, coraz bardziej się po kundelkowemu skręca… 😦

Wróciłem! Jestem tu chyba u siebie – a bez siebie na pewno.

-mój były trener napisał niesamowity esej o bieganiu. On w ogóle ma niezwykły pisarski warsztat. Wrócił akurat z biegania po Tatrach i nie może się pozbierać. Cytat stamtąd.

Wygląda na to, że będę miała w TYM roku WOLNE środy! Bardzo to miła wiadomość, takiego wieczoru mi trochę brakuje i teraz muszę wymyślić co to ja będę wtedy robiła? Dziś było KINO!!! Zabrałam dziadków i poszliśmy na… Pewnego razu w Hollywood. Ależ CUDOWNY film 🙂 Połowę się śmiałam, a drugą rozkminiałam o co chodzi. Bo jest wariacja na temat różnych wydarzeń w latach ’60. I jak to Lutka na zakończenie powiedziała, gdy omawiałyśmy finał: Niczego nie możesz być pewien gdy trafisz na wariatów 🙂 Przezabawny był Bruce Lee, niesamowity był Di Caprio, ale system rozwalił Brat Pitt. I jest TEN moment, kiedy wychodzi na dach, żeby naprawić antenę telewizyjną i ŚCIĄGA koszulkę. I wtedy WSZYSTKIE kobiety w kinie biorą komórki i sprawdzają ILE on ma lat. I otóż ON ma lat 53. Kosmos, że można tak wyglądać! Full Hotness, jak to piszą w zagranicznym necie. Wrzucę Wam jego fotkę z psem. Scenki z psem TEŻ są przekomiczne 🙂

<><>

Pochwalę się, też, że mam nowy klub biegowy. Spotkania są 3x w tygodniu. Soboty mi wypadają, bo dalej będę towarzysko jeździła na parkruny. Tam można z psem i zawsze jest mini-party. Na tygodniu ćwiczymy we wtorki, a od listopada również w czwartki. Wczoraj wzmacnialiśmy siłę biegową, były płotki, piłki i równowaga. Moja nowa trenerka też jest niezłą biegową sławą 🙂 I nieźle nas wczoraj przycisnęła 🙂